Wydarzenia
IKARUSEM ekstremalnie cz. VI - 31.03.2007
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: sobota, 26, maj 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 1084
Cztery lata temu, w lipcu 2003 roku, wraz z kolegą Pawłem Paruchem wybraliśmy się na wycieczkę linią 110 do Węgrzynowic. Urok wiosek położonych na północny-wschód od Nowej Huty tak nas zauroczył, że postanowiliśmy tam wrócić. Jeszcze tego samego dnia doszliśmy do wniosku, że najlepszym pojazdem do zwiedzenia tego i wielu innych miejsc położonych poza Krakowem, będzie autobus... Ikarus 280.
Jesienią rok później, nasze plany wdrożyliśmy w życie. Potem przyszedł rok 2005 i 2006, gdy zorganizowane zostały cztery kolejne imprezy. Tak minęło dwa i pół roku. Wciąż pamiętamy przygotowania do tej pierwszej imprezy, a już jesteśmy kilka godzin po ostatniej...
Wprawieni w bojach przy przygotowywaniu pięciu poprzednich imprez z cyklu "IKARUSEM ekstremalnie", raczej nie spodziewaliśmy się problemów przy organizacji kolejnej imprezy. Tydzień przed wycieczką, wraz z Kubą Gumułczyńskim za kierownicą, wybraliśmy się na objazd całej zaplanowanej trasy. Sprawdziliśmy każdą pętlę i każdą drogę, którą za kilka dni miał przejechać Ikarus. Przed każdą imprezą obiecywaliśmy bowiem "oddać autobus w całości", więc głupio by wyglądała wpadka na ostatnim przejeździe.
Kilka dni później odwiedziliśmy zajezdnię Wola Duchacka. Pierwotnie na tę wycieczkę planowaliśmy wypożyczyć autobus z Bieńczyc, jednak życie nieco zweryfikowało nasze plany i kilka dni wcześniej ostatni Ikarus 280 opuścił tę zajezdnię. Kierownicy Stacji jak i Zajezdni Wola Duchacka, tradycyjnie przyjęli nas miło. Nie było to nasze pierwsze spotkanie, więc nie musieliśmy tłumaczyć, że do ekstremalnej jazdy potrzebny jest świetny kierowca i dobrze przygotowany autobus. Oczywiście, Wola Duchacka jak zwykle nas nie zawiodła!
W końcu nadszedł dzień imprezy czyli sobota 31 marca. Tym razem postanowiliśmy nieco przesunąć termin przejazdu. Dotychczas bowiem wycieczki odbywały się na początku marca i zwykle pogoda niezbyt nam dopisywała. Zmiana terminu okazała się być strzałem w dziesiątkę. Chyba na żadnym z "Ikarusów" nie mieliśmy bowiem tak pięknej pogody.
Pod zajezdnią Wola Duchacka zjawiliśmy się tuż po godzinie 9:00. Tym razem, jako organizatorzy, chcieliśmy być pierwsi na miejscu zaplanowanej na 9:30, zbiórki. Oczywiście, niektórzy uczestnicy przejazdu jak zwykle nas nie zawiedli, i już czekali na autobus. Po chwili okazało się, że również kierowca jest już gotowy do pracy, więc bez przeszkód mogliśmy wyjechać autobusem przed zajezdnię.
Tym razem na wycieczkę wybraliśmy sobie pojazd o numerze DK272. Na autobus ten zdecydowaliśmy się z dwóch powodów. Po pierwsze, pojazd ten pochodził z Bieńczyc, a właśnie z tej zajezdni pierwotnie chcieliśmy pożyczyć autobus. Po drugie, Ikarus ten, jako jeden z dwóch w tej chwili, posiadał wyświetlacze z Jelcza 120M. Dla niektórych miłośników, taka modernizacja była zapewne "świętokradztwem". Jednak trzeba oddać honor historii i pokazać, że w Bieńczycach wyświetlacze z Jelczy 120M zamontowano w czterech Ikarusach. Na początku 2007 roku, dwa z nich o numerach BK015 i właśnie BK272, przeszły na Wolę Duchacką. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy na jedną z imprez, nie wybrali się właśnie takim pojazdem.
Oczekiwanie na rozpoczęcie imprezy, minęło nam w miłej atmosferze, zwłaszcza gdy nauczyliśmy się w końcu obsługi wyświetlacza. Nadeszła godzina 10:00 i punktualnie właśnie o tej porze rozpoczęliśmy szóstą imprezę pod hasłem "IKARUSEM ekstremalnie". Na pokładzie autobusu znalazło się aż 36 osób.
