Wydarzenia
Jelczem M182MB od zmierzchu do świtu - 28/29.06.2008
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: sobota, 24, luty 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 1115
Od 2004 roku Krakowski Klub Modelarzy Kolejowych w jedną z najkrótszych nocy w roku organizuje przejazd specjalny dla miłośników komunikacji miejskiej. Letnie nocki rozpoczęliśmy od wycieczki składem Sanoków. Potem były już tylko imprezy autobusowe: Manem, Neoplanem i Scanią. W tym roku, na piątą imprezę pod hasłem "... od zmierzchu do świtu" wybrany został jedyny w swoim rodzaju Jelcz M182MB, obchodzący w tym roku swoje dziesięciolecie eksploatacji w Krakowie. Impreza odbyła się w nocy z soboty na niedzielę, z 28 na 29 czerwca 2008 roku.
Odkąd organizujemy nocki autobusowe, zawsze staraliśmy się wybierać na tego typu imprezy pojazdy nietypowe, będące jedynym lub jednym z niewielu przedstawicieli danej serii w naszym mieście. Jednak, na tegoroczną nockę wybraliśmy pojazd, którego nigdzie indziej nie zobaczymy. Jelcz M182MB, równo dziesięć lat temu, jako jedyny egzemplarz tej serii opuścił bramy podwrocławskiej fabryki. Pojazd jedynak, trafił do naszego miasta i od tego czasu nieprzerwanie wozi krakowian. Autobus ten, to w rzeczywistości Mercedes O405GN, który zmontowany został w zakładach Jelcza. Niestety, nie podjęto dalszej produkcji, a szkoda gdyż przegubowiec ten znacznie lepiej prezentuje się na tle innych produktów z Jelcza. Jak widać więc, tym razem wybraliśmy na imprezę wyjątkowego "rodzynka", który do tego obchodził w tym roku swoje dziesiąte urodziny.
Początek imprezy tradycyjnie zaplanowany został na godzinę 22. Pojazd podstawiony miał być przed bramę zajezdni Wola Duchacka około godziny 21:40. Za kierownicą autobusu tym razem zasiadł kolega Darek, stały uczestnik naszych imprez, a od niedawna również kierowca z zajezdni Wola Duchacka. Miłośnik za kierownicą był dodatkowym gwarantem tego, że impreza musi się udać. I jak się później okazało, w pełni się to sprawdziło.
Darek zjawił się w zajezdni kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem imprezy. Przyszedł do autobusu, odpalił silnik i... na pulpicie zrobiło się czerwono od lampek. Na szczęście, Jelcza szybko udało się doprowadzić do stanu używalności i podczas przejazdu nie sprawiał już żadnych problemów.
Nasze letnie nocki mają to do siebie, że przynajmniej teoretycznie można sfotografować imprezowy pojazd w świetle słonecznym podczas dwóch dni jednocześnie. Niestety, ze względu na pogodę, przeważnie nam ten efekt nie wychodzi. Jednak tym razem było inaczej, co pokazuje powyższe zdjęcie.
Punktualnie o 22 wyruszyliśmy w trasę. Na pokładzie znalazło ponad 25 osób, więc grupa była nie za duża ani nie za mała, czyli w sam raz, żeby sobie spokojnie pofocić w nocy. Jedną z największych zalet nocnych przejazdów autobusem, jest fakt że można jechać praktycznie wszędzie. Tramwaje trzyma torowisko, a tymczasem taki autobus można za każdym razem ustawić pod innymi obiektami. I tak postanowiliśmy postąpić tym razem, wybierając na fotostopy szereg miejsc, gdzie autobusu przegubowego nie widziano co najmniej od czasu naszych imprez pod hasłem "IKARUSEM ekstremalnie". Jednak na rozgrzewkę dla kierowcy i autobusu, postanowiliśmy wybrać coś łatwego i pojechaliśmy na ulicę Stojałowskiego.
Kolejny punkt programu położony był już znacznie bliżej centrum Krakowa. Pojechaliśmy bowiem na pętlę przy rondzie Grunwaldzkim. Najpierw zjechaliśmy Jelczem na samą końcówkę, dzięki czemu mogliśmy sfotografować autobus na tle kościoła na Skałce.
Z ronda Grunwaldzkiego wyjechaliśmy z powrotem na Konopnickiej i skierowaliśmy się w stronę ronda Matecznego. Nie zajechaliśmy jednak zbyt daleko, gdyż po chwili zatrzymaliśmy się na prawym pasie jezdni. Tym razem nasz pojazd ustawił się do zdjęcia na tle oświetlonego Wawelu.
Fotostop z Wawelem w tle zaliczyliśmy, więc przyszedł najwyższy czas na coś nowego. Jednak, skoro już byliśmy w okolicach zajezdni w Łagiewnikach, postanowiliśmy zajechać w okolicę dawnego przystanku linii nocnych na rogu ulicy Skrzyneckiego i Rzemieślniczej, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu docierały autobusy nocne, odwożące i przywożące pracowników MPK.
