Wydarzenia
Scanią Castrosua od zmierzchu do świtu - 29/30.06.2007
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: wtorek, 01, maj 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 914
Już po raz czwarty miłośnicy krakowskiej komunikacji miejskiej na swój sposób postanowili uczcić jedną z najkrótszych nocy w roku. Tradycyjne nocne przejazdy, organizowane przez Krakowski Klub Modelarzy Kolejowych od trzech lat, już dawno zyskały sobie stałe grono bywalców. Gdy zaczynaliśmy w 2004, w nocną podróż wybraliśmy się składem zabytkowych "Sanoków". W kolejnych dwóch latach, po Krakowie jeździliśmy już autobusami: Manem SG242 i Neoplanem N4020. To właśnie te imprezy w największym stopniu zaważyły na klimacie całego cyklu. Letnie przejazdy nocne, odbywają się bowiem w nieco bardziej kameralnym i przede wszystkim w niemal niezmiennym gronie, co sprzyja luźniejszej atmosferze. Stąd to właśnie na tych imprezach robimy najbardziej niezwykłe i szalone rzeczy, a duży wpływ na efekt końcowy ma improwizacja. Zapraszam na relację z kolejnej letniej nocki: "Scanią Castrosua od zmierzchu do świtu".
Gdy na przełomie roku 2006 i 2007 do Krakowa zaczęły docierać pierwsze używane Scanie Castrosua, niemal od początku byliśmy pewni, że to właśnie jednym z tych pojazdów powinniśmy się wybrać na następną imprezę z cyklu "...od zmierzchu do świtu". Jak zaplanowaliśmy, tak postanowiliśmy zrobić. Przejazd, po licznych uzgodnieniach z imprezowiczami, zaplanowany został w końcu na noc z piątku na sobotę, z 29 na 30 czerwca 2007 roku. Równocześnie, przed imprezą zaczęły do nas docierać głosy uczestników, by tym razem nieco urozmaicić przejazd. Niektórym znudziły się bowiem fotostopy "pod barbakanem". Stąd postanowiliśmy wymyślić kilka nowych miejsc na zrobienie zdjęć i odjechać nieco bardziej od ścisłego centrum Krakowa.
Początek imprezy zaplanowany został na godzinę 22:00. Po raz pierwszy w historii organizowania naszych imprez, wypożyczaliśmy pojazd z zajezdni w Płaszowie. Dotychczas wszelkie wycieczki omijały tę zajezdnię ze względu na posiadanie wyłącznie nowego taboru. Stosując udaną praktykę poprzednich imprez, wybór konkretnego pojazdu i kierowcy do niego pozostawiliśmy pracownikom MPK. Tak więc, gdy dotarliśmy na płaszowską zajezdnię kilka minut po godzinie 21, dowiedzieliśmy się że będziemy podróżować autobusem numer PE179 z panem Zenkiem za kierownicą. Kierowca, jak się przekonaliśmy podczas imprezy, był wybrany wyśmienicie, zresztą jak zawsze, gdy prosiliśmy o kogoś z przydziału.
Punktualnie o godzinie 22:00 wyruszyliśmy w trasę. Z zajezdni przy ulicy Biskupińskiej udaliśmy się w pierwszej kolejności do Starego Podgórza. Przejechaliśmy ulicą Lipską przez Płaszów by po chwili znaleźć się na Limanowskiego. To właśnie tu odbył się pierwszy fotostop, równocześnie rozpoczynający serię nowych miejsc na imprezie.
Po dłuższym postoju udaliśmy się w zdecydowanie krótszy przejazd, by dostać się na miejsce kolejnych zdjęć.
Z Krakowskiej pojechaliśmy w prawo w ulicę Dietla. Akurat nie jechał żaden tramwaj, więc nie było problemów z krótkim postojem pod wiaduktem przy Hali Targowej.
