Wydarzenia
IKARUSEM ekstremalnie - finał - 6.10.2007
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: sobota, 07, kwiecień 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 1214
Dokładnie trzy lata temu zapoczątkowaliśmy cykl "IKARUSEM ekstremalnie". Geneza pomysłu była wielokrotnie przytaczana, więc nie będę jej powtarzał. Przypomnę jedynie, że od tego czasu odbyło się w sumie sześć imprez, podczas których podróżowaliśmy pomiędzy pętlami linii podmiejskich, obsługujących podkrakowskie gminy. Dodatkowo, w grudniu ubiegłego roku zorganizowana została specjalna impreza po ulicach Krakowa, z okazji 25-lecia eksploatacji Ikarusów w Krakowie. Tak jak już to kiedyś napisałem, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Ledwo przygotowywaliśmy się do pierwszej imprezy, a już przyszedł czas na wielki finał, będący równocześnie pożegnaniem Ikarusów w Krakowie. Mam nadzieję, że ostatnia impreza nie odbiegła poziomem od poprzednich. Zapraszam do przeczytania relacji z finału "IKARUSEM ekstremalnie".
Przygotowania do tej ostatniej imprezy nie były już tak pracochłonne jak kiedyś. Tablice w większości mieliśmy przygotowane. Zostały z poprzednich lat. Także nad wyborem kierowcy nie debatowaliśmy zbyt długo, wszak mieliśmy już sprawdzonych fachowców. Pewien problem pojawił się przy wyborze autobusu. Wprawdzie mogliśmy przebierać w pięciu ocalałych Ikarusach, posiadających zakładowe barwy. Postanowiliśmy jednak pozostawić ten trudny wybór pracownikom Stacji Obsługi (kryterium wyboru autobusu w domyśle miało być bardzo proste - pojedzie ten który odpali...). Jednak kierownictwo wolskiej zajezdni zdecydowało się nas nieco zaskoczyć i wybrało pojazd posiadający zakładowe barwy, tyle że te sprzed 20 lat. Na szczęście jednak, skoro dyrektor Szałkowski podczas pożegnania Ikarusa numer DK280 obiecał, że pojazd ten nigdy więcej nie wróci na ulice Krakowa, mogliśmy być spokojni, że w końcu otrzymamy pojazd we właściwych barwach zakładowych czyli tych z ostatnich lat eksploatacji Ikarusów w Krakowie.
W sobotę 6 października pogoda niestety od rana nie dopisywała. Tuż po godzinie 9 rano, wraz z Pawłem Paruchem weszliśmy na zajezdnię Wola Duchacka. Od razu zauważyliśmy naszego imprezowego Ikarusa numer DK260. W środku czekał na nas kierowca, który nie jeden raz jeździł z nami Ikarusem po podmiejskich pętlach. Zanim zdecydowaliśmy się wyjechać autobusem przed zajezdnię, by zabrać uczestników, skierowaliśmy się do jednej z naw, by zabrać historyczne już tablice i naklejki z numerami linii, na których jeszcze do niedawna kursowały poczciwe Ikarusy. Na szczęście, w wolskiej zajezdni zachowany został cały stojak z ogromną liczbą wszelkiego rodzaju naklejek, tak więc mieliśmy w czym wybierać.
Tuż po godzinie 9:35, nasz Ikarus opuścił zajezdnię i podjechał po uczestników przejazdu. Wewnątrz autobusu szybko zrobił się tłok, gdyż w ostatnią jazdę Ikarusem postanowiło wybrać się ponad 40 osób.
Tradycyjnie punktualnie o godzinie 10:00 wyruszyliśmy w ostatnią jazdę Ikarusem. W ramach finału w planie mieliśmy zaliczenie kilkunastu końcówek leżących na terenie całego Krakowa, w tym kilku "ekstremalnych". Ponadto, chcieliśmy również odwiedzić te pętle leżące poza granicami miasta, do których nie udało nam się dojechać podczas poprzednich imprez. Na początku jednak postanowiliśmy się skierować na pętlę Piaski Nowe.
