Wydarzenia
Impreza Jelczem PR110 po Rzeszowie - 8.07.2006
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: niedziela, 15, lipiec 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 775
W dotychczasowej praktyce miłośniczej uczestniczyłem wyłącznie w imprezach autobusowych w Krakowie. W większości przypadków sam byłem organizatorem tego typu przejazdów. Nadeszła więc w końcu pora, by zobaczyć, jak robią to inni. Pierwsza okazja nadarzyła się w wakacyjną sobotę, 8 lipca 2006 roku. Rzeszowscy miłośnicy komunikacji miejskiej postanowili nie być gorsi od swoich kolegów z Krakowa i zdecydowali się zorganizować przejazd Jelczem PR110U numer 424, najstarszym autobusem tego typu eksploatowanym przez MPK Rzeszów. Impreza skierowana była do miłośników z całej Polski. Jednak, w końcowym rezultacie, zdecydowaną większość uczestników stanowili pasjonaci z Krakowa.
Koledzy z Krakowa do Rzeszowa wybrali się pociągiem osobowym. Ja, kilka dni wcześniej wyjechałem na wczasy do Myczkowa, stąd moja droga do stolicy województwa Podkarpackiego była zupełnie inna. W trasę wyruszyłem tuż przed godziną siódmą, najwcześniejszym autobusem w kierunku Sanoka, który tego dnia odjeżdżał z przystanku w Myczkowie. Początkowo obawiałem się, że się spóźnię i reszta uczestników będzie na mnie czekać. Jak miało się okazać w niedalekiej przyszłości, było dokładnie na odwrót.
Do Sanoka dotarłem kilkadziesiąt minut przed godziną ósmą, kiedy to miał odjeżdżać mój autobus do Rzeszowa. Ten podstawił się na stanowisko tuż przed odjazdem. Kilka minut po ósmej ruszyliśmy w drogę. Kierowca jeszcze w centrum Sanoka zabrał na pokład pasażerów, tak więc w środku panował już dość spory ścisk, tym bardziej, że kilka osób stało. Już miałem rzucać niecenzuralne słowa pod adresem PKS Connex Sanok, gdy w Brzozowie do naszego pojazdu dołączył drugi autobus, zabierający pasażerów z kolejnych przystanków ( rzecz niewyobrażalna w "tradycyjnym" PKS-ie ). Dzięki temu do Rzeszowa wszyscy dojechali na siedząco, a autobus zjawił się na dworcu kilkadziesiąt minut przed godziną 10. Jako, że na przystanku w zatoczce przed dworcem kolejowym w Rzeszowie nie było jeszcze naszego wycieczkowego pojazdu, postanowiłem wstąpić na perony. Tam niestety nie zauważyłem nic ciekawego. Za to po chwili w zatoczce pojawił się nasz imprezowy Jelcz.
Autobus, którym mieliśmy zwiedzać Rzeszów, to najstarsza "peerka" eksploatowana w mieście. Liczy sobie 25 lat, mimo to jest utrzymana w bardzo dobrym stanie. Rzeszowskie MPK powoli wycofuje tego typu pojazdy z ruchu. Zastępowane są przez charakterystyczne, napędzane sprężonym gazem ziemnym, autobusy Jelcz M125M i Solaris Urbino 12 CNG.
Wszedłem do autobusu i przywitałem się z kolegami organizatorami. Szybko okazało się, że jestem jednym z pierwszych uczestników. Największa grupa kolegów z Krakowa jeszcze jechała w kierunku Rzeszowa opóźnionym pociągiem z Krakowa. Po kilkunastu minutach udało się skompletować całą ekipę. Nie było nas zbyt dużo, za to jednak większość uczestników stanowili miłośnicy z Krakowa, więc od razu zrobiła się miła atmosfera. W trasę wyruszyliśmy o godzinie 11. Pierwszym naszym celem był płatny parking w centrum Rzeszowa, usytuowany tuż pod bardzo charakterystycznym Pomnikiem Czynu Rewolucyjnego. Tam odbył się fotostop.
Po fotostopie ruszyliśmy na objazd miasta południową obwodnicą. Naszą uwagę natychmiast wzbudził niezły stan rzeszowskich ulic. Drogi, albo były dopiero po remoncie, albo właśnie prowadzono prace renowacyjne. W każdym razie, w oczy rzuciło nam się bardzo wiele tablic z żółtymi gwiazdkami, informujących o dofinansowaniu inwestycji przez Unię Europejską. Na kolejny fotostop zatrzymaliśmy się na przystanku przy alei Armii Krajowej. Niestety, wybór miejsca był dość nieszczęśliwy, gdyż autobus stał centralnie pod słońce.
Po zrobieniu zdjęć ruszyliśmy dalej. Nasz autobus skierował się w stronę pętli w Załężu. W drodze do naszego celu przejechaliśmy przez rondo, wyposażone tylko w dwa wjazdy i zjazdy. Organizatorzy wytłumaczyli nam jednak szybko, że kiedyś ma tu być podłączenie do obwodnicy Rzeszowa.Kilka minut później byliśmy na miejscu. Nawierzchnia pętli wyłożona została betonowymi płytami. Teren wokół niej okazał się być nieco bagnisty, więc co odważniejsi postanowili się wdrapać na betonowy walec, leżący tuż obok pętli w trawie.