Spod zajezdni Wola Duchacka skierowaliśmy się w stronę centrum. Chwilowo utknęliśmy w korku na ulicy Konopnickiej, jednak po kilku minutach już pędziliśmy ulicą Czarnowiejską w kierunku Bronowic. Plan był ambitny, czasu nie mieliśmy za wiele, więc od razu skierowaliśmy się na ulicę Ojcowską, by zaliczyć trasę autobusu numer 118. Na ulicy Chełmońskiego obył się pierwszy fotostop.
Po krótkim postoju, ruszyliśmy dalej. Przecięliśmy Jasnogórską i skręcili w ulicę Gaik, by chwilę później zajechać na starą pętlę linii 120 w Toniach.
Tu po kilku minutach postoju zawróciliśmy, by za chwilę powrócić na ulicę Jasnogórską i nią właśnie udać się w kierunku granicy Krakowa. Tuż po jej przekroczeniu, zjechaliśmy z drogi głównej, by udać się do centrum Modlniczki. Tu odbył się kolejny fotostop.
Droga pomiędzy Modlniczką a Modlnicą jest bardzo wąska, stąd musieliśmy poczekać na przyjazd, jadącego w kierunku Krakowa, autobusu 230. Po chwili, zza zakrętu wyłonił się Jelcz M081MB. Oczywiście, mijanka uchwycona została na zdjęciu.
Autobus numer 230 pojechał w dalszą drogę, więc i my mogliśmy ruszać. Droga przez Modlniczkę jest dość wąska, lecz obecnie trwa jej poszerzanie. Przejazd dodatkowo utrudniają dość spore podjazdy, jednak na szczęście nic nie jechało z przeciwka, więc bezpiecznie dotarliśmy do Modlnicy. Tam skręciliśmy na Tomaszowice.
W Tomaszowicach w ostatniej chwili udało nam się przestawić jeden samochód osobowy. Gdyby nie udało się złapać właścicielki pojazdu, pewnie trochę posiedzielibyśmy sobie na tej końcówce. A tak, mogliśmy ruszać dalej. Powróciliśmy do Modlnicy, a na zdjęcia zatrzymaliśmy się w centrum wioski, tuż przy kościele.
Po zrobieniu zdjęć postanowiliśmy zawrócić naszym autobusem. Nie było to zadanie łatwe, jednak w końcu się udało. Po chwili jechaliśmy już szosą "olkuską", jednak na następnym skrzyżowaniu skręciliśmy w kierunku Giebułtowa.
Miejscowość ta była jedną z nielicznych na trasie naszego przejazdu, do której w przeszłości docierały Ikarusy 280. Na linii 220 przez wiele lat kursowały przegubowce. Jednak po reaktywacji połączenia do Giebułtowa w 2004 roku, frekwencja w autobusach nie jest już tak duża. W soboty i w niedziele do przewiezienia wszystkich pasażerów wystarcza tylko Jelcz M081MB. Co ciekawe, mały Jelczy ma ponad godzinną przerwę na pętli w Giebułtowie. Stąd, gdy dotarliśmy na pętlę, na miejscu zastaliśmy stojący autobusik. Kierowca początkowo nas nie zauważył. Tak był zaczytany w jakąś gazetę. Gdy nas zobaczył... cóż, ciężko opisać słowami jego minę. Po prostu, dla takich widoków warto jeździć na takie imprezy.
Kierowca, po opanowaniu swojego zaskoczenia, bardzo szybko doszedł do wniosku, co teraz powinien zrobić. Odpalił swojego Jelcza i odjechał kawałek, żebyśmy mogli zawrócić Ikarusem. To okazało się być jednak zadaniem niełatwym. Spora w tym zasługa samochodu osobowego, zaparkowanego na pętli. Na szczęście, w końcu się udało.
Pomachaliśmy kierowcy z Jelcza na pożegnanie i zjechaliśmy nieco poniżej pętli, by uchwycić nasz autobus na tle kościoła.
Zadowoleni z udanych zdjęć, ruszyliśmy w dalszą drogę. Z Giebułtowa udaliśmy się wzdłuż trasy linii 220 w kierunku Krakowa. Na chwilę wróciliśmy na teren miasta, by dostać się do pętli w Pękowicach. Tuż przed dojazdem na miejsce minęliśmy Scanię na linii 150, jadącą na Nowy Kleparz.