Podczas pierwszego fotostopu, nasz Ikarus pozował do zdjęć z wiekową tablicą linii 164, malowaną jeszcze od szablonu. Podczas gdy my robiliśmy zdjęcia, do autobusu wsiedli koledzy z Warszawy, którzy specjalnie na pożegnanie Ikarusów, przyjechali do naszego miasta. Po wykonaniu zdjęć ruszyliśmy dalej. Nie zajechaliśmy jednak zbyt daleko, gdyż już trzeba było zjeżdżać z ulicy Nowosądeckiej, by zatrzymać się na kolejne zdjęcia przy ulicy Na Kozłówce.
Z Kozłówka wydostaliśmy się ulicą Wlotową do Wielickiej, ładując się przy okazji w mały korek. Jednocześnie mogliśmy jednak zobaczyć ulicę Wielicką po pierwszych kilku dniach remontu. Naszym kolejnym celem była pętla Rżąka. Na miejscu musieliśmy odczekać dwie minuty na odjazd liniowego autobusu 144. Zaraz po jego zniknięciu, Ikarus zajął stanowisko do fotografowania. Z przodu pojawiła się tablica z linią numer 444.
Następnym punktem była pętla przy dworcu w Płaszowie. Przejazd na tę końcówkę z Rżąki zajął nam jednak sporo czasu, z powodu korka na remontowanej ulicy Wielickiej. Gdy jednak dotarliśmy na miejsce, nasz autobus przystrojony został tablicą linii 484.
Po odwiedzeniu Płaszowa postanowiliśmy w końcu udać się na lewy brzeg Wisły, by odwiedzić nieco bardziej odludne pętle. Pierwszą z nich miała być dawna końcówka linii 113 przy elektrociepłowni w Łęgu. Tam zatrzymaliśmy się na zdjęcia. Naszych uczestników tym razem jednak zdecydowanie bardziej zainteresował pies na terenie jednej z firm, usytuowanej na przeciwko pętli. Kundel ten przywiązany był do liny rozwieszonej na pewnej wysokości pomiędzy ogrodzeniem a budą. Pies szybko ochrzczony został więc mianem "psiolino", nawiązującym do nazwy trolejbusów, produkowanych przez Solarisa.
Dość mocno rozbawieni udaliśmy się na pętlę linii 121 w Łęgu. Aby tam dotrzeć, musieliśmy objechać całą elektrociepłownię.
Część wycieczki postanowiła sfotografować naszego Ikarusa również na drodze dojazdowej do pętli w Łęgu. Stąd, niektórzy udali się pieszo ulicą Na Załęczu na miejsce fotostopu. Ikarus po chwili nadjechał.
Z Łęgu skierowaliśmy się ulicą Longina Podbipięty do pętli Osiedle Lesisko. Tu cała wycieczka udała się na wał wiślany, z którego fotografowaliśmy stojący na pętli autobus.
Z Lesiska pojechaliśmy ulicą Klasztorną na Bulwarową. Tam Ikarus zapozował do zdjęć z historycznymi tablicami linii 174.
Po zrobieniu zdjęć na ulicy Bulwarowej, przejechaliśmy na drugą stronę alei Solidarności i wjechaliśmy w ulicę Wańkowicza. Obecnie, po kilku miesiącach przerwy, znów kursuje tędy linia numer 149, wykonująca w dni powszednie zaledwie kilka kursów i obsługiwana jest przez Melony. Autobusu przegubowego chyba nikt wcześniej tu nie widział. Minęliśmy dworek Matejki, a na fotostop zatrzymaliśmy się nieco dalej, tuż obok kapliczki. Pobliski sklep sprawił, że nasz postój w tym miejscu nieco się wydłużył.
Wizyta na ulicy Wańkowicza dobiegła końca, a my skierowaliśmy się do miejsca usytuowanego najbardziej na wschód od centrum Krakowa, które chcieliśmy odwiedzić podczas finału. Uczestnicy pierwszej części "IKARUSEM ekstremalnie" zapewne pamiętają, że trzy lata temu nie zdążyliśmy odwiedzić pętli w Węgrzynowicach. Wtedy to postanowiliśmy, że nie możemy tego tak zostawić i podczas ostatniej imprezy jeszcze tu wrócimy. Zanim jednak dotarliśmy do Węgrzynowic, na krótki fotostop postanowiliśmy zjechać do pętli Wadów Tunel, położonej tuż obok stacji w Nowej Hucie i... więzienia.