Z Załęża ruszyliśmy na południe, w stronę przejazdu kolejowego. Z daleka widać było pociąg osobowy z Przemyśla na magistrali do Krakowa. Niestety, na przejazd dojechaliśmy dosłownie kilka sekund po przejeździe składu. Pozostało nam jedynie sfotografowanie naszego autobusu podczas pokonywania torów kolejowych.
Po pokonaniu torów kolejowych ruszyliśmy dalej na południe. Na kolejny fotostop zatrzymaliśmy się we wsi Krasne. Nasz autobus, po małych manewrach, zapozował do zdjęć przy słupie, na którym bociany uwiły sobie swoje gniazdo.
Ze wsi Krasne dojechaliśmy do drogi krajowej numer 4. Początkowo skierowaliśmy się w stronę Rzeszowa, jednak po chwili znów zjechaliśmy na jakąś boczną drogę. Kolejny fotostop odbył się we wsi Malawa. Zatrzymaliśmy się pod sklepem. Większość uczestników postanowiła wykorzystać ten moment na zrobienie małych zakupów. Niestety, asortyment wiejskiego sklepu zdecydowanie nas zniechęcił do jakichkolwiek zakupów.
Po chwili ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejny fotostop odbył się w Słocinie, gdzie nasz autobus pozował na tle kościoła św. Rocha.
Jako, że kościół był wysoki, a autobus stosunkowo blisko niego, część grupy zaczęła się rozchodzić w celu znalezienia odpowiedniego miejsca do zdjęć. Niektórzy, za żywopłotem wypatrzyli sklep, jednak znów asortyment nam się nie spodobał. W czasie, gdy większość kończyła robienie zdjęć, od strony Rzeszowa nadjechał gazowiec Jelcz M125M. Wszyscy natychmiast rzucili się do jego fotografowania. Zaraz też wsiedliśmy do naszego Jelcza i ruszyliśmy za gazowym odpowiednikiem. Kilka chwil po ruszeniu za naszymi plecami pojawiła się piękna panorama Rzeszowa, która towarzyszyła nam przez kolejne minuty. My jednak wspinaliśmy się w kierunku pętli Słocina Lasek, dokąd podążał uciekający gaz-Jelcz. Zanim jednak dojechaliśmy do celu, na krótką chwilę zatrzymaliśmy się jeszcze na jeden fotostop.
Podczas robienia zdjęć w tym miejscu zaczepił nas pewien dziadek. Z jego zachowania łatwo było wywnioskować, że gość obalił już dziś niejedną butelkę taniego wina. Facet bełkotliwie zakomunikował nam, że nie wolno robić zdjęć. Niestety, nie był w stanie już wyjaśnić, dlaczego. My za to ruszyliśmy dalej. W drodze do pętli w Słocinie oglądaliśmy stojące wzdłuż drogi domy, a właściwie pałace, które momentami były najlepszym dowodem totalnego bezguścia ich właścicieli. Po dotarciu na pętlę Słocina Las znów spotkaliśmy się z gazowym Jelcze M125M numer 664.
W tym miejscu rozpoczęła się półoficjalna część naszej imprezy czyli zwiedzanie rzeszowskich autobusów przez krakowską grupę uczestników wycieczki. Na pierwszy ogień poszedł właśnie gaz-Jelcz. Miłośnicy z Krakowa byli szczególnie zainteresowani tym typem autobusów, ze względu na fakt, że za pół roku podobne pojazdy mają pojawić się w naszym mieście. Wprawdzie wtedy jeszcze trwał przetarg na zakup autobusów napędzanych gazem CNG, jednak nikt nie miał wątpliwości, jakie pojazdy trafią do Krakowa. Tak więc grupa kilkunastu osób niemal jednocześnie rzuciła się do wnętrza gaz-Jelcza. Kierowca zdążył tylko zawołać, byśmy nie wchodzili do kabiny. Autobus przed naszym oblężeniem uratowała godzina odjazdu. Kierowca z dużą ulgą opuszczał pętlę w Słocinie. My po chwili również ruszyliśmy w dalszą drogę.
Wyjeżdżając ze Słociny zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę, by sfotografować nasz pojazd na tle panoramy Rzeszowa. Następnie skierowaliśmy się w stronę pętli w Zalesiu. Zanim tam jednak dotarliśmy, stanęliśmy na kolejne zdjęcia.
Kilka minut później byliśmy na pętli w Zalesiu. Na pętli spotkaliśmy kolejnego gaz-Jelcza numer 666.
Przy pętli w Zalesie szybko zlokalizowaliśmy sklep, tym razem bardzo dobrze zaopatrzony. Do zakupów zachęciła nas również działająca w sklepie klimatyzacja. Dzień był bowiem słoneczny i bardzo upalny, więc chwila w chłodnym pomieszczeniu bardzo się nam przydała. Po zrobieniu zakupów rozpoczęliśmy konsumpcję na pokładzie autobusu.
