Wydarzenia
Impreza SM30 do Szczucina - 10.06.2006
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: niedziela, 29, lipiec 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 1013
Linia kolejowa z Tarnowa do Szczucina jest jedną z wielu tras kolejowych w Polsce, na których w przeciągu minionej dekady zawieszono przewozy pasażerskie. Położona stosunkowo blisko Krakowa zawsze traktowana była przez miłośników kolei z Małopolski nieco po macoszemu. Wszyscy sądzili, że jeszcze "zdążą się nią przejechać". Niestety, nadszedł rok 2000 i nagle okazało się, że do Szczucina nie da się już dojechać pociągiem.
Sześć lat po zawieszeniu przewozów krakowskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei postanowiło zorganizować pociąg specjalny do Szczucina. Pretekstów do odbycia podróży było wiele, poza oczywistym faktem "zaliczenia" linii. W 2006 roku mija bowiem 100 lat od uruchomienia poczciwej "Szczucinki". Rocznica ta, jakże okazała, może być jednak ostatnią w historii jubilatki. Niestety, istnieją dość duże obawy, że linia ta dokładnie w swoje stulecie... przestanie istnieć. I to był niewątpliwie najważniejszy powód, dla którego postanowiliśmy się wybrać do Szczucina.
Pierwotnie, do Szczucina miał nas zawieźć wagon silnikowy SN61 z "ryflakiem". Niektórzy po cichu liczyli jednak, że wagon motorowy zastąpiony zostanie jednak lokomotywą spalinową. Na kilka dni przed imprezą okazało się, że w SN61 zepsuta jest skrzynia biegów, co w rezultacie wyeliminowało ten pojazd z wycieczki. W zamian zdecydowano się na podróż do Szczucina składem złożonym z lokomotywy SM30 i dwóch "ryflaków". Taki skład niewątpliwie bardziej przypominał normalne pociągi osobowe kursujące przed dziesięcioleciami na trasie z Tarnowa do Szczucina, stąd byłem z tej zamiany szczególnie zadowolony. Tym bardziej, że chyba żaden SN61 nigdy nie dojechał do Szczucina.
Po wielu tygodniach przygotowań i przesuwaniu terminów w końcu nadeszła sobota, 10 czerwca. Tuż po godzinie siódmej z dworcowych megafonów popłynął komunikat o wjeździe pociągu specjalnego do Szczucina na peron piąty. Miłośnicy, dotychczas błądzący po całej stacji, po chwili tam się zjawili i natychmiast zajęli najlepsze miejsca do sfotografowania wjeżdżającego, bardzo nietypowego jak na Kraków Główny, składu.
Punktualnie o godzinie 7:20 wyruszyliśmy w trasę. Początkowo wielu pasażerów pociągu miało pewne obawy, czy używana zwykle do manewrów lokomotywa, nie będzie sprawiać problemów przy "wyższych" prędkościach. Wszyscy szybko przekonali się jednak, że poczciwemu "SM-rodkowi" jazda z prędkością aż 50km/h bardzo dobrze służy. Po chwili jechaliśmy na Tarnów magistralą kolejową, po której rozkładowe pociągi pędzą z prędkością 120km/h. My poruszaliśmy się dwa razy wolniej. Na pierwszy postój zatrzymaliśmy się na stacji w Bochni. Chcieliśmy bowiem uwiecznić na zdjęciach nasz pociąg. Dodatkowo, w tym miejscu zaplanowano wyprzedzanie naszego składu przez rozkładowy pociąg osobowy. Ten po kilku minutach od naszego wjazdu do Bochni, również pojawił się przy peronie tutejszego dworca.
Po przepuszczeniu pociągu i zrobieniu zdjęć, ruszyliśmy dalej w stronę Tarnowa. Po chwili okazało się, że "po kółkach" depcze nam jakiś pociąg towarowy. Na magistrali przemyskiej zamontowana jest bowiem samoczynna blokada liniowa, w rezultacie czasem można zobaczyć światła kolejnego pociągu na szlaku. Z racji poruszania się przez nas z prędkością 50km/h pociąg towarowy nie miał żadnego problemu z dogonieniem nas. W końcu jednak, po dwóch godzinach jazdy, przybyliśmy do Tarnowa. Nasz pociąg wjechał na peron usytuowany tuż przy budynku dworca, z którego jeszcze sześć lat temu odjeżdżały pociągi do Szczucina. Niestety, tym razem na "klapkach" nie wyświetliła się już nazwa miejscowości docelowej.