Nazwa pętli nie jest przypadkowa. Przy pętli znajduje się bowiem wlot tunelu pod stacją kolejową w Nowej Hucie. Równo trzy lata temu fotografowaliśmy Ikarusa numer BK266 po drugiej stronie tunelu. Wtedy to nawet chcieliśmy przejechać tunel, ale w końcu zrezygnowaliśmy z tego. Od tamtego czasu wiele zrobiono by poprawić ten upiorny obiekt. W tunelu wyremontowano nawierzchnię, pojawiły się chodniki i oświetlenie. Tym razem jednak nie mieliśmy już nawet zamiaru podejmowania próby przejazdu przez obiekty.
Fotostop na pętli w Wadowie dobiegł końca, jednak uczestnicy przejazdu zażyczyli sobie dodatkowych zdjęć na tle wieżyczki pobliskiego więzienia. Udało się nawet znaleźć "uciekającego więźnia", który posłużył jako tło dla naszego Ikarusa.
Strażnicy więzienni w końcu nas zauważyli i najwyraźniej nie spodobało im się, że uczestnicy wycieczki gonią pod samym murem. Tak więc musieliśmy się zmywać spod więzienia. Po opuszczeniu Wadowa udaliśmy się w końcu do Węgrzynowic, po drodze zostawiając jeszcze kilkunastu uczestników wycieczki, którzy chcieli sfotografować Ikarusa w drodze powrotnej do Krakowa. Na pętli w Węgrzynowicach spotkaliśmy Jelcza 120M numer BF290, który jako linii 110, dotarł do Węgrzynowic nieco wcześniej. Warto przypomnieć, że pół roku temu, z tym samym autobusem dosłownie goniliśmy się po Pielgrzymowicach.
W Węgrzynowicach odczekaliśmy na odjazd liniowego 110 i tuż za nim skierowaliśmy się w drogę powrotną. Nie ujechaliśmy jednak zbyt daleko, gdyż tuż za zakrętem zarządzony został kolejny fotostop, tym razem przy krowie.
Rozbawieni całą sytuacją, musieliśmy jednak jechać dalej. Po drodze zatrzymaliśmy się by zabrać uczestników naszej wycieczki, którzy wysiedli przed Węgrzynowicami.
Usatysfakcjonowani zaliczeniem Węgrzynowic udaliśmy się w dalszą drogę. Kolejny fotostop zaplanowany został przy osiedlu Na Stoku, a nasz Ikarus ozdobiony został wygrzebaną wręcz ze śmietnika tablicą tajemniczej linii 368. Nasz przyjazd na przystanek przy ulicy Poległych w Krzesławicach wywołał spore zainteresowanie wśród tubylczych dresików, którzy z dziwnymi minami przyglądali się tłumkowi ludzi, fotografujących swój autobus.
Z osiedla Na Stoku udaliśmy się na osiedle Piastów, by chociaż na chwilę zahaczyć o trasę linii 159, na której Ikarusy kursowały niemal do samego końca. Fotostop tym razem zarządzony został na ulicy Popielidów, tuż obok szkoły. Zdjęcia były tym ciekawsze, że tuż za nami na przystanku pojawił się liniowy 159.
Z osiedla Piastów trasą linii 136 udaliśmy się przez Batowice na Prądnik Czerwony. Tam doszło do najbardziej niespodziewanego i moim zdaniem do najprzyjemniejszego spotkania podczas całej imprezy. W jednym ze stojących na pętli autobusów liniowych siedział bowiem kierowca, który trzy lata podczas pierwszej imprezy "IKARUSEM ekstremalnie" poprowadził BK266. Po przedstawieniu wszystkim niespodziewanego gościa, kierowca z pierwszej i kierowca z ostatniej naszej imprezy, zapozowali razem na tle Ikarusa.
