Wydarzenia
Krakowskie łącznice II - 21.10.2006
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: sobota, 23, czerwiec 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 1209
W czerwcu 2005 roku Stowarzyszenie Miłośników Kolei z Krakowa zorganizowało pierwszą imprezę pod hasłem "Krakowskie łącznice". Idea przejazdu sprowadzała się do zaliczania jednostką EN57, będącą najpopularniejszym w Polsce pojazdem obsługującym kolejowe połączenia lokalne i podmiejskie, linii kolejowych i łącznic po których kursują wyłącznie pociągi towarowe.
Na pierwszy ogień poszły wszystkie łącznice w krakowskim węźle kolejowym. Impreza udała się znakomicie, stąd postanowiono kontynuować cykl. Miesiąc temu również krakowskie SMK zorganizowało kolejną wycieczkę, tym razem po łącznicach Śląska, która również dla wszystkich uczestników okazała się być niezapomnianą i pełną wrażeń. Jeszcze nie ucichły pozytywne komentarze na temat śląskiej imprezy, gdy nadszedł czas na kolejny przejazd. W sobotę, 21 października, zorganizowana została następna impreza w krakowskim węźle, tym razem pod hasłem "Krakowskie łącznice II".
Podczas pierwszej imprezy, przez cały dzień podróżowaliśmy jednostką EN57-001. Tym razem postanowiliśmy się wybrać na zaliczanie krakowskich łącznic elektrycznym zespołem trakcyjnym typu EN71. Chcieliśmy jednocześnie pojazd w starych barwach, stąd niestety od razu wykluczyć trzeba było EN71-001. W końcu, po długich dyskusjach i porównywaniu jednostek, zdecydowaliśmy się na EN71-08.
W czasie drugiej imprezy pod hasłem "Krakowskie łącznice" swoją uwagę skupiliśmy na odcinkach, których nie udało się zaliczyć rok temu. Chodziło przede wszystkim o tak zwaną "północną obwodnicę", czyli linię kolejową łączącą stację Kraków Mydlniki z Krakowem Batowicami. Rok temu trasa ta była remontowana. Obecnie przejezdny jest jeden tor, dzięki czemu mogliśmy po niej przejechać. Najważniejszym celem i bezsprzecznie hitem całej imprezy miał być jednak wjazd do Elektrociepłowni w Łęgu, czego przed nami nie dokonał najprawdopodobniej żaden pociąg osobowy.
Początek imprezy zaplanowany został na godzinę 7:50. Odjazd nastąpić miał ze stacji Kraków Główny. Jednostkę podstawiono tym razem wyjątkowo wcześnie, stąd już od godziny 7:30 pasażerowie mogli zajmować swoje miejsca. Wśród uczestników imprezy, poza miłośnikami z całej Polski, znaleźli się również koledzy z Niemiec, Czech a nawet ze Słowenii.
Punktualnie o godzinie 7:50 rozpoczęliśmy nasz przejazd. Pierwszym celem podróży była stacja w Mydlnikach. Stamtąd chcieliśmy bowiem rozpocząć zaliczanie "północnej obwodnicy". Przejazd do Mydlnik zajął nam tylko kilka minut. Odcinek ten, z racji prowadzenia planowego ruchu pasażerskiego, przejechaliśmy bez postojów. Kilka minut później już staliśmy na torze tuż przy budynku stacji Kraków Mydlniki.
Zmiana czoła w Mydlnikach nie zajęła nam zbyt dużo czasu, aczkolwiek wszyscy przy okazji zdążyli sfotografować, poza naszym kiblem, również przejeżdżające przez stację brutto z oliwkowym ET21-57 na czele. Tuż przed naszym wyjazdem z Mydlnik, na stację wtoczyła się również lokomotywa ET42-019 z całym jednym wagonem z tyłu. Po chwili ruszyliśmy na zdobywanie "północnej obwodnicy". Przejazd tą trasą u większości wzbudził wiele emocji, gdyż praktycznie mało który uczestnik przejazdu miał możliwość zaliczenia tej linii. Tak więc tuż po opuszczeniu Mydlnik wszyscy zaczęli wisieć w oknach i oglądać mijane krajobrazy. Osiedle Azory, które "północna obwodnica" przecina, minęliśmy bez postojów. Pierwszy fotostop na tej trasie odbył się tuż przy pętli autobusowej na Prądniku Białym. Tubylcy bardzo dziwnie spoglądali na pierwszy od wielu lat pociąg osobowy w tym rejonie.
