Wydarzenia
IKARUSEM ekstremalnie cz.IV - 11.03.2006
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: środa, 15, sierpień 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 809
W sobotę, 11 marca 2006 roku, już po raz czwarty odbyła się impreza "IKARUSEM ekstremalnie". Tym razem postanowiliśmy zaliczyć wszystkie końcówki leżące na zachód od centrum Krakowa.
Cykl "IKARUSEM ekstremalnie" rozpoczęliśmy półtora roku temu, we wrześniu 2004 roku. Założeniem pomysłodawców było zaliczenie Ikarusem 280 - jednym z najbardziej kultowych autobusów komunikacji miejskiej, niedostępnych i leżących najdalej od centrum Krakowa pętli. Dotychczas odbyły się trzy imprezy, w czasie których zwiedziliśmy północno-wschodnie rubieże Nowej Huty (I impreza) oraz południowe obrzeża naszego miasta (II i III impreza). W tym miejscu nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić do przeczytania czwartej już relacji z imprezy "IKARUSEM ekstremalnie", która powoli staje się tak kultowa jak sam autobus, na pokładzie którego od półtora roku zaliczamy wszystkie trasy podmiejskie.
Organizowanie kolejnego przejazdu Ikarusem 280 nie nastręczyło nam większych kłopotów. Doświadczenie zdobyte przy okazji przygotowywania poprzednich imprez sprawiło, że tym razem cała wycieczka zorganizowana została w dosłownie 10 dni. Dokładnie tydzień wcześniej, wraz z kolegami Przemkiem Bąbką, Pawłem Paruchem i Kubą Gumułczyńskim przejechaliśmy całą trasę, którą za kilka dni mieliśmy pokonać Ikarusem. Pewne problemy sprawiło nam wprawdzie wydrukowanie ulotki, ale w końcu w piątek, dzień przed imprezą, wszystko było zapięte na ostatni guzik.
Tym razem w gronie organizatorów postanowiliśmy przyjechać na zajezdnię przed wszystkimi. Zasadą poprzednich imprez stało się już, że organizatorzy przybywają na miejsce jako ostatni. Impreza miała się rozpocząć o godzinie 10, więc my zdecydowaliśmy się stawić na Woli godzinę wcześniej. Punktualnie o 9:02 wysiedliśmy z autobusu linii 164. Po chwili ujrzeliśmy naszego imprezowego Ikarusa numer DK588. Zadbany autobusik, dopiero co po remoncie, ale mimo to wciąż z kultowymi dermowymi siedzeniami. To był właśnie idealny pojazd na naszą imprezę. I to właśnie on stał sobie spokojnie przed zajezdnią na Woli, godzinę przed rozpoczęciem imprezy!
Podeszliśmy do naszego Ikara. Pierwsze zdziwienie szybko zastąpione zostało niepewnością i zaciekawieniem - któż to prowadzić będzie dzisiaj przegubowca? Wprawdzie wcześniej sprawa ta po części została ustalana, chociaż nie do końca, więc dopiero widok wychodzącego z kabiny znajomego z III części kierowcy wprawił nas w doskonały humor.
Po przywitaniu się, wraz z kierowcą podeszliśmy do bramy zajezdni. Chcieliśmy bowiem pożyczyć kilka tablic na przejazd. Przy portierni spotkaliśmy pana Nazimka, który początkowo trochę obawiał się, że tablice nigdy więcej nie wrócą na zajezdnię. Po zapewnieniu jednak, że wszystkie blachy oddamy, mogliśmy pobrać kilka tablic, które jeszcze ostały się w zajezdni na Woli.
Tymczasem minęło kilkanaście minut i na miejsce zbiórki zaczęli się schodzić kolejni uczestnicy przejazdu. Aby skrócić sobie czas oczekiwania do rozpoczęcia imprezy, pan kierowca postanowił przedstawić nam pewną zagadkę matematyczną dotyczącą kupowania... wina. Zadanie okazało się być z jednej strony bardzo interesujące, z drugiej śmieszne, więc po chwili głośny chichot witał przybywających kolejnych wycieczkowiczów.