Dwóch fantastycznych kierowców na tle Ikarusa. Po prawej człowiek, który trzy lata temu jako pierwszy odważył się pojechać z nami w ekstremalną podróż Ikarusem. Po lewej kierowca, który podróżował z nami niepierwszy już raz i nie mógł sobie odmówić udziału w tej ostatniej imprezie. Obaj panowie nie jeden raz udowodnili, że są prawdziwymi fachowcami.
W tym miejscu chciałbym pozdrowić również dwóch pozostałych kierowców, którzy jeździli z nami po podkrakowskich wioskach. Warto podkreślić, że to właśnie oni wszyscy w największym stopniu wpływali na powodzenie imprez, spełniając wszystkie nasze prośby co do celów podróży. Równocześnie w wielu miejscach byli po raz pierwszy i to przegubowym Ikarusem, a mimo to nigdzie nie utknęliśmy i za każdym razem cało wracaliśmy do zajezdni. Tak więc wielkie brawa dla nich!!! Życzę MPK, aby miało jak najwięcej takich pracowników!!!
Pobyt na Prądniku Czerwonym oczywiście znacząco nam się wydłużył, ale spotkanie z kierowcą z pierwszego Ikarusa było tego warte. Bardzo zadowoleni, postanowiliśmy w końcu ruszyć dalej. Kolejnym naszym celem miała być pętla linii 297 w Bosutowie. Aby tam dojechać, musieliśmy cofnąć się do Batowic, by tam skrócić sobie trasę drogą usytuowaną obok stacji kolejowej.
Pierwszy fotostop odbył się jeszcze na drodze dojazdowej do Bosutowa. Kolejne zdjęcia wykonaliśmy już na samej pętli.
Korzystając z ładnego pleneru, spokoju i braku tubylców, postanowiliśmy sobie zrobić w tym miejscu tradycyjną, wspólną fotę pamiątkową.
Z Bosutowa udaliśmy się trasą linii 297 do Węgrzców, by tam dojechać do pętli linii 217, gdzie odbył się kolejny fotostop. Dotarcie do celu nieco utrudniły nam samochody, szczelnie zajmujące pobocze wzdłuż jezdni. W końcu jednak udało się nam bezpiecznie dotrzeć na miejsce.
Węgrzce były ostatnią pętlą usytuowaną poza granicami Krakowa, której dotychczas nie udało się nam zaliczyć. Teraz mogliśmy spokojnie zająć się objazdem miejskich końcówek. Pierwszą z nich była pętla na Górce Narodowej.
Wizyta na tej pętli znów się przedłużyła, a to z powodu otwartej przenośnej ubikacji, którą dość szybko zaczęli okupować uczestnicy przejazdu. W pewnym momencie niezbędna okazała się być interwencja "społecznego selekcjonera", w rolę którego wcielił się kolega Kuba, skutecznie wprowadzając ład i porządek w kolejce do klozetu.
Po zaspokojeniu swoich potrzeb fizjologicznych przez sporą część uczestników przejazdu, mogliśmy ruszać dalej. Następny punkt programu był niewątpliwie jednym z najbardziej ekstremalnych, przynajmniej jeśli chodzi o część miejską przejazdu. Postanowiliśmy bowiem wjechać w ulicę Kuźnicy Kołłątajowskiej, do obsługi której MPK kieruje wyłącznie najmniejsze posiadane autobusy takie jak Melon czy Jelcz M081MB. My postanowiliśmy pokazać, że na Kuźnicy zmieści się nawet... Ikarus.
Ikarus dumnie przetoczył się przez Kuźnicę, zatrzymał się na zdjęcia na słynnym "esie", po czym ruszyliśmy w dalszą drogę. Poprzez aleję 29 Listopada i ulicę Opolską dojechaliśmy do pętli Prądnik Biały. Tu po chwili dołączyła do nas Scania na linii 144, którą spotkaliśmy rano na Rżące.