W czasie dalszego zaliczania linii doszło niestety do przykrego incydentu. Jeden z uczestników przejazdu uderzony został kamieniem, przez jakiegoś idiotę stojącego przy torach. Na szczęście kamień odbił się rykoszetem od ramy okiennej jednostki i koledze nic groźnego się nie stało, dzięki czemu mógł dalej uczestniczyć w przejeździe. Jeszcze poruszeni incydentem, na kolejne zdjęcia zatrzymaliśmy się w rejonie Prądnika Czerwonego.
Już bez zatrzymywania się dojechaliśmy do stacji w Batowicach. Tu odbył się kolejny fotostop oraz druga tego dnia zmiana czoła.
Podczas naszego postoju w Batowicach przez stację przemknął pociąg ekspresowy "Gos..." przepraszam... "Malinowski" oraz pociąg pospieszny, który szczególnie głośno ostrzegał stojących na stacji miłośników. Zadowoleni ruszyliśmy dalej. Tym razem podążyliśmy linią Warszawa - Kraków w stronę posterunku Kraków Przedmieście. Właśnie w tym miejscu chcieliśmy zjechać łącznicą (której nie zaliczaliśmy dotąd), na tak zwaną "małą obwodnicę" i stację Kraków Olsza. Kolejny fotostop odbył się przy posterunku.
Po fotostopach na posterunku odgałęźnym oraz na samej łącznicy na krótki postój stanęliśmy na stacji Kraków Olsza.
Na Olszy rozpoczął się najbardziej emocjonujący fragment naszego przejazdu. Po zamknięciu drzwi i ruszeniu skierowaliśmy się na bocznicę prowadzącą do Elektrociepłowni w Łęgu. Uczestniczyliśmy niewątpliwie w historycznej chwili. Najprawdopodobniej bowiem byliśmy pierwszym pociągiem osobowym, który za kilka minut pokonać miał tę linię. Znów wszyscy rzucili się do okien. Obserwację szlaku znacznie utrudniała jednak bujna roślinność.
Minęliśmy wiadukt nad ulicą Mogilską i przejechaliśmy koło Plazy na Dąbiu. Kolejny fotostop odbył się na przejeździe kolejowym w rejonie skrzyżowania ulicy Sierpowej i Niepołomskiej.
Przed Łęgiem zatrzymał nas jeszcze semafor przedstacyjny. Po krótkim oczekiwaniu pojawiło się na nim jednak żółte światło, oznaczające możliwość wjazdu na stację.
Dokładnie o godzinie 10:10 pierwszy raz w historii na stację w Łęgu wjechał pociąg osobowy. Już na pierwszy rzut oka widać było, że Elektrociepłownia bardzo sumiennie przygotowała się na przywitanie zwiedzających. Z daleka zauważyliśmy wydzielony fragment stacji, gdzie mogliśmy bezpiecznie wysiąść. Po chwili przywitali nas przedstawiciele kierownictwa zakładu. Pierwszą rzeczą, którą mieliśmy wykonać, było założenie żółtych kasków ochronnych na głowę.
Elektrociepłownia nie robi żadnych problemów, jeśli chodzi o możliwość zwiedzania zakładu. Znane są już coroczne dni otwarte, w czasie których można dokładnie oglądnąć cały obiekt. My jednak chcieliśmy się przede wszystkim skupić na elementach czysto kolejowych czyli na nastawni oraz niewątpliwie znacznie ciekawszej wywrotnicy do wagonów. Szczególnie w tym drugim miejscu zachować trzeba było maksimum bezpieczeństwa, stąd między innymi kaski.