Rozgrzewka nieco nam się przedłużyła, więc przyszedł najwyższy czas, by pojechać w końcu na jakiś ekstremalny fotostop. Co wybraliśmy na początek?? Znajdujący się w niemal samym centrum Krakowa... kopiec Kościuszki. W Łagiewnikach skręciliśmy na ulicę Brożka, potem Kapelankę i most Zwierzyniecki, by po chwili zacząć się wspinać po ulicy Malczewskiego. Każdego dnia kursują tędy małe Jelcze M081MB na linii 100 i 101. Ostatniego przegubowca widziano tu dwa lata temu, gdy dotarliśmy tu... Ikarusem 280. Dotychczas w nocy, nawet my nie próbowaliśmy tu wjechać. Na pierwszy fotostop zdecydowaliśmy się zatrzymać jeszcze przed dotarciem do celu. Stanęliśmy na stromym podjeździe na ulicy Malczewskiego, by uwiecznić na zdjęciach naszego Jelcza na tle nocnego Krakowa.
Fotostop ten chyba przez wszystkich uczestników uznany został za najlepszy podczas całej imprezy. Nie dziwi więc fakt, że spędziliśmy w tym miejscu kilkadziesiąt minut. W końcu jednak trzeba było jechać dalej, chociaż na sam kopiec było już całkiem blisko.
Darek, nasz kierowca, ze względu na niskie zawieszenie autobusu, nie chciał się obracać na końcówce i zdecydował się na zawracanie "na trzy". Autobus przegubowy generalnie nie należy do pojazdów, którymi łatwo jeździ się do tyłu, a zawracanie "na trzy" to już w ogóle wyższa szkoła jazdy. Jednak, przy asekuracji kilku osób, bez jakiś szczególnych problemów udało się w końcu ustawić nasz autobus w taki sposób, byśmy mogli opuścić kopiec Kościuszki. Nim to jednak uczyniliśmy, odbył się fotostop.
Po zakończeniu focenia, rozpoczęliśmy zjazd w dół. Przed mostem Zwierzynieckim skręciliśmy w prawo i ulicą Księcia Józefa udaliśmy się w kierunku Bielan. Chcieliśmy bowiem dotrzeć do Piekar i spróbować ustawić nasz autobus tak, jak to kilka lat temu uczynił Robert - nasz ekstremalny kierowca. Wtedy to prowadzony przez niego Ikarus przejechał około 200 metrów tyłem, a my mogliśmy uwiecznić go na tle klasztoru w Tyńcu. Niestety, tym razem klasztor nie był oświetlony. Pozostało nam więc zadowolić się nocną fotką na dawnej pętli w Piekarach. Chociaż przyznać trzeba, że mieliśmy na zdjęciach jeden klasztor.
Skoro byliśmy już w Piekarach, to nic nie stało na przeszkodzie, by spróbować zajechać pod kościół w Liszkach. Zwłaszcza, że ten w przeciwieństwie do klasztoru w Tyńcu, był oświetlony.
Z Liszek z kolei pojechaliśmy do Balic. Najpierw wjechaliśmy na stację kolejową. Jednak szybko doszliśmy do wniosku, że przydałoby się odwrócić przegubowca, by uwiecznić go na jednym zdjęciu wraz z szynobusem. Pociąg do Krakowa Głównego odjeżdżać miał za 45 minut, więc mieliśmy dostatecznie dużo czasu, by zmienić ustawienie Jelcza i przy okazji sfotografować go na tle terminalu lotniczego.
Przyjazd naszego wesołego autobusu pod terminal lotniczy w Balicach wywołał pewne zainteresowanie służb odpowiedzialnych za ochronę obiektu. Jednak po wytłumaczeniu o co chodzi, bez żadnych problemów pozwolili nam robić zdjęcie. Jakże inne podejście niż chociażby na polskiej kolei... Również kierowca autobusu PKS-u był wielce zadowolony, że tyle osób chce sfotografować jego pojazd.
Po krótkiej sesji zdjęciowej pod terminalem, powróciliśmy na dworzec kolejki i rozpoczęliśmy focić nasz autobus wraz ze stojącym przy peronie szynobusem.
Zakończyliśmy robienie zdjęć w Balicach i trzeba było się zdecydować, co dalej?? Wybór padł na... Krzeszowice. Wyprawa do tej podkrakowskiej miejscowości, dzięki nocnej porze, nie zajęła nam zbyt wiele czasu. Po dotarciu do celu, na początek postanowiliśmy zaliczyć pętlę linii 278.