Punktualnie o godzinie 10, w doskonałych humorach, rozpoczęliśmy czwartą część cyklu imprez "IKARUSEM ekstremalnie". Naszym pierwszym celem tego dnia była pętla w Borku Fałęckim. Zanim tam jednak dojechaliśmy, trzeba było jeszcze zabrać jednego uczestnika imprezy, który czekał na przystanku "Rzemieślnicza" przy ulicy Wadowickiej. Tak więc po wyjechaniu z placu pod zajezdnią, skierowaliśmy się w ulicę Kamieńskiego, następnie skręcając na Rondzie Matecznego w Wadowicką i dalej w Zakopiańską. Uczestnik czekał na umówionym miejscu, więc w komplecie dojechaliśmy już do pętli w Borku.
Na miejscu podjechaliśmy na stanowisko numer 2, z którego jeszcze dziesięć lat temu odjeżdżały autobusy linii 119. Dzisiaj, miejsce to zajmuje linia 104 oraz nocny autobus numer 608. Po kilkuminutowym postoju ruszyliśmy na objazd Borku Fałęckiego. Po wyjechaniu z pętli skręciliśmy w prawo i przez Górę Borkowską dostaliśmy się na Kliny. Mieszkańcy tego osiedla zapewne nigdy nie widzieli przed swoimi domami autobusu przegubowego. Mimo to, Ikarus w ciasnych uliczkach sprawował się bez najmniejszego problemu.
Na fotostop zatrzymaliśmy się na jednym z przystanków na osiedlu Kliny. Tuż po ustawieniu się do fotografowania, zza zakrętu wyłonił się liniowy 151, więc uczestnicy imprezy mieli okazję sfotografować sobie oba pojazdy obok siebie.
Jelczyk na 151 pojechał sobie w siną dal, a my za nim. Początkowo mieliśmy pewne obawy, czy źle zaparkowane samochody nie zatrzymają naszego Ikarusa. Na szczęście jednak, przy krawężnikach nie było żadnego pojazdu i bez problemów wyjechaliśmy z Klinów. W dalszej części przejazdu postanowiliśmy podążać śladem uciekającego przed nami Jelcza na linii 151.
Tak więc na ulicy Zawiłej skręciliśmy w Żywiecką, zatrzymując się następnie na fotostop w Lesie Borkowskim.
Nasz autobus tym razem przyozdobiony został tablicą linii "cmentarnej" numer 905, której "blachę", tuż przed rozpoczęciem imprezy, wynaleźliśmy w schowku w zajezdni na Woli. Kolejny fotostop odbył się niewiele dalej. Przejechaliśmy całą Żywiecką i skręciliśmy w ulicę Kościuszkowców. Tym sposobem znaleźliśmy się chyba w najstarszej części Borku Fałęckiego i właśnie tu odbył się następny fotostop.
Robienie zdjęć nie zajęło nam w tym miejscu wiele czasu, więc szybko mogliśmy ruszyć dalej. Dojechaliśmy do Zakopianki. Trochę trudu zajęło nam włączenie się do ruchu, ale z pomocą przybył nam tu kierowca... prywatnej linii autobusowej konkurującej z MPK na trasach w gminie Świątniki Górne.
Przejechaliśmy obok pętli w Borku Fałęckim i po raz drugi tego dnia znaleźliśmy się na Górze Borkowskiej. Tym razem pojechaliśmy jednak prosto, po chwili mijając linię kolejową do Zakopanego oraz węzeł drogowy w Opatkowicach. Naszym kolejnym celem była pętla w Sidzinie, ale postanowiliśmy tam dojechać dokładnie po trasie linii 175, czyli robiąc małe kółko. Dlatego też po przejechaniu Opatkowic skręciliśmy z ulicę Poronińską. Na fotostop zatrzymaliśmy się na przystanku przy ulicy Smoleńskiego.
Przyjazd Ikarusa w ten rejon spowodował niemałe zmieszanie na twarzach pasażerów oczekujących na autobus linii 175 w stronę Borku Fałęckiego. Tak jak się można było spodziewać, minutę później z naprzeciwka nadjechał mały Jelcz i ledwo się wyminął z naszym Ikarem.
My po zrobieniu zdjęć powróciliśmy do naszego pojazdu i ruszyliśmy dalej. Z powrotem znaleźliśmy się na Zakopiance. Chwilę później ponownie byliśmy na tym samym skrzyżowaniu, na którym kilka minut wcześniej skręcaliśmy w Poronińską. Tym razem jednak nadjechaliśmy od strony Zakopanego i chcieliśmy wjechać w ulicę Taklińskiego. Zielone światło bardzo ułatwiło nam to zadanie. Ulicę Taklińskiego przejechaliśmy bez postoju. Na fotostop zatrzymaliśmy się za to przy jednej z wierzb rosnących przy ulicy Petrażyckiego.