Aby zwiedzić zaplanowane przez nas miejsca, cała wycieczka podzielić się musiała na dwie grupy. Ja znalazłem się w tej części ekipy, która najpierw zwiedzała nastawnię, a dopiero potem miała przenieść się na wywrotnicę. Stąd na początek skierowaliśmy się do charakterystycznego budynku nastawni.
W środku przywitała nas obsługa obiektu. Zaprezentowano nam system sterowania zwrotnicami, a także monitoring stacji i przejazdu kolejowego przy ulicy Ciepłowniczej. Po chwili część wycieczki przerwała zwiedzanie. Ze stacji ruszył bowiem skład towarowy z ET22. Po zrobieniu zdjęć wróciliśmy jednak na nastawnie i dokończyliśmy jej oglądanie.
Również tutaj odczuliśmy, jak dobrze do wizyty miłośników przygotowała się Elektrociepłownia. Na nastawni czekała bowiem na nas mała wystawka urządzeń pochodzących jeszcze z nie zmodernizowanego obiektu. Na koniec wizyty wszyscy otrzymali pamiątkowe pocztówki.
Po zwiedzeniu nastawni przyszedł czas na wywrotnicę.
Wywrotnica jest urządzeniem służącym do szybkiego rozładowywania wagonów z węglem. Elektrociepłownia zużywa miliony ton węgla, stąd niezbędne jest szybkie jego przenoszenie z wagonów na hałdy lub wprost do bloków elektrociepłowni. Służy do tego wywrotnica, która po prostu przewraca wagon do góry kołami powodując wysypanie węgla. Już samo to miejsce należy do tych, w których szczególnie trzeba uważać. Znacznie niebezpieczniejsze jest jednak przetaczanie się wagonów luzem z wywrotnicy na tor postojowy. Wagon porusza się bowiem przy pomocy własnej siły bezwładności i nie ma możliwości jego szybkiego zatrzymania.
Po zajęciu miejsc przy wywrotnicy podstawiony został wagon wypełniony węglem. Po chwili wszyscy mogli zobaczyć jego opróżnianie.
Na koniec naszego pobytu w Łęgu postanowiliśmy jeszcze podjechać na koniec stacji, by tam spróbować uchwycić naszą jednostkę na tle zabudowań Elektrociepłowni.
Po chwili powróciliśmy na początek stacji, gdzie grupa ustawiła się do pamiątkowego zdjęcia.
Zadowoleni z wizyty i ciepłego przyjęcia, w końcu musieliśmy opuścić gościnne progi stacji Elektrociepłowni w Łęgu. Podziękowaliśmy przedstawicielom zakładu i rozpoczęliśmy powrót na Olszę. Zanim tam jednak dotarliśmy, zatrzymaliśmy się na jeszcze jeden fotostop, w pobliżu przejazdu z ulicą Zajęczą.
Kilka minut przed 12:30 dotarliśmy na Olszę. Tu odbył się nieco dłuższy postój, nie spowodowany tym razem chęcią zrobienia zdjęć. Wygłodniała wycieczka postanowiła bowiem uzupełnić zapasy w okolicznych sklepach. Po chwili zaroiło się od dziwnych osobników na ulicy Brogi.
Buszowanie po pobliskich sklepach wbrew pozorom nie zajęło zbyt dużo czasu. Po trwającej kilka minut przerwie dokonaliśmy kolejnej tego dnia zmiany kierunku i ruszyliśmy w stronę stacji w Płaszowie. Następny fotostop odbył się w pobliżu nieczynnego już posterunku Kraków Nadwiśle. Kiedyś odchodziły stąd bocznice do wielu zakładów znajdujących się na Dąbiu i Grzegórzkach. Obecnie znajduje się tu tylko przejazd (i to bez zwrotnic) z toru zachodniego na tor wschodni. Już rok temu zabroniony został bowiem przejazd przez most zachodni na Wiśle. Od tego czasu tor zachodni jest nieużywany. Najwyraźniej jednak tor ten okazał się być w lepszym stanie, stąd na odcinku od Dąbia do Olszy pociągi przejeżdżają właśnie na niego.
