/** */

Wydarzenia

IKARUSEM ekstremalnie cz.III - 25.09.2005

I tak trzecią imprezę z cyklu "IKARUSEM ekstremalnie" mamy już za sobą. Właśnie mija dokładnie rok, gdy rozpoczęliśmy nasz cykl. Pod koniec września 2004 roku pierwszy raz wyruszyliśmy na zdobywanie podmiejskich pętli autobusem Ikarus 280. Wtedy był to bieńczycki BK266, a zwiedziliśmy wioski znajdujące się na północny-wschód od Nowej Huty. Pół roku później przyszła kolej na południowo-wschodnie rejony Krakowa i podkrakowskich miejscowości. Tym razem cały dzień jeździliśmy wolskim Ikarusem numer DK234. Po roku od pierwszej imprezy znów wyruszyliśmy przegubowcem numer DK278 z zajezdni Wola Duchacka. Tym razem przez siedem godzin zaliczyliśmy wszystkie dawne i obecne końcówki na południowy-zachód od miasta.

 

Zapraszam do przeczytania relacji z trzeciej imprezy z cyklu "IKARUSEM ekstremalnie". Już teraz możemy powiedzieć, że przejazdy te stały się niemal tak kultowe jak sam autobus, a cały cykl imprez jest niewątpliwie klasą samą dla siebie... bo nic nie dorówna kilku godzinom spędzonym na pokładzie przegubowego Ikarusa i zaliczaniu najbardziej tajemniczych i niedostępnych zakątków sieci autobusowej krakowskiego MPK.

 

Tym razem nie mieliśmy dużego wyboru. Już w sierpniu doszliśmy do wniosku, że na jesieni 2005 roku zrobimy tylko jedną imprezę i to autobusową. Centrum Krakowa było całkowicie rozkopane i próby przejazdu specjalnego po zdziesiątkowanych trasach tramwajowych zakończyłyby się albo fiaskiem dla nas, albo paraliżem w centrum komunikacyjnym w mieście.
Na początku września złożyliśmy odpowiednie pismo w MPK i rozpoczęliśmy przejazd po miejscach, które za kilka tygodni chcieliśmy zaliczyć Ikarusem. W zasadzie tym razem wszystko szło bez większych problemów. Może poza zdobyciem naklejek z dawnymi liniami autobusowymi, które jednak w końcu udało się wydobyć ze schowka na Woli Duchackiej. Również z autobusem nie było większego problemu. Od początku chcieliśmy najbardziej "wypasionego" Ikarusa z Woli numer DK278. Mały problem był z kierowcą, ale kierownik zajezdni Wola Duchacka w końcu załatwił nam najlepszego człowieka.

 

W końcu nadeszła sobota, 24 września 2005 roku. Rano nad Krakowem panowała mgła, ale byliśmy spokojni o pogodę. Wkrótce miało się okazać, że podobnie jak dzień wcześniej, mgła opadła kilka minut po godzinie 10. Jechaliśmy z kilkoma kolegami w kierunku zajezdni na Woli. Raz w życiu chcieliśmy być przed uczestnikami imprezy. Jak to może być, że organizatorzy przyjeżdżają na miejsce na końcu, tak jak to było na nocce Manem?! Niestety, mimo przyjazdu o 9:25 pod bramę zajezdni na Woli, okazało się że na miejscu czeka już niemal komplet wycieczkowiczów. Ucieszeni tym faktem po chwili weszliśmy na teren zajezdni. Tuż za bramą zobaczyliśmy nasz autobusik wraz z kierowcą. Po krótkim przywitaniu, kierowca zabrał się za wyjeżdżanie autobusem na plac przed zajezdnię, a my podeszliśmy do stojaków z tablicami, aby wybrać odpowiednie "blachy".

Pierwsze i osta...