Tu jednak zaczęli się nami interesować uczestnicy pobliskiej dyskoteki, więc nie zabawiliśmy zbyt długo. Podjechaliśmy więc naszym autobusem w inne miejsce, kawałek dalej od pętli autobusowej, mianowicie pod budynek dworca kolejowego. Tu jeszcze nikt z nas nie fotografował autobusu MPK.
Po udanym fotostopie, rozpoczęliśmy drogę powrotną do Krakowa. Nim jednak wyjechaliśmy z Krzeszowic, postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę na stacji benzynowej. Widok przegubowego autobusu wjeżdżającego na Orlen, chyba wyprowadził z równowagi obsługę stacji, które jednak nie chciała niczego po sobie poznać. Najważniejsze, że nie mieli nic przeciwko robieniu zdjęć.
W drodze powrotnej z Krzeszowic do Krakowa, zdecydowaliśmy się jeszcze na szybki wypadzik do Rudawy, gdzie również odbył się fotostop.
Stamtąd już bez postojów dotarliśmy do granic Krakowa, przejeżdżając następnie przez aleję Armii Krajowej i aleję Mickiewicza na ulicę Karmelicką. Na fotostop zatrzymaliśmy się dopiero przy teatrze Bagatela. Niestety, taksówkarze którzy nigdy nie mogą poczekać minuty za fotografowanym autobusem, skutecznie utrudnili nam tu zrobienie zdjęć. W końcu jednak się udało.
Spod Bagateli udaliśmy się na plac Matejki. Tu ze zrobieniem zdjęć naszego autobusu z Barbakanem w tle, było już zdecydowanie łatwiej.
O przysłowiowy rzut beretem były kolejne trzy fotostopy.
Po tym szybkim maratonie, przyszedł czas na krótki odpoczynek i uzupełnienie sił. Zrobiliśmy to na stacji Statoil przy ulicy Mogilskiej, gdzie znów wjechaliśmy naszym autobusem. Po wykupieniu wszystkich hot-dogów, mogliśmy ruszać w dalej. Zawróciliśmy na przełączce przy Komendzie Wojewódzkiej Policji, a następnie na rondzie Mogilskim. Wszystko po to, by wjechać w ulicę Cystersów, którą obecnie kursują autobusy MPK w związku z przebudową ronda Grzegórzeckiego. W międzyczasie w Krakowie zaczęło świtać.
W dalszych naszych planach mieliśmy wschodnie obrzeża Krakowa. Podążaliśmy w tym celu dość okrężną drogą. Najpierw trochę pobłądziliśmy w rejonie Plazy, ponieważ część uczestników przejazdu chciała sobie zrobić fotostop na tle tego centrum handlowego. Następnie, zahaczyliśmy o ulicę Medweckiego, gdzie wysadziliśmy jednego z kolegów. Stąd blisko było na aleję Przyjaźni. Tu, już właściwie przy świetle dziennym, wykonaliśmy pamiątkowe zdjęcie wszystkich uczestników imprezy.
Z alei Przyjaźni udaliśmy się na szybki fotostop pod Kombinat.
Skąd wyruszyliśmy w dalej na wschód, do Pleszowa. Niestety, akurat z pętli zwiał nam Melon na linii 161, więc musieliśmy zadowolić się widokiem samego Jelcza.
Z Pleszowa skierowaliśmy się ulicą Igołomską i Brzeską do pętli Wolica Most. Tu odbył się kolejny, szybki fotostop.
Do Pleszowa i dalej do centrum Krakowa, postanowiliśmy wrócić nieco inną drogą, przez ulicę Drożyską i Wyciąską. Ostatni fotostop na imprezie odbył się tuż za Przylaskiem Wyciąskim, wśród pól i wschodzącego właśnie słońca.
Tak wyglądają ostatnie zdjęcia zrobione podczas imprezy. Powrót do zajezdni Wola Duchacka zajął nam trochę czasu, zwłaszcza że podwieźliśmy jeszcze kilku kolegów w pobliże ich domów. Impreza zakończyła się punktualnie o godzinie 6:10, na placu przy zajezdni Wola Duchacka.
Znów mamy za sobą kolejną udaną imprezę. Nocki, nie tylko te letnie, od zawsze cechują się swoistą, niezapomnianą atmosferą. Tak było i tym razem. Nowe pomysły na fotostopy tylko podkreśliły ten fakt.
Na koniec czas na tradycyjne podziękowania. W szczególności dla Darka, naszego kierowcy, który popisał się klasą jaką mógłby się poszczycić niejeden kierowca z długoletnim stażem. Podziękowania dla wszystkich uczestników przejazdu za super atmosferę i stosowanie się do zaleceń organizatorów. W końcu podziękowania dla krakowskiego MPK, które kolejny raz zaufało nam i zdecydowało się pożyczyć autobus naszą ekstremalną jazdę. Pojazd jak zwykle zwróciliśmy w całości.

