Wydarzenia
Po GOP-ie wagonami 102Na do upadłego - 10.05.2008
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: niedziela, 04, marzec 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 1271
Pierwsze wagony 102Na wyjechały na ulice polskich miast na przełomie 1969 i 1970 roku. Popularne przegubowce szybko trafiły do kilku przedsiębiorstw w kraju, jednak najliczniejsza grupa tych pojazdów eksploatowana była na sieci Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Zresztą nie tylko z tego powodu Śląsk był wyjątkowo bliski stodwójkom. Wszak to właśnie tu, w chorzowskich zakładach "Konstal", wyprodukowano wagony typu 102Na. Po czterdziestu latach służby dla mieszkańców Śląska i Zagłębia, nadszedł w końcu czas pożegnania. Niespełna dziesięć lat po Krakowie, dobiega końca historia GOP-owskich stodwójek. Po części również przez Kraków, bo to właśnie stopiątki wycofane z naszego miasta, w ostatnim czasie zastąpiły ostatnie śląskie wozy 102Na.
Klub Miłośników Transportu Miejskiego w Chorzowie Batorym postanowił uczcić zakończenie służby tych niezastąpionych wagonów w GOP-ie i w sobotę 10 maja 2008 roku przygotował pożegnalną imprezę "Po GOP-ie wagonami 102Na do upadłego". W ramach przejazdu zapewniono moc atrakcji, przede wszystkim dzięki dwóm wagonom 102Na numer 165 i 205, które w ciągu 11 godzin przejechać miały prawie 150 km, zaliczając wszystkie najważniejsze miasta Aglomeracji Śląskiej, począwszy od Katowic i Chorzowa, a skończywszy na Gliwicach, Bytomiu czy Sosnowcu. W pożegnaniu śląskich stodwójek udział wzięło ponad 200 osób, w których pamięci impreza pozostanie na długo, głównie dzięki niesamowitemu klimatowi GOP-u oraz niespodziankom, w tym dość nieoczekiwanemu finałowi całej wycieczki, o czym starałem się możliwie najlepiej opowiedzieć poniżej.
Na Śląsk tradycyjnie już postanowiliśmy się wybrać samochodami. Oferta przewozowa Polskich Kolei Państwowych na trasie z Krakowa do Katowic od wielu już lat prezentuje żenująco niski poziom, zarówno pod względem liczby pociągów, czasu przejazdu jak i kosztów, więc przejazd własnym pojazdem w kilka osób, nawet po remontowanej autostradzie A4, pod każdym względem był rozwiązaniem lepszym. Dodatkowo, tym razem samochód był nam potrzebny jeszcze do jednego celu. Chcieliśmy bowiem pogonić trochę imprezowe stodwójki. Specyfika GOP-owskiej sieci tramwajowej uniemożliwia bowiem zatrzymywanie się na zdjęcia w każdym możliwym miejscu. Dodatkowo, imponująca liczba uczestników przejazdu, raczej nie ułatwiłaby robienia zdjęć na fotostopach nie wspominając już o tłoku w pojazdach. Postanowiliśmy więc nieco ulżyć tym, którzy wybrali 11 godzin na pokładzie stodwójek i sami zdecydowaliśmy się na gonienie obu tramwajów własnymi samochodami, oczywiście wcześniej uiszczając opłatę za przejazd.
Z Krakowa wyjechaliśmy o godzinie 7:00. Pod bramą zajezdni Katowice Zawodzie zameldowaliśmy się kilka minut po godzinie 8:00. Za ogrodzeniem szybko wypatrzyliśmy dwie imprezowe stodwójki. Z przodu stał wóz 102Na - 205, a tuż za nim 102Na - 165. Oba tramwaje pomalowane w kremowo-czerwone barwy.
Czas pozostały do wyjazdu tramwajów z zajezdni spędziliśmy na rozmowie z organizatorami i porobieniu sobie zdjęć w obu stodwójkach, które jeszcze nie zostały wypełnione po brzegi pasażerami. Punktualnie o godzinie 8:30, oba tramwaje wyruszyły w trasę.
Wagony wyjechały z zajezdni w zasadzie puste. Zbiórka uczestników przejazdu zaplanowana została bowiem na przystanku przy dworcu w Katowicach. Obie stodwójki skierowały się więc do centrum miasta, by na Placu Wolności zawrócić i podjechać po miłośników komunikacji z całej Polski.