W drodze z Pękowic stanęliśmy jeszcze na krótki fotostop na ulicy Jurajskiej.
Z Pękowic skierowaliśmy się na wschód, w kierunku Zielonek. Tu odbyły się dwa fotostopy.
W końcu dotarliśmy do pętli linii 247 w Bibicach.
W Bibicach postaliśmy sobie nieco dłużej. Wszystko ze względu na wizytę uczestników wycieczki w pobliskim sklepie. Po małym odpoczynku ruszyliśmy dalej. Zawróciliśmy na pętli w Bibicach i skierowaliśmy się na podbój Trojanowic.
Na pętli w Trojanowicach byliśmy o 12:30. Zawrócenie w tym miejscu niewątpliwie należało do ekstremalnych zadań, ze względu na usytuowanie pętli w dość wąskich uliczkach pomiędzy domami.
Niestety, nie postaliśmy sobie w tym miejscu zbyt długo. Po chwili nadjechał bowiem liniowy 237, który szybko przepędził nas z końcówki.
Bezpieczne miejsce przed Jelczem znaleźliśmy na placyku pod remizą strażacką w Trojanowicach.
W drodze powrotnej z Trojanowic stanęliśmy na jeszcze jeden krótki fotostop.
Podczas imprez "IKARUSEM ekstremalnie" wielokrotnie wjeżdżaliśmy w miejsca, w których Ikarus nie powinien się zmieścić. Często też skręcaliśmy na skrzyżowaniach, których Ikarusy nie mają prawa pokonać. A jednak... da się. Duża w tym zasługa kierowców, którzy potrafili maksymalnie "złamać" przegubowca. Podobnie było na skrzyżowaniu z Trojanowic do Podskala. Zgodnie z zasadą "jak się popieści, to się zmieści", po krótkim manewrowaniu na skrzyżowaniu, udało nam się skręcić we właściwą drogę i po chwili byliśmy na pętli w przysiółku Podskale.
Na pętli w Podskalu obecnie nie zawraca żadna linia. Kiedyś podobno jeździł tu autobus numer 207. Obecnie, obok końcówki przejeżdża linia numer 227. Mimo to, postanowiliśmy tu podjechać ze względu na klimat tego miejsca, położonego tuż pod skalną ścianą.
Po wykonaniu zdjęć ruszyliśmy w dalszą drogę. Tym razem nie musieliśmy już pokonywać łuków nie do przejścia i z łatwością dotarliśmy na główną drogę, która poprowadziła nas do pętli w Owczarach. Tam odbył się kolejny fotostop.
Pobyt na pętli w Owczarach nieco nam się wydłużył. Dzięki temu jednak, jeden z kolegów spokojnie mógł podejść pod swój dawny dom. Chciał bowiem, uwiecznić na jego tle naszego Ikarusa. Z Owczar wyjechaliśmy drogą, którą nie kursują autobusy MPK. Na fotostop stanęliśmy w dolinie rzeczki Naramka.
Po krótkim fotostopie ruszyliśmy dalej, w kierunku Górnej Wsi, mijając przepiękne skałki, wyłaniające się spomiędzy drzew. Kilka minut później, dotarliśmy do pętli linii 227 w Górnej Wsi.
Kolejnym naszym celem była końcówka linii 257 w Naramie.
Po Naramie przyszła kolej na najdalej wysuniętą na północ pętlę, do której docierają autobusy MPK S.A. w Krakowie. Zanim tam jednak dotarliśmy, na fotostop stanęliśmy w Krasieńcu, gdzie kiedyś kończyła linia numer 277.
Kilka minut później znaleźliśmy się w centrum Iwanowic. Przyjazd Ikarusem do tej miejscowości szczególnie spodobał się naszemu kierowcy, który właśnie tu posiada działkę i doskonale zna całe miasteczko. Dzięki temu, bez problemu "oprowadził" nas po swojej okolicy.
W Iwanowicach, jak to ujął nasz kierowca, "kiedyś był jeden sklep, a teraz jest już sześć spożywczych i jeden zajazd". Nie mogliśmy więc nie skorzystać z okazji, by uzupełnić braki w zaopatrzeniu.
Pobyt w Iwanowicach jeszcze długo będziemy wspominać bardzo miło. Niestety, piknik na rynku w tym miasteczku nie mógł trwać wiecznie i w końcu trzeba było ruszyć w dalszą trasę.