Stamtąd udaliśmy się w dalszą drogę, a właściwie pod Krakowską Szkołę Wyższą. Wprawdzie zaliczaliśmy to miejsce przy okazji innych imprez, jednak most Kotlarski wciąż nam się nie znudził, zwłaszcza gdy można uwiecznić autobus na jego tle, w całkowitych ciemnościach.
Spod mostu Kotlarskiego udaliśmy się na tor objazdowy, poprowadzony przy przebudowywanym rondzie Mogilskim. Wprawdzie w tym miejscu stawaliśmy już na zdjęcia podczas zimowej nocki wagonem N8S, jednak postanowiliśmy powtórzyć ten fotostop. Zwłaszcza, że już za dwa miesiące, zdjęcia w tym miejscu najprawdopodobniej będą niemożliwe do wykonania.
Z ulicy Mogilskiej udaliśmy się wyznaczoną trasą objazdową w kierunku pętli przy cmentarzu Rakowickim. Niestety, wprowadzona niedawno organizacja ruchu uniemożliwiła nam wjazd na ulicę Rakowicką, stąd na fotostop stanęliśmy w alei Beliny-Prażmowskiego.
Kolejnym naszym celem była pętla przy Regionalnym Dworcu Autobusowym. Zapewne wielu uczestnikom przypomniał się pamiętny wjazd Neoplanem na górną płytę podczas imprezy sprzed roku. Tym razem postanowiliśmy stanąć tylko na przystankach dostępnych dla pojazdów MPK.
W dalszych naszych planach mieliśmy przejazd na drugą stronę dworca, by zatrzymać się na fotostop na ulicy Pawiej. Aby tam dotrzeć, trzeba było przejechać przez niedawno otwarty tunel. Jego szerokość, obecność pasów awaryjnych oraz niewielka liczba pojazdów korzystających z niego o godzinie 23 w nocy, nakłoniły nas do spróbowania czegoś szalonego...
Po krótkiej wizycie w tunelu udaliśmy się na zaplanowany wcześniej fotostop pod Galerią Krakowską na ulicy Pawiej.
Na tym zakończyliśmy w zasadzie naszą wizytę w centrum Krakowa. Kolejne punkty programu usytuowane były w zdecydowanie innych rejonach miasta. Na początek, skierowaliśmy się na lotnisko w Balicach. Z Pawiej pojechaliśmy Alejami i następnie ulicą Czarnowiejską. Widząc ładnie oświetlone wieżowce GTC, postanowiliśmy stanąć na krótki fotostop w alei Armii Krajowej.
Tuż po północy zajechaliśmy do Balic. Naszym pierwszym celem był Terminal Krajowy.
Postój na Terminalu Krajowym nieco nam się wydłużył z powodu przyjazdu Scanii kursującej na linii MPL. Po krótkiej pogawędce z drugim kierowcą i wykonaniu wspólnych zdjęć, postanowiliśmy podjechać pod Terminal Międzynarodowy. W nasze ślady po chwili podążyła Omnia na linii MPL.
Zdjęciami pod Terminalem Międzynarodowym zakończyliśmy pobyt w Balicach. Zadowoleni skierowaliśmy się z powrotem do centrum Krakowa. Wzorując się na imprezie Manem SG242 sprzed dwóch lat, postanowiliśmy wygasić światła w autobusie. "Ciemna" atmosfera, ułatwiająca oglądanie widoków zza okien, zdecydowanie nam się spodobała, stąd do końca przejazdu światła w autobusie zapalane były wyłącznie w trakcie fotostopów.
Z Balic postanowiliśmy się udać zupełnie na drugi koniec Krakowa, do Grębałowa, gdzie oczekiwać miał na nas ostatni uczestnik imprezy. Aby tam dotrzeć, zdecydowaliśmy się jechać symboliczną północną obwodnicą Krakowa przez ulicę Opolską i Bora-Komorowskiego. Dzięki takiej trasie, mogliśmy zaliczyć na pokładzie autobusu dwie estakady, z czego jedną otwartą zaledwie kilka tygodni temu.