Podjeżdżając pod dworzec w Katowicach, już z daleka dało się zauważyć ogromną liczbę osób oczekującą na przystanku. Szybko okazało się, że nie są to przypadkowi pasażerowie.
Miłośnicy niezwykle sprawnie zapakowali się do obu tramwajów. My tymczasem cieszyliśmy się z faktu, że nie musimy podróżować w środku. Bardzo miło, że tyle osób z całej Polski postanowiło pożegnać śląskie stodwójki, jednak jazda w takim tłoku przez cały dzień byłaby trochę męcząca.
Pierwszym celem podróży tandemu stodwójek były Siemianowice Śląskie i pętla przy placu Skargi. Stąd, na rynku w Katowicach, tramwaje skręciły na północ, by po chwili przejechać obok katowickiego Spodka. W Siemianowicach na placu Alfreda nastąpił pierwszy dłuższy postój. Trzeba było bowiem przepuścić jeden z liniowych tramwajów. Po kilku minutach przerwy, obie stodwójki ruszyły dalej.
Na pętli w Siemianowicach Śląskich obie stodwójki znów musiały odstać kilka minut. W międzyczasie uczestnicy przejazdu mogli sfotografować sobie śląskiego "szybkowca", a także jedną ze stopiątek, zmodernizowanych niedawno w Łodzi. Tak więc postój na placu Skargi minął dość szybko.
Kolejnym punktem programu na trasie był Chorzów, gdzie stodwójki skręcić miały na Bytom. Oba tramwaje podążyły więc z Siemianowic trasą linii 12. Ekipa samochodowa zaczaiła się na imprezowe wozy w Chorzowie Starym, na ulicy Kościuszki.
Na rynku w Chorzowie stodwójki zgodnie z planem skręciły w prawo i wzdłuż chorzowskich zakładów "Konstal", gdzie przed czterdziestoma laty produkowano wagony 102Na, skierowały się do Bytomia.
Pobyt w Bytomiu oczywiście nie mógł nie obyć się bez wizyty na placu Sikorskiego, który jest jednym z ważniejszych węzłów tramwajowych w GOP-ie. Obecnie, tutejsza pętla tramwajowa przechodzi oczekiwany od dawna remont, mimo to możliwy jest przejazd, z którego stodwójki oczywiście skorzystały.
Po wizycie w Bytomiu, stodwójki skierowały się ponownie do Chorzowa. Tym razem na rynku tramwaje skręciły na pętlę, by tą drogą udać się na ulicę Wolności.
Stąd przez Chorzów Batory, oba pojazdy skierowały się do Świętochłowic. My tymczasem na chwilę opuściliśmy stodwójkowy konwój i od razu postanowiliśmy udać się do Łagiewnik, by móc złapać oba pojazdy na trójkącie na granicy Świętochłowic i Bytomia.
Po tym fotostopie szybko podążyliśmy za obiema stodwójkami. Złapaliśmy je na ulicy Barlickiego w Lipinach. Wjeżdżając do tej dzielnicy Świętochłowic, na twarzach pasażerów samochodu zaczęło rysować się lekkie przerażenie. Strach bowiem było wysiadać z samochodu, a dopiero co go gdzieś zostawiać. Mniejsza o radio, ale mieliśmy dość poważne obawy, że... odkręcą nam koła. Generalnie bowiem dzielnica ta nie prezentuje się zbyt ciekawie. Odrapane i brudne kamienice, zniszczone ulice, dzieci goniące po jezdni bardziej przypominają daleki wschód niż miasto położone w kraju należącym do Unii Europejskiej.
Podczas, gdy na ulicy Barlickiego szpaler złożony z 200 osób fotografował dwie stodwójki i wywoływał popłoch wśród tubylców, my zaparkowaliśmy nasz pojazd tuż obok, na placu Słowiańskim. Naszą uwagę zaraz zwrócił kontener mieszkalny usytuowany na samym środku tego miejsca. Czyżby którąś z rodzin eksmitowano na bruk i żeby miała dach nad głową, w miejscu eksmitowania postawiono tymczasowe lokum?? Cóż, wyglądało to wszystko dość kuriozalnie, ale stodwójki zaczęły nadjeżdżać, więc nie mieliśmy czasu na dłuższe zastanawianie się nad tym problemem.
