Wydarzenia
Krakowska Linia Muzealna 2005 - wakacje 2005
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: niedziela, 30, wrzesień 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 1218
W niedzielę, 28 sierpnia, stare tramwaje po raz ostatni w tegoroczne wakacje pojawiły się na linii numer 7. Przez dwa miesiące eNka, obie stodwójki oraz skład "norymberg" co niedzielę kursowały na siódemce. Był to trzeci z kolei, zakończony również pełnym sukcesem, sezon Krakowskiej Linii Muzealnej.
Krakowska Linia Muzealna, która funkcjonuje w naszym mieście od dwóch lat, w tym roku również przez dwa miesiące cieszyła oko wszystkich miłośników starych tramwajów. Zapraszam do relacji z tych 10 niedziel i jednego poniedziałku, które spędziliśmy na pokładzie eNki.
PRZYGOTOWANIA
Przygotowania do Krakowskiej Linii Muzealnej 2005 rozpoczęły się w tym roku wyjątkowo wcześnie, bo już w maju. Raz w życiu chcieliśmy coś zrobić na czas, by później nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę. Niestety, z tym znów wyszło nam tak jak zwykle. Na szczęście w parze szedł również efekt, który ponownie okazał się być jak najlepszy.
Załatwianie tegorocznej KLM rozpoczęło się oczywiście od wizyty w budynku przy ulicy Brożka. Dyrekcja bez problemów wyraziła zgodę na kolejne wakacje ze starymi tramwajami. Tym razem jednak pojawiła się pewna nowość. Rzecz, którą już dawno chcieliśmy przeforsować, a której możliwość załatwienia pojawiła się dopiero po ubiegłorocznych "aferach" z pasażerami z Rakowickiej. Usłyszeliśmy więc, że "trzeba dać odetchnąć pasażerom dwójki" i "w tym roku eNka będzie jeździć na siódemce". Zadowoleni z takiego obrotu sprawy postanowiliśmy iść na fali sukcesu i poprosić o kolejną rzecz, dwie brygady obsługiwane przez stare tramwaje. Tym sposobem najważniejsze zostało załatwione. Pozostała jeszcze kwestia reklamy, ulotek, plakatów i tablic, z czym był największy problem.
Na dwa tygodnie przed rozpoczęciem funkcjonowania KLM w tym roku byliśmy niemal codziennymi gośćmi zarówno drukarni jak i drugiego piętra biurowca MPK. Pierwsze plakaty reklamowe pojawiły się w formie komunikatów na przystankach siódemki równo 10 dni przed rozpoczęciem kursowania na niej starych tramwajów. Wkrótce plakaty pojawiły się również w punktach biletowych MPK oraz w niektórych wagonach. W międzyczasie powoli ruszała strona KLM. Dzięki temu o kolejnym sezonie Krakowskiej Linii Muzealnej wiedzieli niemal wszyscy.
Nieco gorzej było z malowaniem tablic. Nasze pierwsze kontakty z niemal historycznymi, dwudziesto czy trzydziestoletnimi szablonami, zachowanymi w zajezdni w Nowej Hucie, okazały się być istną katastrofą. Z pomocą przyszli jednak pracownicy MPK. Dowiedzieliśmy się na przykład, że farba powinna być nieco gęściejsza niż dotąd stosowaliśmy. Apogeum nadeszło w sobotę, 25 czerwca, gdy w ostatniej chwili usiłowaliśmy poprawić tablice, które za kilka godzin miały znaleźć się w eNce. Jeden z panów malarzy, widząc nasze wysiłki, wziął własną farbę i pomalował nam tablicę. Dzięki niemu, godzinę później mogliśmy odbić szablon. Wyschnięte tablice, następnego dnia niemal w ostatniej chwili, z Huty do zajezdni w Podgórzu dostarczył jeden z kolegów. Dzięki temu, 26 czerwca mogliśmy spokojnie wyruszyć na podbój Krakowa...
PIERWSZY DZIEŃ
Nadszedł w końcu pierwszy dzień Krakowskiej linii Muzealnej w sezonie 2005. W niedzielny słoneczny poranek, 26 czerwca, przybyliśmy do zajezdni w Podgórzu tuż po godzinie ósmej. Wyjazd na miasto planowany był o 8:20, więc mieliśmy kilka minut, by założyć przygotowane dzień wcześniej tablice. Na szczęście obyło się bez większych problemów i skład eNek po chwili był odpowiednio "udekorowany" i gotowy do całodziennej służby.