Jako, że do godziny rozpoczęcia imprezy było jeszcze 20 minut, część wycieczkowiczów podzieliła się na mniejsze grupki i rozmawiała ze sobą. Pozostali próbowali wykonać pierwsze fotki naszego imprezowego pojazdu. Kilka minut później zaczęliśmy powoli wsiadać do naszego pojazdu. O godzinie 10:00, zgodnie z podanym przez radio komunikatem GDR, wyruszyliśmy na trzecią imprezę "IKARUSEM ekstremalnie".

 

Naszym pierwszym celem było zaliczenie fragmentu trasy linii 145, którego nie udało nam się przejechać na poprzedniej imprezie. Stąd po opuszczeniu placu przy zajezdnia Wola Duchacka skierowaliśmy się w stronę ulicy Witosa, następnie Herberta, przez "cacy rondo imienia ZDiK", Myślenicką, po kilku minutach dotarliśmy do ulicy Sawiczewskich, gdzie odbył się pierwszy fotostop.

Pierwszy fotost...

Podczas fotostopu minął nas liniowy 145, więc niektórzy mieli okazję uchwycić na zdjęciach dwa autobusy numer 145. Po chwili ruszyliśmy dalej. Skręciliśmy w ulicę Landaua. Na kolejne zdjęcia zatrzymaliśmy się na początku ulicy Niewodniczańskiego.

Ikarus zwiedza ...

Na miejscu przywitały nas szczekające psy, a także zaciekawione dzieci. Zniechęceni głośną atmosferą szybko powróciliśmy do naszego pojazdu. Kolejny fotostop odbył się kilka minut później, na moście granicznym w Zbydniowicach między Krakowem a gminą Świątniki Górne.

Na moście w Zby...

Tu wprawdzie wywołaliśmy małe zamieszanie na drodze, ale Ikarus w tych okolicach nie zrobił żadnego wrażenia na stojącym tuż obok dziadku, który bez cienia zaciekawienia nadal pałaszował swoją kiełbasę. Po zakończeniu zdjęć ruszyliśmy dalej opuszczając na dłuższy czas granice administracyjne Krakowa. Naszym pierwszym celem była pętla linii 285 w Ochojnie. Aby do niej dotrzeć, trzeba było pokonać kilka wzniesień. Mimo wieku, nasz Ikarus radził sobie całkiem nieźle. Pierwszą "premię górską" pod remizą w Ochojnie osiągnęliśmy około godziny 10:30.

Ikarus pod remi...

W Ochojnie minął nas liniowy 225. My jednak skierowaliśmy się najpierw do Podstolic. Jest to jedna z wiosek podkrakowskich, do których już niestety nie dociera komunikacja autobusowa krakowskiego MPK. Kiedyś kursowała tu linia 235. Dojazd do Podstolic nie sprawił nam większych problemów. Znacznie gorzej było z zawróceniem na pętli w centrum miejscowości. W końcu jednak po krótkich manewrach udało się ustawić Ikarusa przodem do kierunku dalszej jazdy. Dodatkowo focenie ułatwił nam kierowca jednego busa, który na naszą prośbę szybko przesunął swój pojazd kawałek dalej, aby nie przeszkadzał nam w robieniu zdjęć. Niektórzy jednak w międzyczasie bardziej zainteresowali się pobliskim kurnikiem. Cóż, trzeba było niektórych wyprowadzić z błędu, że jajek nie robi się w fabryce...

Na dawnej pętli...

Po zakończeniu zdjęć i podziwianiu ptactwa domowego ruszyliśmy dalej. Przejechaliśmy przez wąskie uliczki wioski i zatrzymaliśmy się na fotostop pod kościołem w Podstolicach.

Ikarus na tle d...

Wszystko było dobrze, do czasu gdy postanowiliśmy ruszyć w dalszą drogę. Wszyscy zadowoleni załadowaliśmy się do autobusu, gdy okazało się że kierowca nie może zapalić silnika. Gdy w końcu udało mu się to zrobić, zaczęły się kłopoty z jazdą. Autobus wprawdzie ruszył, ale bardzo powoli. Tak dotoczyliśmy się kawałek dalej, wyjeżdżając z Podstolic. Tu niestety zatrzymaliśmy się na dłużej.