Stodwójki udały się na Chebzie, my tymczasem musieliśmy uznać wyższość tramwaju nad samochodem. Tuż przed pętlą w Rudzie Śląskiej, pod wiaduktem kolejowym ekipa elektromonterów wymyśliła sobie przegląd/remont/wymianę lamp oświetleniowych. Efektem tego było wahadłowe puszczanie ruchu pojazdów i dość spory korek. W końcu jednak udało nam się dotrzeć na pętlę.
Chebzie, to niewątpliwie znak rozpoznawczy sieci tramwajowej w GOP-ie. Tutejszy układ torów niejednego przyprawił o zawrót głowy i sprawił, że miejsce to od dawna uważane jest za kultowe i zarazem żelazny punkt każdej imprezy tramwajowej na Śląsku. Stodwójki podczas przejazdu zawitały tu aż dwa razy. W obu przypadkach było dużo czasu na robienie zdjęć, uzupełnienie zapasu prowiantów, a także... udzielenie wywiadu do telewizji.
Po dłuższej przerwie uczestnicy przejazdu załadowali się do jednej ze stodwójek i podążyli w kierunku słynnego, wąskiego tuneliku na trasie do Zabrza. Po chwili nadjechała druga stodwójka, która pozować miała do zdjęć. My tymczasem pojechaliśmy nieco dalej, by uchwycić na zdjęciach stodwójki na ulicy Zabrzańskiej.
Stodwójki po kilku minutach nadjechały, zrobiliśmy zdjęcia i ruszyliśmy w dalszy pościg. Niestety, nie dane nam było szybko dogonić obie stodwójki. Tutejszy zarząd dróg wymyślił sobie bowiem malowanie pasów na ulicy Wolności w Zabrzu. Niestety, oznakowanie poziome malowane było na pasie prowadzącym w kierunku miasta (niestety, popołudniu gdy wracaliśmy tą drogą, dla odmiany postanowiono malować pasy w przeciwną stronę), więc utknęliśmy tu na dłużej. Gdy w końcu udało nam się wydostać z korka i dogonić stodwójki, te były już w Gliwicach. Na fotostop zatrzymaliśmy się, razem z pasażerami tramwajów, tuż za wiaduktem nad stacją kolejową.
Oba tramwaje podążyły sobie dalej w kierunku centrum Gliwic, a my tuż za nimi. Oba pojazdy udało nam się jeszcze raz złapać na ulicy Daszyńskiego.
Podczas, gdy stodwójki odpoczywały sobie na pętli Wójtowa Wieś, ekipa samochodowa pojechała na mały rekonesans. Chcieliśmy bowiem znaleźć sobie miejsce na zdjęcia w centrum Gliwic, tak aby sfotografować oba wozy w drodze powrotnej do Zabrza i dalej na wschód. W końcu zatrzymaliśmy się na ulicy Jagiellońskiej. Gdy tramwaje odpoczywały sobie na końcówce, my również postanowiliśmy wykorzystać chwilę przerwy na małe posilenie się i nabranie sił przed dalszą częścią dnia. Po kilkudziesięciu minutach, na horyzoncie pojawiła się pierwsza stodwójka.
Błyskawiczne zdjęcia i już byliśmy w samochodzie jadącym równo z wagonem 205. Wprawdzie na jego ponowne sfotografowanie nie mieliśmy większych szans, jednak w zasięgu wciąż był drugi wóz numer 165, który chcieliśmy uchwycić na fotach na wiadukcie nad stacją kolejową. Szybki wjazd na chodnik i desant na pas dzielący umożliwił nam zrobienie zdjęć.
Szybko powróciliśmy do auta, wyprzedziliśmy po chodniku kolejkę samochodów oczekujących na zielone światło i już pędziliśmy za stodwójkami. Te nie odjechały na szczęście daleko. Kolejny fotostop dla uczestników przejazdu zaplanowany został w lasku na ulicy Chorzowskiej.
Pogoda od dłuższego czasu nas nie rozpieszczała, jednak przy takim świetle, stodwójka przedzierająca się przez zielone gęstwiny, wyglądała bardzo ładnie. Po wykonaniu zdjęć ruszyliśmy w dalszą drogę. W Zabrzu przejazd znów utrudnili nam malarze pasów, tym razem jednak skorzystaliśmy z małego objazdu, dzięki czemu na Chebziu byliśmy przed stodwójami.