Z Iwanowic skierowaliśmy się na wschód, by po kilku kilometrach dotrzeć do drogi "warszawskiej". Tam skręciliśmy na południe i po kolejnych kilku kilometrach dotarliśmy do Michałowic, tym samym wjeżdżając na trasę linii 267. Na kolejny fotostop zatrzymaliśmy się przy stawach w miejscowości Masłomiąca.
Już podczas przejazdu samochodem tydzień przed imprezą, jednomyślnie uznaliśmy, że musimy poświęcić kilka chwil na sesję zdjęciową przy stawach w tej miejscowości. Mimo to, nawet nie przewidywaliśmy, że fotki Ikarusa z tego miejsca będzie można uznać niewątpliwie za najlepsze podczas całej imprezy, a być może nawet za najlepsze spośród fotostopów wykonanych podczas wszystkich sześciu imprez. Zresztą oceńcie to Państwo sami.
W Masłomiący spędziliśmy kilkadziesiąt minut. Nasz Ikarus objechał staw w obie strony, a uczestnicy fotografowali autobus ze wszystkich stron. Uroku zdjęciu dodał niewątpliwie wędkarz moczący swojego "kija" w stawie. Czas nas jednak gonił, dochodziła godzina 15, więc trzeba było ruszać dalej.
Więcławice przejechaliśmy bez postoju. Nieco zdziwili nas ludzie podchodzący do naszego pojazdu. Szybko okazało się, że tuż za nami jedzie Jelcz 120M na linii 267. Szybko uciekliśmy więc na pętlę w Zagórzycach Dworskich.
Jelcz na linii 267 odjechał sobie w kierunku Pielgrzymowic, a my zatrzymaliśmy się jeszcze na fotostop.
W drodze z Zagórzyc stanęliśmy na jeszcze jeden fotostop.
Po chwili byliśmy z powrotem w Więcławicach, gdzie skręciliśmy na Pielgrzymowice. Po drodze spotkaliśmy znajomego Jelcza.
Na pętli w Pielgrzymowicach spędziliśmy nieco więcej czasu. Naszą obecnością zainteresowała się bowiem pewna kotka. Wprawdzie jej właściciel zażądał od nas okazania "praw autorskich", jednak kotka bez większych problemów pozwoliła się pogłaskać, tym samym chwilowo przejmując wiodącą rolę od naszego Ikarusa.
Niestety, w końcu musieliśmy opuścić Pielgrzymowice. Z pętli wyjechaliśmy na południe, drogą, którą nie kursują już pojazdy MPK. Teraz skierowaliśmy się w kierunku Luborzycy. Musieliśmy jednak nieco nadłożyć drogi, gdyż nasz Ikarus raczej nie przecisnąłby się pod wąskim i niskim przejazdem pod linią kolejową do Warszawy.
Po kilkudziesięciu minutach jazdy, w końcu dotarliśmy do celu, który za wszelką cenę chcieliśmy tego dnia osiągnąć. Tuż po godzinie 16, wjechaliśmy na pętlę linii 202 w Łososkowicach.
W tym miejscu postanowiliśmy sobie zrobić wspólne, pamiątkowe zdjęcie.
Pobyt w Łososkowicach znów zajął nam dość sporo czasu. Niestety, musieliśmy wracać do Krakowa. Nasza impreza i tak była już rekordowo długa. Powrót do Krakowa oczywiście nie mógł nie odbyć się bez fotostopów.
W drodze powrotnej z Łososkowic, zajechaliśmy jeszcze na pętlę w Luborzycy. Tu postanowiliśmy poczekać na Solarisa na linii 202, który po chwili nadjechał.
Z Luborzycy udaliśmy się trasą linii 202 do Kocmyrzowa. Tuż przed granicą Krakowa skręciliśmy jednak na boczną drogę, którą kilka minut później dotarliśmy do pętli linii 250 w Zastowie.
To był niestety ostatni fotostop poza granicami Krakowa. Z Zastowa udaliśmy się już bezpośrednio do Krakowa. Słońce powoli zachodziło za horyzont, pięknie oświetlając pętlę linii 105 na Batowicach. Oczywiście, nie mogliśmy sobie odmówić krótkiego fotostopu...
Batowice były ostatnim punktem programu. Stąd przez aleję 29 Listopada udaliśmy się do centrum Krakowa. Część osób chciała bowiem wysiąść pod Galerią Krakowską. Jednocześnie, doszliśmy do wniosku, że przejazd Ikarusa przez centrum miasta byłby miłym akcentem na zakończenie imprezy. Po wysadzeniu kilku uczestników na ulicy Pawiej, ruszyliśmy na skrzyżowanie przy Dworcu Głównym. Następnie przejechaliśmy ulicą Westerplatte, św. Gertrudy, Stradomską i Krakowską do Podgórza.