 

Kierowca wziął klucz i zaczął zaglądać pod klapę boczną Ikarusa. Szybko okazało się, że prawdopodobną przyczyną awarii jest obluzowanie cięgna pedału gazu. Silnik cały czas działał poprawnie, tyle że naciskanie pedału gazu nie dawało żadnego efektu. Na twarzach organizatorów zaczęło malować się małe zdenerwowanie. Na szczęście atmosferę rozładowywali uczestnicy imprezy, żartując, że to "planowana niespodzianka".

Na awarii w Pod...

W ruch niemal od razu poszły pomarańczowe kamizelki. Wprawdzie nie staliśmy w jakimś niebezpiecznym miejscu a drogą nie jechało za wiele samochodów, lecz i tak tarasowaliśmy jeden pas i trzeba było się pilnować. Kierowca tymczasem zaczął wzywać pomoc. O dziwo bez problemu udało mu się połączyć z GDR. O 11:08 zostało wysłane pogotowie techniczne. Tak więc mieszkańcy Podstolic mogli w tym dniu zobaczyć dwie ciekawostki. Najpierw pierwszy raz od wielu lat ujrzeli autobus MPK u siebie we wsi. Następnie zobaczyli pogotowie techniczne MPK. Jak na tak małą miejscowość tych wydarzeń było aż za wiele i pewnie do dzisiaj jeszcze o nas plotkują.

Na łące w Podst...

Uczestnicy imprezy tymczasem zaczęli sobie szukać czegoś do zabicia czasu. Część fotografowała się w kabinie kierowcy. Inni poszli na pobliską łąkę i korzystali z krótkiego obcowania z przyrodą. Po dwudziestu minutach "pogot" w końcu przyjechał. Co ciekawe, nie miał problemu ze znalezieniem nas.

Naprawiamy Ikar...

Awaria na szczęście okazała się łatwą do usunięcia. Mechanik poradził sobie z nią bez trudu, chociaż "gwarancji na swoją robotę" nie chciał dać. Podziękowaliśmy i szczęśliwi ruszyliśmy dalej. Wprawdzie mieliśmy jakieś 50 minut opóźnienia, lecz plan trzeba było realizować. A jeszcze tyle końcówek było przed nami. Wróciliśmy w rejon kursowania autobusów MPK. Kilka minut później dotarliśmy do dawnej pętli w Rzeszotarach, gdzie obecnie znajduje się tylko przystanek linii 225 i 285.

Słupek przystan...
Nasz Ikarus na ...

Na miejscu większe zainteresowanie wśród uczestników wywołało oczywiście coś innego niż nasz autobus. Tym razem były to napisy na wiacie przystankowej. Mimo tych problemów, w końcu wszystkim udało się zrobić ładne zdjęcia. Mogliśmy ruszać dalej. Naszym kolejnym celem miała być obecna pętla linii 215 w Rzeszotarach Panciawie. Postanowiliśmy do niej dotrzeć pewnym skrótem, czyli drogą, którą nigdy autobusy krakowskiego MPK nie kursowały. Kierowca niezbyt wiedział gdzie jest, ale spokojnie poprowadziliśmy go do celu. Po wyruszeniu z pętli rozpoczęliśmy kolejną wspinaczkę. Tak osiągnęliśmy drugą tego dnia premię górską w Rzeszotarach. Na fotostop zatrzymaliśmy się w najwyższym miejscu naszej trasy.

Ikarus wśród za...

Tu większe poruszenie wśród wycieczkowiczów wywołało... zaorane pole. Wszak w centrum Krakowa ciężko znaleźć coś takiego. Po kilku minutach focenia ruszyliśmy dalej. Na kolejnym skrzyżowaniu skręciliśmy w prawo i po kilku minutach zajechaliśmy na pętlę w Panciawie dokładnie z przeciwnej strony niż robią to autobusy MPK.

Pętla Rzeszotar...