Drugi postój na Chebziu był chyba jeszcze dłuższy niż pierwszy. Nic dziwnego, bowiem organizatorzy przygotowali tu poczęstunek dla uczestników przejazdu w postaci kanapek. W międzyczasie na pętli pojawiła się stopiątka zmodernizowana niedawno w Poznaniu. Cóż, wagon nawet kolegom z Pyrogrodu się nie podobał.
Kolejnym punktem programu po drugiej wizycie w Chebziu miała być nieczynna zajezdnia w Chorzowie Batorym. Aby się tam dostać, obie stodwójki miały wyjechać z pętli na południe i trasą dziewiątki dostać się do Chorzowa. My podążyliśmy oczywiście za nimi.
Podczas przejazdu tego odcinka zatrzymaliśmy się tylko na jeden fotostop. Niestety, potem zdecydowaliśmy się już jechać bez postojów na zdjęcia, gdyż mimo ładnie świecącego słońca, układ linii (oświetlenie wozów od złej strony), niestety nie zachęcał do robienia kolejnych fotek. Podążyliśmy więc od razu do zajezdni w Chorzowie Batorym, gdzie po kilkunastu minutach oczekiwania, dotarły obie stodwójki.
Chorzowska zajezdnia zamknięta została stosunkowo niedawno. Warto zaznaczyć, że do ostatnich dni jej funkcjonowania, stacjonowały tu wagony 102Na. Obecnie, w halach obiektu mieści się wydział remontowy Tramwajów Śląskich, a rozległy i niestety zbędny teren, ma być w najbliższym czasie sprzedany. Impreza pożegnalna stodwójek była więc dobrym momentem, by jeszcze raz odwiedzić tę zajezdnię i zobaczyć ją w wciąż niezmienionym stanie.
Obie stodwójki objechały plac zajezdni dookoła, po czym rozpoczęło się ich ustawianie na tle hali zakładu. Niestety, zły stan zwrotnic, bardzo spowolnił manewry i jednocześnie prawie doprowadził do wykolejenia jednego z wagonów. Do wypadnięcia z torów nie doszło ( ku radości organizatorów i zawiedzeniu uczestników ;P ).
Gdy w końcu udało się ustawić oba tramwaje przed halą dawnej zajezdni, można było przystąpić do sesji fotograficznej.
Na terenie zajezdni w Chorzowie Batorym spędziliśmy dość sporo czasu. W końcu trzeba było jednak ruszać w dalszą drogę. Do odwiedzenia pozostało nam bowiem jeszcze Zagłębie. Podczas, gdy stodwójki aby dotrzeć do Katowic, musiały pojechać dookoła przez chorzowski rynek ze względu na prowadzony remont na ulicy Gliwickiej w Katowicach, my bezpośrednio podążyliśmy pod Spodek. Dziesięć lat jeżdżę do GOP-u i od początku chciałem zrobić zdjęcie tramwaju na tle katowickiego Spodka. Dopiero teraz mi się to w końcu udało.
Przez cały dzień jeździliśmy samochodem za stodwójkami, ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy odmówili sobie chociaż krótkiej przejażdżki którymś z wagonów 102Na. Tę przyjemność postanowiliśmy sobie zostawić na koniec. Podczas, gdy stodwójki przepuszczały liniowy tramwaj na rynku w Katowicach, my zostawiliśmy nasz pojazd pod zajezdnią w Zawodziu i na przystanku poczekaliśmy na imprezowe przeguby.
Miejsca zajęliśmy w wagonie 205, jadącym na czele stodwójkowego konwoju. W środku wciąż panował dość spory tłok, jednak czego się nie robi dla jazdy stodwóją? I tak na pokładzie tramwaju ruszyliśmy w kierunku Sosnowca. Kolejny fotostop odbył się tuż przed granicą pomiędzy Katowicami a Sosnowcem, na ulicy Sosnowieckiej.
Po dotarciu do centrum Sosnowca, skręciliśmy na wschód, by trasą linii 24 dostać się na końcówkę przy ulicy Okrzei. Miejsce to, podobnie jak pętla w Chebziu, stanowi jedną z największych atrakcji sieci Tramwajów Śląskich. Tramwaje zawracają tu bowiem na trójkącie, a poziom atrakcyjności zdecydowanie rośnie, jeśli pojawią się tu jednocześnie aż trzy pojazdy: jedna liniowa dwudziestka czwórka i dwie stodwóje. Oczywiście, cała operacja zmiany kierunku przez pojazdy, została dokładnie obfocona z każdej możliwej strony.