Niestety, jak widać po zdjęciach, pogoda szybko się popsuła. Wzorem roku ubiegłego, znów nie mieliśmy szczęścia do słońca. Gdzie te czasy z roku 2003, gdy przez dwa miesiące tylko przez jedną niedzielę padało...
Pierwszy dzień działalności KLM w wakacje 2005 roku minął spokojnie. Wagony, po rocznej przerwie, sprawowały się nieźle. Tylko obsługa trochę się namęczyła. Siódemka, to już nie dwójka, gdzie postoje trwały dłużej niż jazda. Krótkie czasy przejazdu, duża ilość pasażerów, a także niewiele czasu na końcówkach, to problemy z którymi spotkaliśmy się pierwszego dnia na siódemce. Początkowe opóźnienia szybko dało się jednak zniwelować. Z każdym kursem wiekowe eNki przyjeżdżały na przystanki coraz bardziej punktualnie. W kolejne niedziele nie było już problemów z utrzymaniem rozkładu jazdy.
WYJAZDY I ZJAZDY DO ZAJEZDNI
Każdy tramwaj swoją służbę rozpoczyna od wyjazdu na linię. My również nie mieliśmy innego wyjścia i na miasto musieliśmy jakoś wyjechać. O ile zjazdy w każdą niedzielę odbywały się tą samą trasą, o tyle z wyjazdami bywało różnie. Zacznijmy od tego, jak miało być. W rozkładzie napisane było wyraźnie - jechać przez Kapelankę. Tak więc czyniliśmy niemal do końca lipca.
Już w pierwszą niedzielę przypomnieliśmy sobie ubiegły rok, gdy z powodu remontu Kalwaryjskiej nie mieliśmy innego wyjścia i wyjeżdżaliśmy przez Kapelankę. Najlepszy z tego wszystkiego był łuk przy Tesco, na którym eNka niemiłosiernie piszczała, budząc pobliskie osiedla. Później "płynęliśmy po wzburzonym morzu", by w końcu dojechać na Rondo Grunwaldzkie. Stąd już było prosto na Dąbie.
24 lipca eNka wyjeżdżała przez Kapelankę po raz ostatni. Kilka dni później rozpoczął się bowiem remont torowiska na tym ciągu. Nie było więc innego wyjścia i trzeba było zmienić trasę wyjazdu. Robiliśmy to już wbrew temu co pisało na rozkładzie, gdyż nikt przez całe wakacje nie zmienił trasy wyjazdu. Do historii przeszły więc słynne słowa: "Jedźmy przez Kapelankę. Najwyżej zgłosimy dyspozytorowi brak... torowiska".
Braku torowiska nigdy jednak nie zgłosiliśmy. Za to od tego czasu co niedzielę wyjeżdżaliśmy przez ulicę Kalwaryjską. I tylko ten odcinek pokrywał się do końca wakacji. Później było na zmianę. Albo przez Limanowskiego i Starowiślną, albo przez Krakowską i Dietla.
Zjazdy, tak jak napisałem wcześniej, zawsze odbywały się tą samą drogą. Z Dąbia jechaliśmy do Dietla, później skręcaliśmy w Starowiślną i przez Limanowskiego i Kalwaryjską zmierzaliśmy do Podgórza.
Podobnych dylematów nie mieli motorowi z Nowej Huty. Tu jednak również pojawiały się pewne niuanse. O ile zjazdy odbywał się normalnie przez Plac Centralny i aleję Solidarności, o tyle podczas wyjazdów tramwaje linii siedem kursowały przez Ujastek, Kopiec Wandy i ulicę Ptaszyckiego. Tak było napisane w rozkładzie, więc tak jeżdżono.
PASAŻEROWIE
O pasażerach podróżujących starymi tramwajami można by pisać książki. Przyzwyczailiśmy się już do tego w ubiegłych latach, więc różne, często dziwne komentarze ludzi jadących siódemką raczej nas nie dziwiły. Oczywiście, zdarzały się opinie krytyczne. Przeważnie wtedy, gdy z którymś z tramwajów coś się działo. Awarie jednak się zdarzają, niezależnie od tego, czy jedzie stary tramwaj. Najlepsza w tym względzie była jedna z pasażerek. Z wielkim oburzeniem zwróciła się do motorniczego eNki, bo "tramwaj 74 nie przyjechał". Tramwaj nie przyjechał, bo stał w tym czasie odstawiony na "pieskach" na Krowodrzy. Czemu jednak pani ta uważała, że to wina eNki na siódemce, do dziś nie udało się nam dowiedzieć. Za to niedoszła pasażerka linii 74 w ramach protestu nie wzięła ulotki od członka obsługi konduktorskiej, o czy była łaskawa powiadomić cały wagon mimo panującego w środku dość sporego hałasu. Zdarzali się oczywiście inny pasażerowie. Na przykład jeden z własnym... siedzeniem. W ostatni dzień wsiadł do doczepy pewien pan z dopiero co zakupionym fotelem. Jako, że w środku było już trochę pasażerów, ów osobnik ulokował się na tylnim pomoście, siadając na własnym krześle. Przejechał kilka przystanków po czym zadowolony wysiadł.