Po przekroczeniu Wisły, na skrzyżowaniu przy "Koronie", skręciliśmy w ulicę Kalwaryjską i na rondzie Matecznego udaliśmy się wprost do zajezdni Wola Duchacka. Tuż po godzinie 18, byliśmy na miejscu.
Wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Dotyczy to niestety także imprez "IKARUSEM ekstremalnie". Sześć wycieczek minęło bardzo szybko. Myślę jednak, że ta ostatnia był miłym podsumowaniem całego cyklu i nie odstawała poziomem od pozostałych. Co więcej, już po zakończeniu imprezy, wiele osób uznało tę ostatnią wycieczkę za jedną z najpiękniejszych, najdłuższych, a być może nawet za najlepszą ze wszystkich części "IKARUSEM ekstremalnie". Cóż, organizatorzy ze wszystkich sił starali się o godne zakończenie cyklu, noszącego nieoficjalne hasło "kultowych imprez kultowym autobusem". Miejmy nadzieję, że zachowaliśmy wysoki poziom. Sześcioczęściowy cykl dobiegł końca i jeszcze długo żaden przejazd nie będzie w stanie dorównać tej atmosferze i zabawie, w jakiej mieliśmy przyjemność uczestniczyć na "ikarusach".
W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, bez których zarówno ta ostatnia jak i wcześniejsze imprezy, nie miałyby szans powodzenia. Przede wszystkim dziękuję Uczestnikom przejazdów, zwłaszcza tym, którzy byli z nami na wszystkich imprezach. Dziękuję za świetną atmosferę i niezapomniane wrażenia. Bez Was te imprezy nigdy nie osiągnęłyby takiego sukcesu.
Dziękuję Kolegom organizatorom, z którymi przez ostatnie dwa i pół roku przygotowywaliśmy wspólnie wszystkie imprezy: nosiliśmy pisma, załatwialiśmy historyczne tablice, pisaliśmy ulotki dla uczestników, sprawdzaliśmy trasę przejazdu przed imprezą, czy w końcu niepokoiliśmy się przy każdym pojawiającym się problemem podczas kolejnych przejazdów.
Dziękuję pracownikom Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego S.A. w Krakowie za wszelką udzieloną nam pomoc. Zarządowi za wypożyczenie autobusów po przystępnej cenie. Kierownikom Stacji Obsługi i Zajezdni, w tym przede wszystkim kierownictwu z Woli Duchackiej za ciepłe przyjęcie miłośników komunikacji przy okazji przygotowań do imprez, wszelką okazaną pomoc i spełnienie wszystkich naszych, często kłopotliwych, „zachcianek”. Dziękuję też pozostałym pracownikom zajezdni, którzy przygotowywali nam Ikarusy, a czasem też naprawiali, zarówno w czasie imprezy, jak i tuż po niej.
Na koniec dziękuję Panom Kierowcom, którzy na wszystkich imprezach spisali się znakomicie i niewątpliwie wpłynęli na ogromny sukces całego cyklu „IKARUSEM ekstremalnie”. W pamięci pozostanie zarówno kierowca z Bieńczyc, który był w stanie zawrócić Ikarusem na Przylasku Rusieckim, jak i pozostali kierowcy, już z Woli Duchackiej, którzy niejeden raz pokazali nam swój fach, wjeżdżając w miejsca teoretycznie niedostępne dla Ikarusów, nie wspominając już o cofaniu przegubowcem.Tym samym cykl „IKARUSEM ekstremalnie” dobiega końca. Szósta impreza jest zarazem ostatnią, w jakiej wzięliśmy udział. Warto uświadomić sobie, że uczestniczyliśmy w czymś niezwykłym, w czymś co nigdy wcześniej nie miało miejsca i przypuszczalnie już nigdy więcej się nie powtórzy.
Na tym jednak nie koniec imprez Ikarusem. Już we wrześniu zapraszamy na finał „IKARUSEM ekstremalnie”, niestety już tylko po ulicach Krakowa, który zarazem stanowić będzie ostateczne pożegnanie Ikarusów 280 w naszym mieście. Obiecujemy jednak, że tym razem zaczniemy od Węgrzynowic. Wszak musimy w końcu dojechać na pętlę, której nie udało się nam zaliczyć trzy lata temu.
Do zobaczenia we wrześniu...