Opuszczając trójkąt na Okrzei, większość uczestników przejazdu była już przeświadczona, że to koniec atrakcji na imprezie. Do zaliczenia pozostała wprawdzie jeszcze jedna końcówka w centrum Sosnowca, jednak nie wzbudzała już ona takich emocji, jak niektóre miejsca odwiedzane w ciągu dnia. Spokojnie wracaliśmy sobie do trasą linii 24, na skrzyżowaniu 1 Maja i Małachowskiego skręciliśmy w prawo i nagle ktoś zawołał na cały wagon "Stop!! Druga stodwójka złamała pantograf!!". Ciężko opisać to co się potem działo. Trzeba było tam po prostu być, by to poczuć. Stodwója oczywiście momentalnie stanęła, otworzyły się drzwi i z tramwaju wyleciała niemal setka ludzi, pędząca całą szerokością jezdni w kierunku rozkraczonego na środku skrzyżowania tramwaju.
Oczywiście, wśród uczestników przejazdu szybko dało się usłyszeć teksty w stylu "yes!! yes!! yes!!", "wiedziałem!! wiedziałem!!" itp. Nie oznaczało to jednak niezadowolenia wśród imprezowiczów. Wprost przeciwnie! Każdy bowiem wiedział, co zaraz nastąpi. Wiadomym było, który tramwaj będzie ściągał uszkodzoną stodwóję. I nie ważne, że przez to mieliśmy nie zaliczyć jakiejś tam pętli. Najważniejsze było to, że zaraz ujrzymy skład 2x102Na, nie widziany na Śląsku od bardzo dawna!
Operacja połączenia stodwójek obyła się bez większych problemów. Jednak przed rozpoczęciem holowania, trzeba było jeszcze poczekać na sieciowców, którzy musieli zabezpieczyć pozostałości zniszczonego pantografu.
Po trwającej kilkadziesiąt minut operacji łączenia wagonów, przepuszczania liniowych tramwajów czy w końcu zabezpieczenia połamanego pantografu, rozpoczęło się holowanie tramwaju. Stodwójka numer 205 musiała wykazać się nie lada siłą. Nie dość, że ciągnęła za sobą "kolegę", to jeszcze na pokładzie obu tramwajów znajdowały się dwie setki żądnych zdjęć miłośników. Na skrzyżowaniu Małachowskiego i 3 Maja, skręciliśmy pod dworzec kolejowy w Sosnowcu, gdzie odbył się fotostop. Był to chyba jeden z niewielu przypadków w historii, gdzie holowanie tramwaju wzbudza zdecydowanie większe zainteresowanie niż jazda sprawnymi pojazdami.
Z Sosnowca skierowaliśmy się do zajezdni w Zawodziu najbliższą możliwą trasą, co nie oznacza, że pokonaliśmy ją możliwie najszybciej. Po fotostopie w Sosnowcu zatrzymaliśmy się bowiem na kolejne zdjęcia, najpierw znów na granicy Sosnowca i Katowic, a potem jeszcze w Szopienicach.
Pod zajezdnią w Zawodziu, wszyscy uczestnicy opuścili tramwaje. Stodwójki zjechały na "wozownię", by zostawić zepsuty wagon. Po chwili wóz 205 wyjechał z powrotem, by odwieźć uczestników przejazdu pod dworzec kolejowy w Katowicach.
Tam zakończył się przejazd, po czym tramwaj szczęśliwie zjechał do zajezdni w Zawodziu.
Stodwójki, które przez niemal czterdzieści lat woziły mieszkańców GOP-u, na naszych oczach odchodzą do historii. Ich pożegnanie, zorganizowane przez Klub Miłośników Transportu Miejskiego w Chorzowie Batorym, niewątpliwie godne było tych zasłużonych i niezastąpionych wagonów. Gratulacje i pełen podziw należy się organizatorom za to, że byli w stanie zapanować nad ponad dwustuosobowym tłumem miłośników, chcących pożegnać śląskie stodwójki. Jednocześnie moc atrakcji, w tym przede wszystkim tych niezapowiedzianych, spowodowała że impreza ta jeszcze długo pozostanie w naszej pamięci. Miejmy nadzieję, że któryś z wagonów 102Na zostanie zachowany i jeszcze kiedyś będzie można się przejechać po GOP-ie na pokładzie stodwójki, chociaż jednej...