Po zakończeniu robienia zdjęć ponownie zajęliśmy miejsca w Ikarusie. Cały czas zmierzaliśmy w stronę Sidziny. Postanowiliśmy uchwycić jeszcze nasz autobus podczas pokonywania wyjątkowo nierównego przejazdu przy przystanku kolejowym w Sidzinie. Kierowca zatrzymał przegubowca kilkadziesiąt metrów przed przejazdem i cała wycieczka udała się przez tory na drugą stronę, aby tam wyczekiwać na Ikarusa.
Przejazd kolejowy w Sidzinie jest wyjątkowo nierówny ze względu na profil torowiska, które w tym miejscu poprowadzone jest łukiem, stąd nachylenie torów. Z tego względu jezdnia na przejeździe musiała zostać odpowiednio ukształtowana, co niestety czasem powoduje "wieszanie" się dużych i niskich pojazdów. Przez przejazd ten kursuje linia numer 175 i MPK bardzo długo wahało się nad zastąpieniem Melonów obsługujących tę linię, nowymi Jelczami M081MB, których podwozie jest znacznie niższe. W końcu jednak skierowano tu małe Jelcze i na razie pokonują feralny przejazd bez większych problemów. Także nasz Ikarus nie miał tu żadnych kłopotów.
Autobus pokonał przejazd i zatrzymał się kilkadziesiąt metrów za nim, aby zabrać wszystkich uczestników. Jeszcze nie zdążyliśmy usiąść, a już trzeba było wysiadać. Dojechaliśmy bowiem na pętlę w Sidzinie. Tu odbył się pierwszy fotostop z cyklu "złamany przegubowiec".
Po Sidzinie przyszła kolej na Skotniki. Dojechaliśmy więc do drogi na Skawinę i ulicą Skotnicką podążyliśmy do pętli linii 106 "Skotniki Szkoła".
Jeszcze przed wjazdem na pętlę z okien autobusu wypatrzyliśmy dwa, całkiem porządne samochody, stojące tuż obok pojemników na segregowane śmieci. Właściciele owych pojazdów krzątali się przy koszach. Całą grupą zaczęliśmy się zastanawiać, czy oni wyrzucają, czy może wyjmują śmieci z tych kubłów. Może dorobili się takich samochodów dzięki systematycznemu oddawaniu makulatury do skupu?? Ale jednak okazało się, że wrzucali odpady do kubłów.
Cóż, czas nas gonił i trzeba było jechać dalej. Z pętli w Skotnikach skręciliśmy w lewo w ulicę Winnicką. Wprawdzie obecnie nie kursuje tutaj żaden autobus MPK, lecz w przeszłości na krótki czas pojawiały się linie numer 112 i 162. Właśnie z tego okresu pochodzi jedyny przystanek zlokalizowany przy tej ulicy. Niestety, od wielu lat nie korzysta z niego żadna linia.
Powoli dochodziło południe, a my również powoli zbliżaliśmy się do Tyńca, czyli półmetku naszego przejazdu. Po zrobieniu zdjęć Ikarusowi na Winnickiej ruszyliśmy w stronę ulicy Tynieckiej. Nie najechaliśmy się nią jednak zbyt długo, gdyż już w Kostrzu skręciliśmy w stronę pętli linii 162 zlokalizowanej w Podgórkach Tynieckich. Bardzo zaskoczył nas widok domów stojących wzdłuż ulicy Dąbrowa, które oddzielone były od jezdni całkiem sporym kanałem melioracyjnym. Stąd, do każdej z posesji poprowadzona jest solidna kładka. Tuż przed pętlą w Kostrzu minęliśmy się z liniowym 162. Kierowca autobusu widząc na horyzoncie Ikarusa na wszelki wypadek wolał poczekać w zatoce przystankowej. Po chwili byliśmy na pętli w Podgórkach Tynieckich. Tu odbył się kolejny fotostop.
Po zrobieniu zdjęć ruszyliśmy w drogę powrotną. Kolejny fotostop odbył się kilkaset metrów od pętli, na pierwszym przystanku w Podgórkach.
Po tym fotostopie w końcu opuściliśmy Podgórki, lecz i tak nie zajechaliśmy daleko. Zatrzymaliśmy się, bowiem przy pętli w Kostrzu. Tu odbył się nieco dłuższy postój.