Korzystając z okazji postanowiliśmy zejść z nasypu kolejowego na idącą w dole aleję Pokoju i uchwycić naszego kibla na jednym zdjęciu z jakimś tramwajem. Po chwili nadjechał wiedeniec E1+c3 - 106+566.
Stąd blisko było już do kolejnego fotostopu, tym razem na moście na Wiśle.
Po nieco dłuższym postoju ruszyliśmy dalej. Kilka minut zajął nam dojazd do Płaszowa. Stację minęliśmy jednak od strony wschodniej. Chcieliśmy bowiem dojechać przez tory towarowe do Bieżanowa. Niestety, w Prokocimiu na prawie godzinę zatrzymano nas na semaforze przedstacyjnym. Okazało się bowiem, że cała stacja w Bieżanowie zapchana jest pociągami towarowymi. Dopiero po dłuższym oczekiwaniu udało się zwolnić tor dla nas.
Fotostop w Bieżanowie odbył się w iście ekspresowym tempie. Postawiono nam bowiem propozycję nie do odrzucenia. Albo teraz pojedziemy dalej, albo będziemy bardzo długo czekać na możliwość przejazdu. Stąd po chwili pędziliśmy w stronę Podłęża. Nie dojechaliśmy jednak do tej stacji. Tuż przed nią skręciliśmy bowiem na łącznicę, aby wjechać na tak zwaną "dużą obwodnicę". Kolejny i jak się okazało, ostatni fotostop odbył się tuż przed mostem na Wiśle, w rejonie dawnego przystanku Podgrabie Wisła.
Po udanym fotostopie wszyscy szykowali się już na objazd Nowej Huty i zaliczenie łącznicy do Zastowa. Niestety, podczas wsiadania do pociągu doszło do nieszczęśliwego wypadku. Jeden z kolegów nieszczęśliwie poślizgnął się podczas wsiadania do pociągu, w wyniku czego doznał poważnego urazu kolana. Na szczęście, jednym z uczestników przejazdu okazał się być ratownik medyczny, który szybko i fachowo zajął się kontuzjowanym kolegą. Po dłuższej chwili naszego kolegę udało się wnieść do pociągu. Niestety, nie mogło obejść się bez karetki, która zamówiona została na Kraków Główny.
Z oczywistych przyczyn musieliśmy nieoczekiwanie skrócić naszą wycieczkę. Bez zatrzymania przejechaliśmy przez stację w Nowej Hucie. Niestety, na dość długi postój stanęliśmy na stacji w Batowicach. Cóż, osobowy do Kielc oraz pociąg wiozący kibiców, byli najwyraźniej ważniejsi dla obsługi nastawni niż szybkie dowiezienie naszego kontuzjowanego kolegi do karetki, oczekującej już na dworcu głównym w Krakowie.
Tuż przed godziną 16 wjechaliśmy na piąty peron krakowskiego dworca. Z daleka wypatrzyliśmy karetkę, której obsługa po chwili zajęła się kolanem kolegi. My z kolei, mimo skróconego programu, bardzo zadowoleni opuszczaliśmy naszego imprezowego kibla. Wycieczka, szczególnie dzięki możliwości wjazdu do Łęgu okazała się być znów niezapomnianą i pełną wrażeń.
Na koniec tej relacji chciałbym podziękować kolegom z SMK za zorganizowanie kolejnej, fantastycznej imprezy. Czekam na następne, równie udane przejazdy!
Dziękuję również w swoim imieniu pracownikom Elektrociepłowni w Łęgu za możliwość zwiedzenia zakładu, a szczególnie za ich wkład w przygotowanie całej oprawy naszej wizyty w Elektrociepłowni. Widać było, że jesteśmy tu mile widziani, a obsługa nie przywitała nas słynnym "a co właściwie chcieliście oglądnąć".