Ledwo skończyliśmy robić zdjęcia, gdy na pętlę przyjechał liniowy autobus numer 215. Musieliśmy więc ruszać dalej. Bez większego trudu pokonaliśmy trzecią premię górską w Panciawie i po chwili pędziliśmy już w kierunku centrum Świątnik Górnych. Na kolejny fotostop zatrzymaliśmy się na pętli w jednym z najmłodszych miast Małopolski.

Na pętli w Świą...

Gdy Świątniki Górne stawały się miastem pod koniec lat dziewięćdziesiątych, jednym z objawów "miejskości" było... pozbycie się przez władze nowego miasta autobusów MPK i zastąpienie ich prywatnym przewoźnikiem. Po dwóch latach Świątniki ledwo wyprosiły w MPK wznowienie kursowania autobusów krakowskiego przewoźnika do swojej gminy. Dziś autobusy MPK w Świątnikach nie są niczym nadzwyczajnym, chociaż Ikarusa przegubowego chyba nigdy tu nie było. Po wykonaniu zdjęć niektórzy postanowili udać się do pobliskiej piekarni. Zakupili tam drożdżówki z podejrzanie zielonym nadzieniem. Wybiegając w przyszłość, zielone drożdżówki jednak nikomu nie zaszkodziły. Przez centrum Świątnik Górnych przejechaliśmy bez zatrzymania. Naszym kolejnym celem była pętla w Konarach, do której również planowaliśmy dotrzeć w dokładnie odwrotny sposób niż robią to autobusy MPK. Skręciliśmy w prawo i rozpoczęła się jazda w kierunku pętli. Z trudem zmieściliśmy się między drzewami, ale w końcu w całości dotarliśmy na końcówkę linii 265.

Na pętli w Kona...

Naszych wycieczkowiczów znów zainteresowało coś innego niż Ikarus. Otóż, zaczęli podziwiać tutejszy "PKR", który składał się z zielonej budki, służącej za ubikację. Po dokładnym "wymacaniu" obiektu ( nikt nie odważył się skorzystać ), większość uczestników ruszyła pieszo na miejsce kolejnego fotostopu, który miał się odbyć w najciaśniejszym miejscu między drzewami, które już raz kilka minut wcześniej pokonaliśmy. Organizatorzy wraz z kierowcą zaczęli się za to zastanawiać, jak wyjechać z pętli, bo pokonanie zakrętu o kącie 80˚ niezbyt mieściło się w naszej wyobraźni. Byliśmy nawet nastawieni na cofanie i kolejne manewry. Na szczęście rzeczywistość okazała się znacznie bardziej nam przychylna i bez problemu pokonaliśmy ów zakręt. Po chwili Ikarus znalazł się w najwęższym zakątku trasy.

Nie ma miejsc, ...

Na kilka minut nasz Ikarus zablokował ruch na tej jakże uczęszczanej arterii. Po wykonaniu zdjęć kierowca zjechał nieco niżej na mostek, gdzie odbył się kolejny fotostop.

Gdzieś między K...

Po kilku minutach w końcu jednak nadjechał jakiś maluch, więc musieliśmy ruszać dalej. Bez problemu powróciliśmy do drogi Świątniki - Mogilany i skierowaliśmy się w stronę tych drugich. Za nim jednak tam dotarliśmy, skręciliśmy jeszcze na pętle do Włosani. Na miejsce dojechaliśmy kilka minut później. Tam odbyła się dłuższa przerwa.

Ikarus na ciasn...

O godzinie 13:10 wyruszyliśmy w stronę Mogilan. Dotarliśmy do głównej drogi, która poprowadziła nas do celu. Przejechaliśmy po wiadukcie nad "Zakopianką" i po chwili byliśmy w centrum Mogilan. Na fotostop mieliśmy się zatrzymać w drodze powrotnej, więc bez postojów skierowaliśmy się do Bukowa. Na pętli znów musieliśmy trochę cofać, lecz na szczęście nie było to już aż tak skomplikowane manewry jak w Podstolicach.

Pętla w Bukowie...