Naszym następnym celem był Tyniec i przejazd trasą linii 203. Stąd, po dotarciu do skrzyżowania z ulicą Tyniecką skręciliśmy w lewo, przejechaliśmy pod obwodnicą autostradową Krakowa i po kilku minutach zatrzymaliśmy się w centrum Tyńca, na skrzyżowaniu ulic Bolesława Śmiałego, Benedyktyńskiej i Bogucianka, czyli na końcówce linii 203.
Tutejszy postój również zajął nieco więcej czasu, gdyż większość uczestników przejazdu popędziła do pobliskiego sklepu. Cóż, właściciele zanotowali chyba największe obroty w sobotę od wielu lat. A Ikarus, wraz z powrotem kolejnych uczestników z zakupami, zapełniał się chipsami, chrupkami i innymi lizakami.
W końcu wszyscy się zaopatrzyli, więc mogliśmy kontynuować naszą wycieczkę. Pętlę linii 112 w Tyńcu postanowiliśmy ominąć, bo i tak każdego dnia zajeżdżają tu Ikarusy, a my mielibyśmy problem z wyjazdem z tej końcówki w stronę Skawiny. Powoli zjeżdżaliśmy w dół po drodze bynajmniej nie pierwszej jakości. Na fotostop zatrzymaliśmy się przy przystanku "Podgórki Skawińskie". Początkowo myśleliśmy, że Ikarus przestawi jedno z drzew przy wjeździe na przystanek, lecz kierowca nie po raz pierwszy wykazał się doskonałymi umiejętnościami i po chwili autobus był na miejscu.
Kilka minut później kontynuowaliśmy naszą podróż w stronę Skawiny. Nie ujechaliśmy jednak daleko, ponieważ na naszej drodze, a właściwie nad nią, pojawił się ciepłociąg. Oczywiście nie mogliśmy nie sfotografować naszego Ikarusa w takim miejscu.
Po zrobieniu zdjęć ruszyliśmy dalej. Bez trudu pokonaliśmy przejazd przez stację w Skawinie. Samo miasto przejechaliśmy bez żadnego postoju. Skawinę odwiedziliśmy, bowiem na poprzedniej części naszego cyklu. Teraz ze względu na dużo gorszą pogodę, jak i goniący nas czas, nie było sensu zajeżdżać jeszcze raz pod budynek stacji w Skawinie, gdzie znajduje się końcówka linii 203.
Szybko więc podążyliśmy w stronę Krakowa. Na kolejny fotostop zatrzymaliśmy się na granicy Krakowa ze Skawiną, na przystanku w pobliżu domu jednego z kolegów, który uczestniczył w naszym przejeździe.
Po szybkim fotostopie ruszyliśmy dalej. Czekało nas bowiem jeszcze zaliczanie linii "salwatorskich" na drugim brzegu Wisły. Na węźle w Sidzinie zjechaliśmy na autostradę i tą drogą pokonaliśmy Wisłę. Tuż za stopniem wodnym "Kościuszko" zjechaliśmy z autostrady i podążyliśmy w stronę Piekar.
Tak rozpoczęliśmy drugą część naszej imprezy. Tuż po wjechaniu do Piekar po naszej lewej stronie wyłonił się przepiękny widok na górujący nad Wisłą Klasztor Ojców Benedyktynów w Tyńcu. Jechaliśmy przez wieś, lecz niestety nigdzie nie było miejsca, aby zatrzymać się i uchwycić nasz autobus z klasztorem w tle.
Kolejny fotostop odbył się w centrum Piekar.
Wraz z kolegą, zauważyliśmy, że tuż za rogiem roztacza się panorama wprost na klasztor. Podeszliśmy nieco bliżej wałów Wiślanych, lecz niestety nie znaleźliśmy miejsca na zawrócenie naszego pojazdu.
Mimo to kierowca nie chciał dopuścić do tego, abyśmy odjechali z tego miejsca bez zrobienia zdjęć naszego Ikarusa na tle Tyńca. To co się później stało, to istny rekord świata. Nigdy wcześniej nie widziałem, by ktoś przejechał autobusem przegubowym tak długi odcinek... tyłem.
Nasz kierowca podjechał do przodu tarasując całkowicie skrzyżowanie w środku Piekar. Po chwili wrzucił wsteczny i majestatycznie rozpoczął wycofywanie się w stronę wału wiślanego. Jechał tak chyba z 200 metrów. W końcu dotoczył się do zakrętu, przy którym nasz Ikarus idealnie pozował na tle klasztoru w Tyńcu.