Na miejscu w spore rozbawienie wprowadziła nas dziewczyna, której najwyraźniej spodobało się to, że 40 osób fotografuje ją razem z Ikarusem. W każdym razie nie miała najmniejszej ochoty na zejście z kadru. My tymczasem musieliśmy pędzić dalej. Nie posiedzieliśmy sobie jednak zbyt długo na pokładzie Ikarusa, gdyż już trzeba było wysiadać na pętli Azory.
Na Azorach z kolei tłumek ludzi z aparatami wylatującymi z Ikarusa wprawił w osłupienie pewną panią, która po chwili zarzekała się, że przecież takie autobusy wciąż jeżdżą po Krakowie. Nie wierzyła nam, mimo że przez dłuższą chwilę przekonywaliśmy ją, że to ostatni Ikarus i więcej ich w naszym mieście nie zobaczy. Tymczasem spora część wycieczki postanowił sprawdzić, czy kierowca autobusu DJ666, który właśnie przyjechał na pętlę jako linia 130, czyta... biblię szatana.
Czasu mieliśmy jednak coraz mniej, więc trzeba było zbierać towarzystwo i jechać dalej. Z Azorów postanowiliśmy wydostać się przez ulicę Jaremy i Czewieńskiego, po których wiele lat temu kursowała linia numer 116. W miejscu dawnego przystanku odbył się fotostop.
Kolejnym celem po Azorach miała być pętla w Bronowicach Nowych, a właściwie w Bronowicach Małych. Początkowo planowaliśmy się tam przedostać poprzez wiadukt w Łobzowie, jednak kierowca postanowił nam nieco skrócić drogę i skręcił Ikarusem z ulicy Radzikowskiego w Rydla. Wprawdzie Ikarus początkowo nie chciał się odpowiednio złamać, jednak zgodnie z zasadą "co się popieści to się zmieści", w końcu udało nam się skręcić. Mimo zamieszania, i tak cała kolejka samochodów musiała odczekać na przejazdach kolejowych obserwując przejazd lokomotywy ET22 solo, następnie pociąg osobowy i towarowy.
Z ulicy Rydla skręciliśmy w Bronowicką, po czym dotarliśmy na pętlę przy ulicy Filtrowej. Kierowca postanowił wycofać Ikarusa dosłownie w ulicę Filtrową, dzięki czemu mogliśmy uwiecznić na zdjęciach nasz autobus na tle kapliczki.
Z Bronowic Nowych mieliśmy się udać do pętli Chełm i dalej do Zakamycza. Aby tam dotrzeć, mogliśmy skorzystać z kilku tras, my postanowiliśmy użyć najkrótszej... Po skręceniu w ulicę Balicką udaliśmy się w kierunku Mydlnik, szybko jednak skręcając na ulicę Zakliki z Mydlnik. Przejechaliśmy przez przejazd kolejowy, a następnie przez dość wąski most na Rudawie. Tuż za nim był ostry zakręt, jednak Ikarus bez problemów się wpasował i po chwili byliśmy na ulicy Podłużnej. Tu odbył się kolejny fotostop.
Po krótkim fotostopie udaliśmy się w dalszą drogę. Chełm przejechaliśmy bez zatrzymania i już wspinaliśmy się na pętlę w Zakamyczu. Na miejscu nieco zaskoczył nas widok tarasujących pętlę samochodów ciężarowych, służących zapewne robotnikom przy remoncie ulicy Orlej. Kierowca jednak nieco pomanewrował Ikarusem i w końcu ustawiliśmy się przodem do wyjazdu z końcówki.
Z Zakamycza wyjeżdżaliśmy już bez zbędnych postojów. W Chełmie skręciliśmy na aleję Kasztanową i dopiero tam odbył się następny fotostop. Tym razem Ikarus ozdobiony został oryginalną tablicą linii pospiesznej B.