Wszyscy skończyli robić zdjęcia, więc mogliśmy jechać dalej. Przed Mogilanami zatrzymaliśmy się na jeszcze jeden fotostop. Niestety, niezbyt dobra widoczność sprawiła, że nie udało nam się uchwycić Ikarusa z panoramą Skawiny w tle.

Między Bukowem ...

Kilka minut później dojechaliśmy do centrum Mogilan. Na miejscu przywitały nas tutejsze "dresy", które początkowo chciały wsiąść do autobusu, ale szybko wybiliśmy im ten pomysł z głowy. Później zobaczył nas tutejszy pijaczek, który najwyraźniej myślał, że śni mu się to na jawie, albo ma jakieś omamy po ostatniej popijawie. W każdym razie coś tam usiłował do nas wrzeszczeć, ale nie wiele mu z tego wychodziło i w końcu znów się zdrzemnął.

Ikarus na tle k...
Niektóre zdjęci...
Po prawej Ikaru...

Pobyt w Mogilanach znów zajął nam nieco więcej czasu. Zadowoleni z udanych zdjęć ruszyliśmy w końcu dalej. Aby nie krzyżować się z "Zakopianką" w jednym poziomie, pojechaliśmy na wiadukt. Wkrótce jednak pędziliśmy dwupasmówką w stronę Krakowa.

Na Zakopiance w...

Nasz Ikarusek w końcu mógł pokazać na co go stać, tym bardziej że ukształtowanie terenu i ilość pasów sprzyjała rozwijaniu dużych prędkości. W pewnym momencie zaczęliśmy nawet wyprzedzać samochody osobowe, których kierowcy z przerażeniem w oczach pozwalali się omijać. Szybko trzeba było jednak zwalniać, bo zbliżał się zjazd na Lusinę.

Wycieczkowicze ...

Do Lusiny znów postanowiliśmy dotrzeć w zupełnie inny sposób, niż czynią to autobusy MPK. Oczywiście na pętle zajechaliśmy od drugiej strony. Dużym zaskoczeniem był dla nas asfalt, którego jeszcze kilka tygodni temu tu nie było. Niestety, ktoś postanowił oszczędzić i położył asfalt dokładnie w taki sposób, aby mógł po nim przejechać co najwyżej Jelcz "w ciąży". Ikarus nie miał jednak wyjścia i też jakoś się zmieścił.

Na nowej pętli ...

Po skończeniu zdjęć w Lusinie pojechaliśmy na drugą pętlę, do której jeszcze niedawno dojeżdżały autobusy MPK. Kilka miesięcy temu linia 255 została bowiem przedłużona i obecnie przejeżdża przez starą pętlę, zatrzymując się jedynie na przystanku.

Stara pętla w L...

Na starej pętli w Lusinie uwagę wycieczkowiczów przykuła gazeta z... 1 kwietnia 2005 roku. Doszliśmy do wniosku, że w tej wsi kupują prasę raz na pół roku. Po zrobieniu zdjęć i przeczytaniu gazety ruszyliśmy dalej. Teraz czekało nas trudne zadanie. Aby dotrzeć do Sidziny Las, trzeba było pokonać "Zakopiankę" i to w jednym poziomie. Wprawdzie nie wywołaliśmy jakiegoś szczególnego zamieszania na drodze, jak również nic nie wpakowało się w nasz autobus, ale i tak kilku kierowców musiało na chwilę zwolnić. Po przejechaniu kilkunastu metrów dwupasmówki w stronę Zakopanego skręciliśmy na drogę do Sidziny.

Dawna pętla lin...

Na dawnej pętli w Sidzinie Las znów przywitały nas hałasujące psy. Na szczęście były jednak za płotem. W przeciwnym razie chyba nikt nie odważyłby się wyjść z Ikarusa. Na pętli w Sidzinie obecnie nie kończy żaden autobus. Kiedyś zawracał tu 165, który został przedłużony do Korabnik. Zmieniono mu do tego numer na 235. Gdy tylko wszyscy zrobili zdjęcia, ruszyliśmy dalej. Tylko kilkadziesiąt sekund zajęło nam przejechanie do Korabnik. Nie wjechaliśmy jednak na pętle, gdyż chcieliśmy mieć ładniej oświetlony autobus.