Po zakończeniu zdjęć popędziliśmy do Ikarusa, aby pogratulować naszemu kierowcy. Niestety, nie chciał się zgodzić na prowadzenie Ikarusa przez resztę wycieczki tyłem. Bardzo zadowoleni ruszyliśmy dalej. Z Piekar pojechaliśmy do Ściejowic. Na fotostop zatrzymaliśmy się w centrum wsi przy remizie strażackiej. Jako tło, posłużył nam pałacyk, podobno aktualna siedziba jednego ze znanych polskich kompozytorów.
W Ściejowicach pożegnaliśmy się z linią 259. W dalszą drogę wyruszyliśmy trasą, a właściwie jednym z wariantów linii numer 239. Kolejny fotostop odbył się gdzieś między Ściejowicami, a Jeziorzanami.
Kolejne fotostopy odbywały się co kilkadziesiąt metrów, gdyż Jeziorzany to bardzo urokliwa wieś.
W Jeziorzanach pozostawiliśmy nasz autobus na pętli. Sami poszliśmy w stronę wałów wiślanych, by ustawić się w dogodnym miejscu do sfocenia naszego pojazdu. W tym momencie uczestnicy imprezy byli świadkami pierwszego przypadku zamawiania autobusu... przez telefon. Ikarus po minucie pokazał się na horyzoncie i majestatycznie przeparadował przez Jeziorzany.
Nasz pojazd przejechał obok nas i zaczął wdrapywać się na wał, a my pobiegliśmy za nim. Kierowca zatrzymał przegubowca dokładnie w najwyższym punkcie drogi.
Po wyjeździe z Jeziorzan ruszyliśmy trasą linii 239, którą autobus pokonuje dwa razy dziennie, po razie w każdą stronę. Droga początkowo biegnie wzdłuż wału wiślanego, by po kilkuset metrach skręcić w stronę Wołowic. Pomiędzy Jeziorzanami a Wołowicami nie ma zbyt wielu domów. Za to nadmiar jest pól, wśród których znajduje się kapliczka. Przy niej to właśnie postanowiliśmy się zatrzymać na kolejne zdjęcia.
Po kilku minutach jazdy w końcu dotarliśmy do cywilizacji, a właściwie do centrum Wołowic. Tu odbył się kolejny fotostop, oczywiście przy kapliczce w centrum wsi.
Po zaliczeniu Wołowic kontynuowaliśmy jazdę trasą jednego z wariantów linii 239. Dąbrowę Szlachecką przejechaliśmy bez postoju, gdyż nie zauważaliśmy nic, na tle czego nasz Ikarus wyglądałby interesująco. Kolejny fotostop odbył się na pętli w Powieszonie, który znajduje się pomiędzy Dąbrową Szlachecką a Jeziorzanami.
W Powieszonie na chwilę uwięziliśmy na pętli kierowcę jakiegoś samochodu osobowego, który zrobił tam sobie darmowy parking. Nasz Ikarus podjechał jednak kawałek do przodu, samochód był więc wolny, a my powoli zaczęliśmy zajmować miejsca w naszym pojeździe. Po opuszczeniu Powieszonu skierowaliśmy się przez Rączną w stronę Liszek. W Rącznej minęliśmy środek wsi. Planowaliśmy się zatrzymać przy kapliczce, ale jako że stała tyłem do naszego kierunku jazdy, zrezygnowaliśmy z tego. Na fotostop przystanęliśmy za to na przystanku "Stawiszki" na granicy Liszek i Rącznej.
Przystanek ten to istny rekord wszechczasów w byciu "frontem do pasażera". Znajduje się, bowiem w szczerym polu, gdzie poza przydrożnym krzyżem, nie ma praktycznie nic. Nasz kierowca przypomniał sobie jednak, że kiedyś wysadził tu jednego pasażera. Jako, że klimat tego miejsca bardzo nam się spodobał, postanowiliśmy tu zrobić sobie wspólne zdjęcie.
Powoli dochodziła godzina piętnasta, a my wciąż jeszcze mieliśmy sporo do zaliczenia. Po opuszczeniu Rącznej wjechaliśmy do Liszek. Na fotostop zatrzymaliśmy się w samym centrum wsi tuż przy kościele.