W tym roku na szczęście nie było już niezadowolonych pasażerek, których córki wypisywały listy do gazet, że zamiast starych tramwajów chcą niskopodłogowe Bombardiery. Za to zdarzyła się pani, która przejdzie chyba do historii wszelkich możliwych absurdów. Otóż, w drugą niedzielę funkcjonowania KLM, pod Pocztą Główną wsiadła staruszka. Owszem, jazda tramwajem bardzo się jej podobała. Stwierdziła tylko, że "tramwaj ten jest za długi na tę linię". Co lepsze, następnego dnia pani ta zadzwoniła do MPK ze skargą, że krakowski przewoźnik puszcza w niedzielę za długie składy na miasto. Niestety, panu obsługującemu wtedy telefon w MPK, nie udało się dowiedzieć, co jest złego w tym, że na linii pojawia się większy tabor.
PIZZA
Pizza, to nowość, która pojawiła się na eNce dopiero w tym roku. Wprawdzie, pod koniec funkcjonowania KLM w 2004 roku, raz czy dwa razy zamawialiśmy pizzę na Salwatorze i po zrobieniu jednego kółka odbieraliśmy ją. Dotychczas jednak, nikt nigdy nie zamawiał pizzy do tramwaju. Cóż, początki były trudne. Trzeba było wykonać telefon do pizzerii, po czym przez dwa przystanki tłumaczyć, że to nie jest tak jak w tym kawale: "Wsiadło dwóch studentów i jeden przy kasowaniu biletu mówi do kasownika - poproszę dużą zapiekankę. Przystanek dalej, przy totalnym zdziwieniu reszty pasażerów, do autobusu wsiadł kolega i zapytał - kto zamawiał dużą zapiekankę?...". My zamawialiśmy tę pizzę całkiem poważnie. "Na 14:12 na pętlę Dąbie do zabytkowej siódemki". W pierwszą niedzielę przyjechał gość z pizzami, ale humor mu się poprawił dopiero po ujrzeniu nadciągającego składu eNek na horyzoncie. Z każdym tygodniem było jednak lepiej. Później już w pizzerii wiedzieli "aaaaa do zabytkowej siódemki?" i wszystko było OK.
AWARIE
Awarie zdarzają się zawsze, także na kursach KLM, o czym mogliśmy się przekonać także w tegoroczne wakacje. Większa ilość starych wagonów na trasie, to także większe prawdopodobieństwo problemów z nimi. Na szczęście w tym roku nie zwiększyła się długość listy awaryjnych zjazdów eNki. Przypomnijmy, że listę tę zapoczątkowaliśmy rok temu, gdy eNka w pierwszą niedzielę nie wytrzymała i na dwa kółka przed końcem służby awaryjnie zjechała do zajezdni z dwójki. W tym roku nie mieliśmy już aż takich, co nie oznacza, że stare tramwaje nie psuły się. W eNce jedynym problemem były kłopoty z niskim napięciem. Na szczęście siadało ono zwykle w połowie służby i akumulatory wytrzymywały do końca dnia obciążenie wywołane kasownikami.
Wóz 102N numer 203 sprawował się tego lata bez zarzutu. Także skład T4+B4, który pojawił się na mieście dwa razy, kursował bezawaryjnie, chociaż 15 sierpnia uszkodzone zostały jedne drzwi. Pani motorowa użyła jednak odpowiedniej naklejki informującej o nieczynnym wyjściu i bez kłopotu zakończyła swoją służbę na "norymbergu".
Niesławny rekord w awariach pobiła niestety nasza ulubienica, Stodwójeczka numer 210. Tramwaj ten pojawił się na mieście w lipcu. Później nie było go przez trzy tygodnie. Gdy w końcu znów wyjechał 14 sierpnia, zepsuł się niemal przed końcem służby. Do historii przeszły wtedy pamiętne zdjęcia, spychanej przez Wiedeńca numer 111 na Rondo Mogilskie, Stodwójki.