Fotostop w Kora...

Po Korabnikach przyszła kolej na dalszą część Skawiny. Kilka minut zajął nam przejazd do centrum tego podkrakowskiego miasta. Po chwili byliśmy na pętli linii 201. Na szczęście autobus liniowy właśnie odjechał, a jego miejsca nie zajął jeszcze żaden bus, więc mogliśmy spokojnie stanąć w zatoczce. Warto przypomnieć, że kiedyś na 201 kursowały liniowe Ikarusy 280. Było to jednak dawno temu.

Pętla autobusu ...

Czas nas gonił. Było już kilka minut po 15, a my mieliśmy jeszcze dwa żelazne punkty do zaliczenia: Krzywaczkę i Zelczynę. Rano, gdy zepsuł się nam autobus, zastanawialiśmy się w gronie organizatorów nad skróceniem trasy i zawracaniem w Radziszowie. Baliśmy się, że nasz Ikarus może ponownie odmówić posłuszeństwa i to w najmniej odpowiednim miejscu czyli właśnie w Krzywaczce. Jako, że jednak od naprawy pojazdu nie mieliśmy z nim żadnych problemów, podjęliśmy ryzyko. Wyjechaliśmy ze Skawiny i skierowaliśmy się w stronę Radziszowa. Po drodze widzieliśmy machających nam ludzi, którzy stali na przystanku i czekali na jakiś środek transportu. Jak się później okazało, za nami jechała liniowa 206. W Radziszowie minęliśmy kościół i zatrzymaliśmy się nieco z boku głównej drogi, tak aby nasz autobus był lepiej oświetlony.

W Radziszowie.

Wprawdzie lepsze oświetlenie Ikarusa kosztowało nas pojawieniem się pewnych obaw, czy wykręcimy i będziemy w stanie wrócić na naszą trasę, lecz po ruszeniu okazało się, że nasz autobus bez problemu pokonał ostry zakręt. Pędziliśmy dalej w kierunku Krzywaczki. Tuż przed pętlą w Radziszowie wyprzedziliśmy liniowy 206. Z tego powodu postanowiliśmy nie zatrzymywać się na pętli. Na fotostop stanęliśmy tuż za mostem przy pętli w Radziszowie.

W drodze do Krz...

Nasz Ikarus w promieniach zachodzącego słońca prezentował się bardzo ładnie. Uroku dodawała skoszona trawa, którą w dużych ilościach wnieśliśmy do autobusu po zakończeniu fotostopu. Krzywaczka zbliżała się coraz większymi krokami. Chwilę później dojechaliśmy do drogi Głogoczów - Wadowice. Jeszcze jeden zakręt i już byliśmy na głównej drodze przechodzącej przez wieś Krzywaczka. Na zdjęcia zatrzymaliśmy się oczywiście przy dawnej pętli.

Dawna pętla aut...

Autobus numer 206 przestał kursować do Krzywaczki w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Kiedyś była to najbardziej wysunięta na południe pętla, do której docierała stała i całoroczna linia krakowskiego MPK. Według słów naszego kierowcy, 206 zostało skrócone, ponieważ właściciel terenu nie chciał się zgodzić, aby zawracały tu autobusy. My nawet nie próbowaliśmy tu wjeżdżać. Wysokie krawężniki stanowią bowiem zbyt duże utrudnienie. Gdy większość fotografowała, niektórzy udali się do pobliskiego sklepu. Tutejszy spożywczy przeżywał chyba najlepsze chwile od dłuższego czasu. Uruchomili nawet drugą kasę. Gdy jedna z kasjerek zapytała się, skąd nagle wzięło się tylu ludzi z aparatami fotograficznymi, postanowiliśmy jej pokazać Ikarusa. Cóż, swoją szczękę zbierała z ziemi jeszcze przez jakiś czas. Do Krzywaczki dojechaliśmy bez problemu. Trzeba było stąd jeszcze wrócić do jakiejś cywilizacji. Mieliśmy upatrzony placyk nieco dalej tuż za kościołem. Obawialiśmy się tylko, żeby akurat we wsi nie było jakiegoś ślubu, bo oznaczałoby to nasze duuuuże kłopoty. Na szczęście po przejechaniu dwóch zakrętów okazało się, że placyk jest niemal pusty. Stał tam tylko jeden polonez z czterema tubylcami, którzy na widok zawracającego na klepisku Ikarusa ani myśleli się ruszyć. O mały włos im nie przestawiliśmy tego samochodu. Ale jak widać, właścicieli poloneza niewiele ruszało, bo ani myśleli zejść nam z kadru, gdy 30 osób nagle zaczęło ich focić razem z naszym Ikarem.