Po szybkim fotostopie ruszyliśmy na Czernichów. Jako, że droga na tym odcinku jest prosta jak strzała, a do tego biegnie w dół, nasz Ikarus w pewnym momencie zaczął osiągać dość pokaźne prędkości. Niech jednak lepiej pozostanie tylko w pamięci uczestników, ile wskazywał prędkościomierz na zjeździe w miejscowości Wyźrał. Kto nie był, to i tak nie uwierzy, że Ikarus potrafi tak szybko jechać. W ekspresowym tempie dotarliśmy do Czernichowa. Na fotostop zatrzymaliśmy się na pętli linii 229.
Czernichów stanowił tego dnia najbardziej wysunięty na zachód punkt naszej wycieczki. Po zrobieniu zdjęć rozpoczęliśmy więc powrót w stronę Krakowa, oczywiście wydłużając, jak tylko się da, drogę powrotną. Z Czernichowa wyjechaliśmy tą samą drogą, którą tam przybyliśmy. Jednak, już kilka kilometrów dalej, w miejscowości Zagacie skręciliśmy w lewo. Oczywiście nie mogliśmy sobie darować fotostopu na tle tablicy z nazwą miejscowości.
Po zaliczeniu Zagaci udaliśmy się drogą, z której nie korzystają autobusy MPK, do Nowej Wsi Szlacheckiej. Na miejscu zatrzymaliśmy się na fotostop na pętli linii 249.
Z Nowej Wsi Szlacheckiej ruszyliśmy trasą linii 249. Kolejne zdjęcia wykonaliśmy naszemu Ikarusowi w Kaszowie, gdzie kończy część kursów linii 249.
Po zrobieniu zdjęć w Kaszowie kontynuowaliśmy powrót do Krakowa. Po kilku minutach jazdy drugi raz tego dnia dotarliśmy do Liszek. Po raz kolejny zboczyliśmy z dróg, którymi kursują autobusy MPK. Chcieliśmy bowiem sfotografować nasz pojazd przy zalewie w Kryspinowie, a właściwie w Budzyniu.
Było już kilka minut po godzinie szesnastej, gdy dojechaliśmy niemal do granic Krakowa. Mimo złej pogody, na polu wciąż było stosunkowo jasno, więc postanowiliśmy podjechać jeszcze na pętlę przy Porcie Lotniczym w Balicach. Widok Ikarusa w tym miejscu, okazał się być niezwykłym, nawet dla oczekujących na przystanku... Japończyków. Jeden z nich nie omieszkał sfotografować nasz autobus.
Na pętli w Balicach nasz Ikarus przystrojony został oczywiście tablicą z linią numer... X08. Nie zabawiliśmy tam jednak zbyt długo, gdyż pasażerowie zaczynali wsiadać z bagażami do naszego pojazdu. Z Balic udaliśmy się na Bielany. Na pętli założyliśmy tablice linii 109.
Podczas focenia na Bielanach doszło niestety do pewnego, niezbyt ciekawego incydentu. Najpierw do naszego pojazdu próbowała zapakować się jakaś pani, ale szybko zrezygnowała. Znacznie trudniej było przekonać do opuszczenia Ikarusa jednego dresa, którego stan wyraźnie wskazywał, że jest on miłośnikiem różnych środków odurzających. Dresik, rzucając "mięsem" ile wlezie w końcu wyszedł z autobusu, lecz po chwili sam zatrzymał... patrol policji. Nasz kierowca szybko wytłumaczył panom policjantom, że nasz autobus to przejazd specjalny. Nie mamy jednak pewności, czy dresik nie kontynuował swojej podróży samochodem policyjnym i to w kierunku bynajmniej przez siebie niezaplanowanym. My pędziliśmy już dawno w dół z Bielan w stronę ulicy Księcia Józefa. Przed zakończeniem imprezy chcieliśmy jeszcze zaliczyć jedno miejsce... spokojnie... nie była to pętla linii 409 w Przegorzałach. Przy Moście Zwierzynieckim skręciliśmy w lewo i zaczęliśmy się wdrapywać na pętlę linii 100 pod kopcem Kościuszki. Nasz Ikarus ledwo zipał i już myśleliśmy że stanie. Wtem okazało się jednak, że kierowca wyjeżdża pod dość stromą górkę na... trzecim biegu. Po chwili byliśmy na miejscu.