Aby wjechać na linię do Szczucina, nasz pociąg zmienił czoło. Objechaniu składu przez SM30 towarzyszyło masowe focenie lokomotywy przez uczestników przejazdu. W końcu o godzinie 9:40 mogliśmy wyruszyć w dalszą drogę. Na stacji w Tarnowie do pociągu dosiedli się wszyscy chętni, którzy nie zdążyli na odjazd z Krakowa. W rezultacie w dwóch wagonach znalazło się ponad 100 miłośników kolei. Frekwencja, mimo zamiany SN61 na SM30, zdecydowanie przerosła oczekiwania organizatorów, co jednak nie specjalnie ich martwiło.
Linia z Tarnowa do Szczucina obecnie jest wykorzystywana wyłącznie przez pociągi towarowe. Niestety, wagony nie docierają już do samego Szczucina. Ponoć ostatni pociąg dojechał tam w styczniu tego roku. Mimo to, jak się później okazało, szyny na całej linii były wyślizgane. Tak więc coś przed nami musiało pokonać tę trasę wcześniej. Obecnie pociągi zdawcze docierają już tylko do Dąbrowy Tarnowskiej.
Po wyruszeniu z Tarnowa nasz pociąg skierował się w kierunku Szczucina. Po chwili minęliśmy przystanek Tarnów Północny, a nieco później kolejny przystanek Klikowa, po którym zachowało się niewiele śladów. Przejazd przez miasto zajął nam kilka minut. Tym bardziej, że przed każdym skrzyżowaniem z drogą zatrzymywaliśmy się, aby pracownik kolei mógł zamknąć rogatki. W końcu jednak szlabany się skończyły i odtąd przed każdym przejazdem trzeba było już tylko gwizdać. Każdy gwizd SM30 doprowadzał jednak pasażerów pociągu do śmiechu. Lokomotywa co chwilę wydawał odgłos... miauczącego kota. W niezłych nastrojach zatrzymaliśmy się na pierwszy fotostop na szlaku.
Robienie zdjęć zajęło nam stosunkowo dużo czasu. Każdy chciał bowiem wykorzystać każdą minutę świecącego słońca. Jak się okazało później, niestety nie mieliśmy go za wiele. Po zrobieniu zdjęć ruszyliśmy dalej, mijając Łukową Tarnowską, Łęg Tarnowski i Niedomice. Pasażerowie pociągu szybko zauważyli, że linia mimo dość niskiej prędkości szlakowej ( nawet 30km/h ) znajduje się jednak w stosunkowo niezłym stanie. Małą liczbę pociągów zdradzała jednak dość bujna roślinność. Krzaki rosnące przy torach co chwilę ocierały się o nasze wagony.
Na kolejne zdjęcia zatrzymaliśmy się dopiero na stacji w Żabnie. Dość sporą niespodziankę sprawił nam widok budynku stacyjnego, będącego w dość niezłym stanie, jak również wagonów towarowych stojących sobie przy rampie wyładowczej.
W tym miejscu warto wspomnieć, że przejazd pierwszym, od wielu lat, pociągiem osobowym na linii do Szczucina wywoływał niemałe zamieszanie i zainteresowanie w leżących przy szlaku wsiach i miasteczkach. Wiele osób cieszyło się na widok pociągu i pytało, kiedy na szlak wrócą rozkładowe składy. W Żabnie przywitała nas na przykład starsza pani, która myślała, że do wsi wjechał... "pociąg do Wadowic". Kolejne zdjęcia postanowiliśmy zrobić tuż za stacją.
Po opuszczeniu Żabna "Szczucinka" kieruje się na wschód, aby minąć przystanek w miejscowości Fiuk. Po przejechaniu kilku kilometrów, trasa znów skręca na północ i wjeżdża do Dąbrowy Tarnowskiej.
Stacja w Dąbrowie Tarnowskiej prezentuje się nieco gorzej niż w Żabnie. Wprawdzie budynek stacyjny jeszcze nie wygląda tak źle, za to wszystko jest totalnie zarośnięte. W Dąbrowie nie zabawiliśmy długo. Z powodu przeciągających się fotostopów nasz pociąg zarobił opóźnienie. Do przejechania pozostała jeszcze jedna trzecia część trasy, a według rozkładu już mieliśmy dojeżdżać do Szczucina. Tak więc trzeba było ruszać. Po ruszeniu z Dąbrowy wjechaliśmy na tę część "Szczucinki", po której nie kursują już pociągi towarowe. Linia jednak wciąż prezentowała się całkiem nieźle. Jak widać, wandale i złomiarze jeszcze tu nie dotarli. Mimo opóźnienia, nie mogliśmy sobie odmówić postoju w miejscowości Olesno Tarnowskie. Tym bardziej, że na miejscu przywitał nas zachowany w bardzo dobrym stanie budynek stacyjny.