Stodwójka bez problemów dojechała na Dąbie około godziny 15. Nic nie wskazywało, że zaczną się problemy. Z pętli ruszyła o czasie. Podjechała na przystanek na Dąbiu i... tu już została. Mimo usilnych starań motorowego, wagon nie chciał ruszyć. Po kilku minutach podjęto decyzję o podłączeniu 102Na ze stojącym za nim wozem E1 numer 111. Taki niecodzienny skład ruszył chwilę później w stronę Ronda Mogilskiego.
Na Rondzie Mogilskim odczepiono Wiedeńczyka, który szybko wrócił na linię. Stodwójka poczekała na holownik, który ściągnął ją do zajezdni. Następnego dnia wagon był już sprawny i odbywał próbne jazdy po mieście.
Z racji tego, że Stodwójka ta rzadziej bywała na mieście niż 102N numer 203, podjęta została decyzja o wysłaniu na siódemkę, 21 sierpnia, wagonu 210 zamiast 203. Tramwaj tym razem wytrzymał cały dzień, lecz także pojawiły się pewne problemy.
To samo stało się w ostatni dzień, 28 sierpnia. Tym razem Stodwójka nie dokończyła kursu, zjechała na Dąbie, gdzie jednak ją uruchomiono. Wagon powrócił na linię i zaczął gonić opóźnienie.
KOLEJNE NIEDZIELE
Pierwszą niedzielę mieliśmy za sobą. Przyszedł czas na kolejne. Założenie od początku było takie, że skład eNek miał kursować co tydzień. Z kolei zajezdnia Nowa Huta miała wysyłać na miasto na zmianę wóz 102N oraz 102Na. Trzymano się tego ściśle, poza trzema wyjątkami. Pierwszym z nich był okres, w którym przez trzy tygodnie z Huty wyjeżdżał wóz 102N. Nie udało się nam dowiedzieć, czemu nie wystawiono wozu 210. Z tego względu, a także z powodu niedokończonej dniówki 14 sierpnia, podjęta została decyzja o wysłaniu w dniu 21 sierpnia właśnie wagonu 102Na zamiast 102N.
15 SIERPNIA
W tegoroczne wakacje zabytkowe tramwaje wyjeżdżały na miasto przez 10 niedziel, a także w jeden poniedziałek. W tym roku bowiem 15 sierpnia wypadał właśnie w poniedziałek. W dniu tym komunikacja funkcjonuje według świątecznych rozkładów jazdy, więc eNka pojawiała się na mieście przez dwa dni z rzędu. Inaczej było z brygadą nowohucką. Jeszcze przed wakacjami zdecydowaliśmy wraz z kierownictwem MPK, że dzień ten trzeba jakoś "uczcić". Stąd zrodził się pomysł, żeby 15 sierpnia, jeden jedyny raz, na miasto zamiast Stodwójek wyjechał norymberski skład T4+B4. I tak się stało.
"Norymbergi" sprawowały się na siódemce bez zarzutu. Tylko pogoda nie dopisała. Mimo to skład cieszył się wzięciem. Wielu miłośników specjalnie przybyło, aby się nim przejechać. Wszyscy, mimo chmur na niebie, chętnie fotografowali stare "norymbergi".
OSTATNIA NIEDZIELA
Nadeszła w końcu ta ostatnia niedziela. Finał Krakowskiej Linii Muzealnej, jak zostało to ogłoszone już tydzień wcześniej. Jak Finał, to musiało być coś specjalnego. I było. Na mieście jeszcze raz, niestety po raz ostatni, pojawiły się wszystkie tramwaje muzealne, które przez ostatnie dwa miesiące kursowały na siódemce. Cztery brygady tej linii, 28 sierpnia obsługiwane były przez wagony: N+ND, 102N, 102Na i T4+B4. Mimo nienajlepszej pogody, na ulice Krakowa wyległy tłumy miłośników, którzy na wszelkie sposoby gonili stare tramwaje, by zrobić im jak najlepsze zdjęcia.
Czas mijał szybko i w końcu trzeba było zakończyć tę sielankę. Ostatni dzień, a więc musiał w końcu nadejść ostatni kurs. Już wczesnym popołudniem na pokład eNki zaczęli schodzić się wszyscy członkowi ekipy, która przez dwa miesiące pilnowała porządku w wagonach i zamykała drzwi podczas jazdy. Na ostatnim kółku doszło do tego, że w środku tramwaju więcej było miłośników niż pasażerów.