Kolejny punkt programu był niewątpliwie najbardziej ekstremalny podczas całej wycieczki. Postanowiliśmy bowiem wjechać Ikarusem na pętlę ZOO. Krakowianie doskonale wiedzą, że aby dostać się na tę końcówkę, trzeba pokonać jeden z najbardziej stromych podjazdów w mieście. W przeszłości MPK próbowało eksploatacji przegubowych Ikarusów na tej trasie, jednak po wydrapaniu się na górę, pojazdy musiały ochłonąć i dość długo chłodzić swoje silniki. Nasz Ikarus, który zresztą mimo wieku, przez cały dzień sprawował się bez zarzutu, nawet nie poczuł stromego podjazdu i bez najmniejszego problemu dotarł do ZOO. Na zdjęcia zatrzymaliśmy się na przystanku dla wsiadających.
Niektórzy uczestnicy przejazdu, korzystając z okazji, że właśnie spod ZOO odjeżdżał autobus linii 134, postanowili zjechać nim nieco niżej, by tam poczekać na Ikarusa. Dzięki temu mogli zrobić niepowtarzalne zdjęcia w Lasku Wolskim.
W tym momencie byliśmy już w zasadzie usatysfakcjonowani, a nasz autobus powoli zaczynał kierować się w stronę zajezdni. Z Lasku Wolskiego ulicą Królowej Jadwigi dotarliśmy na aleję Focha, gdzie nasz Ikarus zatrzymał się na chwilę, aby zapozować do zdjęć na tle kopca Kościuszki z tablicą linii 152 Cracovia - Port Lotniczy.
Jadąc wzdłuż Błon zauważyliśmy, że po drugiej stronie, przy stadionie Wisły stoją Ikarusy. Krakowskie MPK, mimo wycofania tych autobusów z ruchu liniowego, postanowiło zachować pięć egzemplarzy do przewozu kibiców. Nasz DK260 był jednym z nim. W związku z tym, że tego dnia my go wypożyczyliśmy, pod stadionem obok czterech Ikarusów pojawił się jeden Jelcz M181MB. Autobusy stały jednak zamknięte za bramą stadionu, więc nie mogliśmy podjechać naszym Ikarem do pozostałych przegubów. Na zdjęcie stanęliśmy za to w alei 3 Maja. Autobus ozdobiony został wygrzebaną gdzieś tablicą z napisem "TS Wisła", zapewne używaną kiedyś przy kursach obsługujących kibiców zmierzających na mecz.
Z alei 3 Maja wydostaliśmy się przez Miasteczko Studenckie na Aleje. Dzięki obecności pasa dla autobusów nie musieliśmy stać w korku przy Jubilacie. Do przejechania pozostał nam ostatni punkt programu, którym był wjazd na nieczynną pętlę Zakrzówek. Chcieliśmy tam dojechać oczywiście po starej trasie linii 114, prowadzącej przez wąskie uliczki Dębnik. Stąd po przejechaniu mostu Dębnickiego skręciliśmy w ulicę Madalińskiego, następnie przejechaliśmy przez rynek Dębnicki i ulicę Bałuckiego. Potem przecięliśmy skrzyżowanie Monte Cassino i Szwedzkiej, by na fotostop zatrzymać się na ulicy Bocznej.
Stamtąd blisko było już do skrzyżowania z Kapelanką i dalej do dawnej pętli usytuowanej przy ulicy Twardowskiego. Ikarus początkowo zatrzymany został tuż przed pętlą, w miejscu dawnego przystanku dla wysiadających.
Następnie nasz pojazd wjechał na pętlę, by możliwe było sfotografowanie go na tle Skałek Twardowskiego.
To był ostatni punkt programu. Zadowoleni zjeżdżaliśmy przez Kapelankę, ulicę Brożka i Tischnera w kierunku zajezdni. Na placu tuż przed bramą zajezdni na Woli Duchackiej nasz Ikarus zapozował do zdjęć po raz ostatni. Tym razem z przodu pojawiła się nazwa miejscowości Skomielna Biała, znana ze złomowiska, na którym w ostatnich miesiącach kończyły niemal wszystkie Ikarusy. Miejmy nadzieję, że jeden z nich jednak tam nie trafi i zachowany zostanie jako egzemplarz muzealny.
Po pożegnaniu wszystkich uczestników, nasz Ikarus zjechał do zajezdni. Okazało się jednak, że to nie koniec pracy dla niego w dniu dzisiejszym.