Przed Szczucinem odbył się jeszcze jeden fotostop.
Bez fotostopu minęliśmy miejscowości Dąbrówki Breńskie, Mędrzechów, Kupienin i Delastowice. Wielka szkoda, że nie starczyło czasu na zatrzymanie się na kratownicowym moście nad rzeką Żabnica. Tuż przed godziną trzynastą, czyli jakieś pół godziny po planowanym rozpoczęciu powrotu do Tarnowa, w końcu osiągnęliśmy Szczucin.
Stacja w Szczucinie prezentuje się nieźle, chociaż cała pokryta jest trawą. Budynek stacyjny zachował się na szczęście praktycznie w niezmienionym stanie. Z powodu naszego przyjazdu na stacji pojawili się nawet tutejsi pracownicy kolei. Poza budynkiem, na stacji zachowała się również hala małej parowozowni. Niestety, po kolejce wąskotorowej, która docierała tu z Jędrzejowa, nie pozostało praktycznie żadnych śladów. Manewry na stacji zajęły nam prawie godzinę. Pociąg przestawiony został z jednego toru na drugi. Potem dokonano oblotu składu przez lokomotywę. Na koniec ustawiliśmy nasz pociąg, aby po raz ostatni uwiecznić skład osobowy na tle szczucińskiego budynku stacyjnego.
W drogę powrotną wyruszyliśmy kilka minut przed godziną czternastą. Nie zajechaliśmy jednak daleko. Na fotostop zatrzymaliśmy się tuż za stacją, w pobliżu jednego z kilku stawów znajdujących się w Szczucinie.
Focenie pociągu nad stawem zajęło nam bardzo dużo czasu, przez co nasze opóźnienie jeszcze bardziej się zwiększyło. Niestety, z tego powodu musieliśmy zrezygnować z kolejnych postojów. Na szczęście za oknami wagonów zaczęło padać, więc i tak ze zdjęć niewiele by wyszło. Ze Szczucina do granic Tarnowa zajechaliśmy mniej więcej w godzinę. Tuż przed Tarnowem zatrzymaliśmy się na krótki fotostop.
W Tarnowie byliśmy przed szesnastą. Na miejscu opuściła nas dość spora grupa uczestników, która postanowiła się przesiąść na pospieszny odjeżdżający do Krakowa. Niektórzy chcieli bowiem jeszcze zaliczyć linię do... Balic. Oblot składu zajął nam mniej więcej tyle samo czasu co rano. Oczywiście nie mogło obyć się bez zdjęć.
Organizatorzy mieli jeszcze w planie jeden fotostop - na przejeździe kolejowym w Kłaju. Mimo tego, że po "kółkach" znów deptało nam jakieś "brutto", a opóźnienie wynosiło już ponad dwie godziny, nie mogliśmy nie zatrzymać się na ostatnie zdjęcia.
Do Krakowa przyjechaliśmy kilka minut po godzinie osiemnastej. Wszyscy bardzo zadowoleni opuszczali nasz imprezowy pociąg, mając niestety świadomość, że to pierwszy i zapewne ostatni taki raz. Na koniec chciałbym podziękować organizatorom za super imprezę. Było naprawdę fajnie. Po raz kolejny doskonale się bawiłem, mam nadzieję, że nie ostatni raz.
A jaki los czeka "Szczucinkę"?? Trudno powiedzieć. Jedni mówią, że fizyczna likwidacja jeszcze w tym roku jest nieunikniona. Inni twierdzą, że może jednak pociągi osobowe jeszcze powrócą do Szczucina. Kilka lat temu planowano na tę linię skierować pojazd "Mitor", oparty o konstrukcję samochodu Żuk. Niestety, z tych pomysłów nic nie wyszło. Dziś do obsługi "Szczucinki" niezbędny jest szynobus. Ale jeżeli autobusów szynowych brakuje na linii do Balic, nie wspominając już o trasie z Chabówki do Nowego Sącza, to jakie szanse ma w tej konkurencji poczciwa linia z Tarnowa do Szczucina?? Miejmy nadzieję, że nasz przejazd nie był ostatnim na tej trasie. I że jeszcze kiedyś wrócimy pociągiem do Szczucina...