Na Dąbie dojechaliśmy zgodnie z rozkładem jazdy. Po raz ostatni zdjęliśmy tablice z eNki. Na koniec postanowiliśmy zrobić sobie pamiątkowe fotki. Kilka minut później rozpoczął się ostatni zjazd. Znów przejechaliśmy aleję Pokoju, Grzegórzecką, Starowiślną, Limanowskiego, Kalwaryjską, wprost do zajezdni w Podgórzu.
PODZIĘKOWANIA
Lato znów minęło bardzo szybko. Wakacyjne chwile jeszcze szybciej biegły na pokładzie zabytkowej eNki. Dziś wydaje się nam, jakby jeszcze wczoraj przygotowywaliśmy się do pierwszego kursu. A już jesteśmy po ostatnim. W tym miejscu wypada mi podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że Krakowska Linia Muzealna w sezonie 2005 wypadła jeszcze lepiej niż rok, czy dwa lata temu. Długo byłoby wymieniać wszystkich z nazwiska...
Przede wszystkim dziękuję Zarządowi MPK S.A. w Krakowie oraz kierownikom z biurowca przy ulicy Brożka za wszelką pomoc, wyrozumiałość i spełnianie naszych, często dość kłopotliwych, próśb i życzeń. Dziękuję również kierownikom zajezdni w Podgórzu i w Nowej Hucie, pracownikom obu zajezdni, za to że przygotowywali zabytkowe wagony do pełnienia służby przez całe wakacje. Dziękuję za wszelką okazaną pomoc, która okazała się być nieoceniona, chociażby przy przygotowywaniu tablic do tramwajów.
Dziękuję motorowym, za to że sprawnie prowadzili zabytkowe wagony. Dziękuję wszystkim Pasażerom za słowa uznania dla naszego pomysłu kursowania starych wozów na linii numer 7. Na koniec dziękuję wszystkim Kolegom Miłośnikom, którzy przez całe wakacje czynnie uczestniczyli w obsłudze zabytkowych tramwajów. Cieszy nas postawa tych kilkunastu osób, które mimo braku dyżuru jednak przychodziły na eNkę i pomagały obsłudze. Dzięki temu w składzie N+ND zawsze przebywało więcej, niż "przepisowe" trzy osoby obsługi.
Nasza praca została doceniona przez samo MPK. Oto tekst, jaki pojawił się na stronie głównej Przedsiębiorstwa w poniedziałek po zakończeniu funkcjonowania Krakowskiej Linii Muzealnej w sezonie 2005:
"Informujemy, że z dniem 28.08.2005 zabytkowy tabor zakończył w tym roku kursowanie na linii 7. Ostatniego dnia, nie tylko dwie, ale wszystkie brygady obsługiwane były taborem zabytkowym, co stanowiło nie lada gratkę, szczególnie dla miłośników starych tramwajów. Przez wszystkie niedziele wakacji na linii 7 można było podróżować tramwajami typu N+ND, 102 N, 102 Na, T4+B4. Składamy serdeczne podziękowania wszystkim, którzy przyczynili się do uruchomienia i funkcjonowania tej niewątpliwej atrakcji, a zwłaszcza miłośnikom tramwajów spełniającym funkcję konduktorów i równocześnie przewodników w zabytkowym taborze. Zdjęcia i szczegółowe informacje o tej linii można znaleźć na stronie: http://www.muzealna.zbiorkom.net/ redagowanej przez miłośników krakowskich tramwajów. Do zobaczenia w przyszłym roku..."
Bardzo nas cieszy, że MPK doceniło naszą pracę. Mimo naszego młodego wieku, przez cały okres służby na eNce, staraliśmy się wykonywać naszą pracę tak dobrze, jak tylko byliśmy w stanie, mając świadomość, że swoją postawą reprezentujemy również MPK S.A. w Krakowie. Cieszy nas szczególnie to ostatnie zdanie tekstu ze strony MPK. Wierzymy, że w przyszłym roku na ulice naszego miasta znów wyjadą zabytki. Czy będzie to linia numer 7, czas pokaże. Być może obok znanych już tramwajów pojawią się dodatkowe? Ale to już sprawa przyszłości i to dość odległej. Dzięki wszystkim i do zobaczenia w przyszłym roku na eNce!!!