Pojazd po zatankowaniu i myciu, odpoczął sobie kilka chwil na zajezdni, po czym wyjechał na miasto, by przewieźć kibiców wracających z meczu. Czy była to ostatnia praca tego Ikarusa?? Miejmy nadzieję, że nie. My w każdym razie zakończyliśmy cykl "IKARUSEM ekstremalnie".
Wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Już to pisałem przy okazji relacji z naszej wiosennej imprezy. Finał "IKARUSEM ekstremalnie" miał być pożegnaniem miłośników krakowskiej komunikacji miejskiej z tymi zasłużonymi pojazdami i trzeba przyznać, że nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszej okazji. 24 września 2007 roku z linii zjechał ostatni Ikarus, 6 października po raz ostatni odbyliśmy podróż Ikarusem po ulicach Krakowa. Autobusy te wciąż będziemy mogli zobaczyć na mieście. Aby się nimi jednak przejechać, trzeba będzie zacząć chodzić na mecze. Jak długo Ikarusy będą wozić kibiców?? Miejmy nadzieję, że ich era nie skończy się wraz z pierwszymi mrozami.
Czas na tradycyjne podziękowania. Oczywiście nie sposób zacząć od wszystkich uczestników, którzy w największym stopniu wpłynęli na ogromny sukces wszystkich imprez pod hasłem "IKARUSEM ekstremalnie". Dziękuję przede wszystkim tym, którzy uczestniczyli we wszystkich ośmiu imprezach. Ci uczestnicy mogą spokojnie tytułować się odtąd mianem "ekstremalnych" miłośników krakowskich Ikarusów. Dziękuję wszystkim kierowcom, którzy wielokrotnie wykazywali się niesamowitymi umiejętnościami, zawsze spełniając wszystkie nasze zachcianki. To właśnie dzięki nim mogliśmy dotrzeć Ikarusem do wszystkich, prawie niedostępnych dla autobusów przegubowych miejsc. Jednocześnie, dzięki tym panom autobusy zawsze wracały cało do zajezdni, a kierownictwo MPK bez obawy wypożyczało nam Ikarusy na kolejne ekstremalne przejazdy.
Dziękuję pracownikom stacji obsługi Bieńczyce, a przede wszystkim Woli Duchackiej za wszelką okazaną pomoc. W szczególności chciałbym podziękować kierownikowi Stacji Obsługi Wola Duchacka, panu Żmudzie oraz kierownikowi Zajezdni Wola Duchacka, panu Dywanowi. Zwłaszcza u tego drugiego gościliśmy szczególnie często, bo praktycznie przy organizacji każdej imprezy począwszy od drugiego przejazdu i zawsze przyjmowani byliśmy niezwykle miło i ciepło. Pan Dywan za każdym razem starał się sprostać naszym wszelkim prośbom i zachciankom, jednocześnie polecając nam świetnych kierowców, najpierw Roberta, a później pana Karola, który do końca utrzymywał świetny wysoki poziom rozkręcając się z imprezy na imprezę. Na koniec dziękuję Zarządowi MPK S.A. w Krakowie za każdorazowe wypożyczanie miłośnikom Ikarusa po przystępnej cenie i wszelką okazaną pomoc.
Finał "IKARUSEM ekstremalnie" jest ostatnią imprezą krakowskim liniowym Ikarusem po ulicach naszego miasta i drogach podkrakowskich gmin. Być może w przyszłości do części odwiedzonych przez nas miejsc znów dojadą imprezowe przegubowce, może będzie to zabytkowy już Ikarus, a może współczesne autobusy niskopodłogowe. Cieszę się w każdym razie, że cykl imprez "IKARUSEM ekstremalnie", których byłem współpomysłodawcą i jednym z organizatorów, przez tyle lat cieszył się tak ogromnym zainteresowaniem i teraz mogę już spokojnie przyznać, że zakończył się ogromnym sukcesem. Poprzeczka ustawiona została bardzo wysoko i jeżeli ktoś w przyszłości będzie chciał powtórzyć ten klimat i atmosferę, będzie musiał się bardzo natrudzić...