Po zwiedzeniu wschodnich obrzeży Rzeszowa przyszła kolej na odwiedzenie pętli leżących na południe od miasta. Na pierwszy ogień poszła pętla linii 8 w Białej.
Następnie skierowaliśmy się w stronę pętli Budziwój, gdzie dojeżdża linia 37. Podczas jazdy do celu na drodze zatrzymał nas sznur samochodów. Szybko okazało się, że jest to kolumna weselna, która postanowiła sobie zrobić tymczasową przerwę.
Kolumna nie zatrzymała nas jednak na długo i po chwili mogliśmy kontynuować jazdę do pętli linii 37 w Budziwoju.
Z pętli linii 37 pojechaliśmy na końcówkę linii 12, usytuowaną również w miejscowości Budziwój, lecz po przeciwnej stronie. Zaraz po nas na pętli pojawiła się normalna dwunastka, obsługiwana przez autobus Mercedes O405N. Dzięki temu przy okazji mogliśmy oglądnąć kolejny rzeszowski autobus. Zaraz po przyjeździe tłumek miłośników z Krakowa zabrał się do zwiedzania niespotykanego w naszym mieście Mercedesa.
Z Budziwoja udaliśmy się z powrotem do miasta, przejeżdżając jeszcze obok zalewu na Wisłoku. W centrum Rzeszowa skręciliśmy w aleję Niepodległości i zatrzymali na pętli linii 13. Tu znów wycieczka złożona w większości z krakowian zdecydowanie bardziej zainteresowała się gazowym Solarisem Urbino 12.
Podczas zwiedzania Solarisa naszą grupą zainteresował się kierowca, który widząc nasze zainteresowanie zaczął nieco opowiadać o swoim autobusie. Pan kierowca pokazał nam między innymi uszkodzenia nadwozia pojazdu, spowodowane przez złą nawierzchnię ulic w Rzeszowie. Pocieszyliśmy go, że w Krakowie z drogami jest jeszcze gorzej.
Pożegnaliśmy się z kierowcą i znów ruszyliśmy w stronę centrum. Teraz nadejść miał najbardziej nieoczekiwany i ekstremalny moment całej naszej imprezy. Jechaliśmy sobie spokojnie aleją Piłsudskiego, gdy ktoś nagle zauważył łódzkiego Jelcz M081MB numer 2633 wyjeżdżającego z ulicy Targowej na linii 35. Z tylniej części autobusu, gdzie ulokowali się miłośnicy z Krakowa, natychmiast poleciało gromkie "stóóóóóóóóóóóój". Nasz PR110U zatrzymał się w pierwszym możliwym miejscu, niemal na środku ulicy, a my natychmiast wybiegliśmy tylnimi drzwiami i już w szpalerze fociliśmy nadjeżdżającego Jelcza.
Po zrobieniu zdjęć wbiegliśmy z powrotem do naszego autobusu z hasłem na ustach "za tym Jelczem w ciąży". Chwilę później dogoniliśmy go na pętli przy dworcu kolejowym.
Również i w tym miejscu zrobiliśmy autobusikowi fotki. Kierowca, widząc nas, na wszelki wypadek wolał się ulotnić. My tymczasem dokonaliśmy abordażu pojazdu, przy okazji dość mocno go rozhuśtując. W końcu jednak wszystko sobie oglądnęliśmy i opuściliśmy pojazd. Kolejnym nieoczekiwanym punktem programu było oglądnięcie czegoś w rodzaju PKR-u, zlokalizowanego w kamienicy naprzeciwko dworca kolejowego. Po kilkuminutowym zwiedzaniu mogliśmy spokojnie ruszać w dalszą przejażdżkę po Rzeszowie. Kolejnym naszym celem okazała się być pętla "Cienista", położona tuż obok bramy cmentarza Wilkowyja. Na miejscu spotkaliśmy gazowego Jelcza M125M, którego już kiedyś widzieliśmy w Krakowie, kiedy przebywał na testach u nas w mieście.
Z Wilkowyji, leżącej na wschodzie Rzeszowa, udaliśmy się na przeciwległą stronę miasta, na pętlę "Miłocińska".
Tu niestety musiałem się pożegnać z resztą ekipy i pędzić na dworzec PKS. O 16 miałem bowiem autobus do Sanoka, którym umożliwiał mi dość dogodną przesiadkę na kurs do Myczkowa. Koledzy tymczasem pojechali jeszcze na dwa fotostopy i zjechali do zajezdni MPK przy ulicy Trembeckiego.
Na koniec chciałbym pozdrowić organizatorów, pochwalić ich za świetne przygotowanie przejazdu i podziękować za wspaniałą zabawę. Koledzy, mimo tego, że organizowali taki przejazd pierwszy raz, spisali się znakomicie, a nam jako uczestnikom pozostało cieszyć się piękną pogodą i jazdą kultowym Jelczem PR111U. Miejmy nadzieję, że koledzy z Rzeszowa nie spoczną na laurach i w przyszłym roku przygotują kolejną interesującą imprezę.