Zawracamy w Krz...

Po zrobieniu zdjęć rozpoczęliśmy mozolny powrót. Dojechaliśmy do głównej drogi, po chwili pędziliśmy już w stronę Radziszowa i Skawiny, gdzie skręciliśmy za zachód na Zelczynę. Zanim jednak skierowaliśmy się do naszego ostatniego celu, postanowiliśmy podjechać pod dworzec kolejowy w Skawinie, gdzie obecnie pętlę ma autobus numer 203.

Przed dworcem w...

Jako, że słońce w tym miejscu ładnie oświetlało nasz autobus, postanowiliśmy wykonać tu wspólne zdjęcie grupowe.

Uczestnicy trze...

Niestety nie mieliśmy czasu, by postać jeszcze trochę w Skawinie i degustować tutejsze zapiekanki. I tak zbyt długo ściągaliśmy naszych imprezowiczów z peronów skawińskiej stacji kolejowej. Za godzinę mieliśmy zjechać do zajezdni, a chcieliśmy zaliczyć jeszcze jedno miejsce - dawną pętlę w Zelczynie.
Kiedyś docierały tu dwie linie MPK: 203 i 701. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych skawińskie MZU uruchomiło własną linię kursującą z Korabnik do Zelczyny.

Na pętli w Zelc...

Naszych wycieczkowiczów, poza Ikarusem, zawsze interesowało wszystko dookoła. Dlatego, po zrobieniu zdjęć na pętli w Zelczynie zaczęli rozglądać się za innymi ciekawymi rzeczami w okolicy. Szybko coś znaleźli. Była to tablica z wyborczymi plakatami.

Podziwianie wyb...

Oglądanie plakatów nie trwało jednak zbyt długo. Tuż za naszym Ikarusem pojawił się bowiem Autosan obsługujący linię MZU. Kierowca zapewne pomyślał, że znowu jakiś "busiarz" podbiera nam klientów. Co ciekawe, po wyruszeniu z Zelczyny, Autosan szybko nas dogonił i niemal do zajezdni MZU nie odstępował na krok.

Ikarus na tle H...

Ostatni fotostop odbył się na parkingu przed zajezdnią MZU w Skawinie. Stanęliśmy tak, aby można było sfotografować Ikarusa na tle ruin Huty Aluminium. Uczestnicy imprezy, po wyjściu z pojazdu oczywiście skierowali się do bramy MZU. Co dziwne, siedział tam jakiś pan i nie miał nic przeciwko robieniu zdjęć ex-krakowskim autobusom kursującym obecnie po Skawinie. W dobie wszelkich zakazów i pozwoleń taka postawa bardzo nas zaskoczyła.

Byłe krakowskie...

Tak zakończyliśmy ostatni fotostop tego dnia. Rozpoczął się powrót do zajezdni na Woli Duchackiej. Zastanawialiśmy się, jak najlepiej dojechać do celu. Doszliśmy do wniosku, że najszybciej będzie obwodnicą autostradową. Tak więc nasz Ikarus już po raz drugi tego dnia miał się gdzie wykazać.

Na autostradzie...