Kolega oczywiście czekał na wyznaczonym przystanku przy drodze do Kocmyrzowa. Korzystając z okazji, a także szukając miejsca do zawrócenia, postanowiliśmy pojechać na pętlę linii 122 w Zesławicach.
Po dojechaniu do Zesławic rozpoczęliśmy robienie zdjęć. Po chwili zza bloków wyszło trzech tubylców, ubranych w tradycyjne stroje "ludowe" ( dresy ). Osobnicy widząc autobus oczywiście postanowili do niego wsiąść, co skutecznie zostało im uniemożliwione poprzez zamknięcie drzwi pojazdu. Zniechęceni tym, panowie zasiedli na ławce przystankowej przyglądając się niecodziennej sytuacji czyli foceniu zielonego autobusu w środku nocy przez dwudziestu ludzi. Aby urozmaicić nam pobyt w Zesławicach, tubylcy po chwili namysłu rozpoczęli prezentację swojego programu artystycznego ( "Wisła to jest potęga..." itp. ). Po wysłuchaniu piosenki, pożegnaliśmy się z panami i ruszyliśmy dalej. Swoją drogą, ciekawe czy ktoś im uwierzy, gdy będą opowiadać, że o drugiej w nocy na pętlę w Zesławicach zajechał zielony przegubowiec na linii 122, wyskoczyła z niego chmara ludzi, która zaczęła focić swój autobus. Z Zesławic udaliśmy się w okolice kombinatu. Naszym kolejnym celem był fotostop na ulicy Mrozowej.
Z Mrozowej podjechaliśmy pod Kombinat.
Stamtąd po krótkim fotostopie ruszyliśmy w kierunku Ruszczy. Chcieliśmy bowiem uwiecznić nasz autobus na tle tamtejszego kościoła. Droga do celu, ze względu na dość dużą odległość, zajęła nam sporo czasu.
Z Ruszczy udaliśmy się do centrum Nowej Huty.
Po trudach nocnej wycieczki, głód powoli w nas wzmagał, stąd postanowiliśmy pojechać na grilla. Wcześniej planowaliśmy upiec kiełbaski na pętli w Brzegach. W końcu, z racji krótszego dojazdu, zdecydowaliśmy się na pętlę w Łęgu. Na miejscu byliśmy tuż po godzinie 3 rano. Pieczenie kiełbasek zajęło nam trochę czasu, więc śniadanie mogliśmy zjeść już przy świetle dziennym.
Na koniec imprezy, postanowiliśmy sobie zrobić tradycyjną pamiątkową fotkę grupową.
Około godziny 5:30 skończyliśmy nasze wczesne śniadanko i zabraliśmy się do powrotu do zajezdni. Z racji posiadania prywatnego autobusu, postanowiliśmy pomóc uczestnikom przejazdu w dotarciu do domów. Z Łęgu do zajezdni w Płaszowie pojechaliśmy możliwe zakręconą trasą przez ulicę Kocmyrzowską, aleję Jana Pawła II i Pocztę Główną. Wycieczka skończyła się tuż po godzinie 6 rano, w zajezdni Płaszów.
Na koniec, tradycyjnie chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom za udział w imprezie, a przede wszystkim za świetną zabawę. Dziękuję również panu kierowcy za świetną pracę, pomysły na fotostopy i idealne ustawianie naszego pojazdu do zdjęć. Dziękuję dyspozytorowi z Płaszowa, który wyznaczył nam pana Zenka, równocześnie podtrzymując tradycyjną opinię, że kierowcy przydzielani nam przez MPK są najlepsi z najlepszych, z którymi mieliśmy przyjemność jeździć po Krakowie. Na koniec chciałbym podziękować Zarządowi MPK S.A. w Krakowie za wynajęcie nam autobusu po przystępnej cenie.
Mam nadzieję, że znów spotkamy się za rok! Już mamy wstępne plany kolejnego przejazdu. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to przyszłoroczna impreza będzie jeszcze ciekawsza i zapewne zgromadzi znacznie większe rzesze miłośników komunikacji miejskiej.