Przy kopcu postanowiliśmy zabawić nieco dłużej. Tym bardziej, że po chwili z dołu nadjechała normalna setka. Niestety, całkowicie zagrodziliśmy pętelkę, na której zawracają liniowe autobusy, więc kierowca Melona musiał się męczyć zawracaniem "na trzy".
Melon podjechał na przystanek dla wsiadających, po czym jego kierowca z zaskoczoną miną przyleciał do naszego prowadzącego Ikarusa. Po chwili wyjaśniliśmy mu, co się tu dzieje. W międzyczasie większość uczestników wycieczki zapakowała się do... Melona. Czyżby chcieli zrobić nieoficjalną część imprezy "MELONEM ekstremalnie"? Nie do końca. Otóż, postanowili oni zjechać na dół i sfotografować Ikarusa na ulicy Malczewskiego. Nadeszła godzina odjazdu, więc kierowca setki powrócił do swojego załadowanego po dach Melona. Ja na wszelki wypadek poinformowałem uczestników wycieczki, podróżujących Autosanem, by nie zapomnieli nacisnąć przycisku sygnalizującego przystanek na żądanie. Melon pojechał, a nami zainteresowali się pracownicy firmy ochroniarskiej. Na szczęście ludzie Ci byli o kilka klas lepszymi ochroniarzami od ich kolegów z jednego z krakowskich hipermarketów, spod którego kilka miesięcy temu podczas nocki Manem SG242 zostaliśmy niemal wygonieni. Panowie ochroniarze zapytali się o co chodzi i bez problemów pozwolili nam odjechać. Po prostu byli ciekawi, skąd tyle ludzi wzięło się w tym miejscu w sobotnie popołudnie. Nasz Ikarus zawrócił na pętli i rozpoczęliśmy zjazd na dół. Szybko zauważyliśmy stojących przy drodze uczestników imprezy "MELONEM ekstremalnie". Zrobili sobie zdjęcia, po czym wszyscy zapakowali się do Ikarusa. Kilka minut później zajechaliśmy na pętlę na Salwatorze.
Tu odbył się ostatni fotostop. Większość uczestników imprezy tutaj postanowiła opuścić nasz pojazd. Pozostali dojechali do ronda Matecznego. Tylko kilku najwytrwalszych śmiałków wytrzymało do samej zajezdni na Woli Duchackiej.
Na tym kończy się relacja z czwartej części cyklu imprez "IKARUSEM ekstremalnie". Mam nadzieję, że wszystkim Uczestnikom przejazd się podobał, a wrażenia jeszcze długo pozostaną w Waszej pamięci. Tym razem nie mieliśmy już żadnych problemów z autobusem. Za to udało się nam zaliczyć niemal całą zaplanowaną wcześniej trasę. Pogoda niestety niezbyt nas rozpieszczała, za to jednak brak słońca umożliwiał zrobienie zdjęć w takich miejscach, w których przy lepszej pogodzie zapewne nie mielibyśmy szans na ładne fotki.
Na koniec jak zwykle podziękowania. Przede wszystkim dziękuję wszystkim Uczestnikom przejazdu za wyśmienitą zabawę, sprawny przebieg fotostopów i nie utrudnianie organizatorom pracy. Serdecznie dziękuję naszemu Panu Kierowcy, który po raz kolejny udowodnił, że można go postawić w jednym rzędzie z kierowcami z poprzednich imprez, z którymi mieliśmy już przyjemność pracować. Na szczególną pochwałę zasługuje jego mistrzowskie wycofywanie Ikarusem w Piekarach, gdzie dzięki sprawnej jeździe do tyłu przez ponad 200 metrów, mogliśmy wykonać ciekawe zdjęcia na tle klasztoru w Tyńcu. Jeszcze raz bardzo za to dziękuję!
Dziękuję również Zarządowi MPK S.A. w Krakowie za wypożyczenie autobusu, kierownictwu i pracownikom Stacji Obsługi i Zajezdni Wola Duchacka za wszelką pomoc i znakomite przygotowanie pojazdu do ekstremalnej jazdy.
Na jesieni czeka nas piąta już impreza z cyklu "IKARUSEM ekstremalnie". Tym razem wybierzemy się na zaliczanie linii podmiejskich mających swój początek w Bronowicach. Na razie dziękuję wszystkim za udział i do zobaczenia na kolejnych naszych imprezach!
P.S. Pozdrowienia dla Pana Nazimka. Wszystkie tablice oddaliśmy i odłożyliśmy na swoje miejsce :)