Wprawdzie tu już nie wyprzedzaliśmy samochodów, ale z prędkością 80km/h dotarliśmy do zjazdu. Po chwili jechaliśmy już ulicą Herberta. Pod zajezdnią byliśmy kilka minut przed siedemnastą. Podziękowaliśmy wszystkim uczestnikom i kierowcy. Tak zakończyła się kolejna, trzecia już impreza z cyklu "IKARUSEM ekstremalnie".

Nasz Ikarus tuż...

Impreza "IKARUSEM ekstremalnie" po raz kolejny wyszła wyśmienicie i jeszcze raz utwierdziła nas w przekonaniu, że nasz pomysł sprzed roku był bardzo dobry. Awaria w Podstolicach nikomu nie popsuła humoru, a nasz Ikarus wiózł nas bez żadnych problemów przez resztę dnia. Wprawdzie, z powodu braku czasu, nie zaliczyliśmy kilku miejsc, lecz obiecuję wszystkim, że na wiosnę kolejnego "IKARUSA" zaczniemy właśnie od tych końcówek. Tym razem na pokładzie Ikarusa podróżowało 30 osób. Piękna pogoda sprawiła, że impreza ta, podobnie jak dwie poprzednie, znów zachowa się w pamięci jeszcze przez długi czas.

 

W tym miejscu jak zwykle zostają podziękowania. Dziękuję więc wszystkim uczestnikom imprezy za doskonałą zabawę, dyscyplinę podczas fotostopów i miłą atmosferę. Dziękuję kolegom organizatorom za pomoc. Dziękuję Panu Kierowcy, który mimo początkowego przerażenia w oczach ( "raaaaany boskie kogo ja wiozę?!" ) z każdym kilometrem czuł się coraz pewniej. Dzięki Jego kunsztowi mogliśmy odwiedzić wszystkie zaplanowane miejsca i szczęśliwie powróciliśmy do zajezdni na Woli Duchackiej.

 

Dziękuje kierownictwu Stacji Obsługi Wola Duchacka za przygotowanie autobusu oraz kierownikowi Zajezdni Wola Duchacka za polecenie nam świetnego kierowcy, który swoją fachowością tylko potwierdził zapewnienia kierownika sprzed kilku dni. Dziękuję Zarządowi MPK S.A. w Krakowie za udostępnienie nam autobusu Ikarus 280 po przystępnej cenie. Na koniec dziękuję panu Mariuszowi Szałkowskiemu za pomoc w przygotowaniu imprezy i czuwanie nad nią do ostatniego dnia, a także panu Jackowi Kołodziejowi za pomoc w przygotowaniu brakujących tablic.

 

Na koniec wypada mi dodać, że imprezy "IKARUSEM ekstremalnie" znów okazały się być klasą samą dla siebie, a autobus Ikarus 280 podtrzymał opinię najbardziej kultowego pojazdu komunikacji miejskiej. Tak się robi po prostu najlepsze i niezapomniane imprezy. Cieszę się, że mogłem w tym uczestniczyć i że znów wyszło to tak dobrze.

 

Najprawdopodobniej była to ostatnia impreza komunikacyjna w tym roku. Niedługo jednak obchody 130-lecia istnienia komunikacji w MPK. Później ciekawe rzeczy zapowiadają się na Dzień Kolejarza. Stąd już niedaleko do stycznia, a w styczniu wracamy na tory tramwajowe. Jak zwykle, przywitamy nowy rok na pokładzie tramwaju podczas styczniowej "Nocki". Jaki to będzie tramwaj, czas pokaże. A już kilka tygodni później, w marcu czwarta części "IKARUSEM ekstremalnie". Tym razem wybierzemy się na zwiedzanie zachodnich rubieży miasta. Zaczniemy od Borku Fałęckiego, zaliczymy Kliny, Tyniec, Podgórki Tynieckie. Następnie przejedziemy Wisłę i rozpoczniemy objazd po pętlach linii 2x9. Jakim autobusem pojedziemy, czas pokaże. Jest jednak szansa, że ponownie wybierze się z nami nasz kierowca.

Zaloguj się, aby dodawać komentarze.

Zdjęcie tygodnia

Zaloguj się

Odwiedza nas 414 gości oraz 2 użytkowników.