Wydarzenia
Krakowska nocka 2005 - 8/9.01.2005
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: niedziela, 04, listopad 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 732
Dokładnie rok temu zapoczątkowaliśmy cykl nocnych przejazdów krakowskimi wagonami zabytkowymi. W styczniu 2004 roku jeździliśmy tramwajem 102N, w czerwcu podczas imprezy "Od zmierzchu do świtu" po krakowskich ulicach podróżowaliśmy składem "Sanoków". Obie imprezy cieszyły się sporym powodzeniem wśród miłośników komunikacji miejskiej, stąd w kolejnym roku działalności postanowiliśmy kontynuować ten cykl.
Dlatego też już kilka miesięcy temu zdecydowaliśmy się, że pierwszą imprezą 2005 roku będzie "Krakowska nocka". Długo zastanawialiśmy się nad tramwajem, który tym razem miałby nas wozić po mieście. Początkowo chcieliśmy zabrać "Gracówkę", ale widmo zimowych temperatur nieco zmieniło nasze plany. Zdecydowaliśmy w końcu, że tym razem pojedziemy składem norymberskim T4+B4. Powody takie decyzji były dwa. Po pierwsze, dobre grzejniki w środku, które mogły się przydać w zimną zimową noc. Po drugie, chcieliśmy, żeby skład ten przynajmniej raz na pół roku mógł gdzieś wyjechać na miasto. Niestety, w przeciwieństwie do "stodwójek" nie cieszy się on zainteresowaniem wynajmujących. Każdy tramwaj powinien jeździć jak najwięcej i jak najczęściej, więc była to jedyna okazja, by trochę rozruszać niemal pięćdziesięcioletnie wagony. Wiedzieliśmy jednak, że jeden z wycofanych dwa lata temu składów, nie będzie cieszył się ogromnym zainteresowaniem, tak jak w przypadku poprzednich imprez. Postanowiliśmy więc dać ewentualnym chętnym pewien bodziec w postaci niespodzianki, którą przygotowaliśmy na sam koniec przejazdu. Tym sposobem w nocy z 8 na 9 stycznia 2005 roku po mieście woziliśmy się składem T4+B4 - 127+527.
Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę tuż po wyjściu z domu kilka minut po godzinie dwudziestej, była ciepła noc. Fakt dość dziwny, jeżeli wziąć pod uwagę, że w naszym kraju w styczniu powinna panować raczej zima i niskie temperatury. Niestety, w tym roku o jednym i o drugim można było zapomnieć. Imprezy z cyklu "Krakowska nocka" od początku były pomyślane jako przejazdy po ośnieżonym i pełnym zimowych scenerii mieście. Niestety, w tym roku styczeń przypominał bardziej wczesny kwiecień.
Do zajezdni w Nowej Hucie dotarłem nieco po godzinie 21. Dojechać do Huty nie jest łatwo, szczególnie w sobotnie wieczory, więc wiele musiałem się nakombinować, by nie czekać gdzieś na przesiadkę dłużej niż 10 minut. Na teren zajezdni wszedł już niemal komplet organizatorów. Brakowało tylko głównego "speca od niespodzianki", który dotarł jednak do nas kilka minut później. Nasz zabytkowy skład stał już przygotowany w hali. Koledzy organizatorzy przeszli jeszcze po zabezpieczone tablice linii, których już nie zobaczymy na ulicach Krakowa.
Tuż przed wyjazdem trochę strachu u organizatorów wywołał motorniczy Adam, znany już z kilku poprzednich imprez, którego po prostu nie było. Znalazł się jednak tuż przed planowanym wyjazdem po uczestników imprezy, oczekujących już pod bramą zajezdni. Norymberski skład zjawił się tam niemal dokładnie o godzinie 22. Zgromadzeni miłośnicy, których było ponad 30 osób, szybko zajęli miejsca w środku pierwszego wagonu.
Rozpoczęcie imprezy planowane było na godzinę 22:20. Mieliśmy więc trochę czasu do odjazdu. Motorniczy, wraz z kolegą Pawłem, połączyli się z dyspozytornią i poprosili o informacje na temat ewentualnych zamknięć i wyłączeń na trasie. Chcieliśmy bowiem wcześniej wiedzieć, czy grożą nam tej nocy jakieś utrudnienia w ruchu. Pani dyspozytor obiecała się dowiedzieć, a my po chwili wyruszyliśmy w drogę.
Jako pierwszy cel naszej wycieczki, obraliśmy sobie Pleszów. Jak dotąd, na żadnej imprezie nie udało się nam tam dojechać zabytkowym tramwajem. Chcieliśmy w końcu przerwać to nieszczęśliwe pasmo. Niestety, i tym razem nam się to nie udało. Jechaliśmy wzdłuż ulicy Ujastek, minęliśmy zjazd na pętlę przy Kopcu Wandy, gdy niemal na środku wiaduktu nad torowiskiem w ulicy Ptaszyckiego połączyła się z nami pani dyspozytor. Okazało się, że w godzinach od 0:00 do 4:00 rano wyłączone będzie z ruchu skrzyżowanie przy Dworcu Głównym. Musieliśmy w związku z tym zmienić plany i jak najszybciej skierować się do miasta. Chcieliśmy chociaż zdążyć i sfotografować nasz skład na tle Barbakanu. Po szybkim przeliczeniu czasu i zmianie rozkładu doszliśmy do wniosku, że uda nam się wrócić pod Centrum Administracyjne HTS, później pojechać na fotostop pod wiaduktem przy Hali Targowej, zaliczyć ulicę Basztową i zdążyć na Most Grunwaldzki, by uchwycić nasz skład na tle Wawelu, którego oświetlenie, przynajmniej w roku ubiegłym, wyłączano o północy. Po małym cofaniu, zjechaliśmy na dół i objechaliśmy pętlę przy Kopcu Wandy. Po chwili byliśmy znów pod kombinatem.
Zrobiliśmy zdjęcia i szybko skierowaliśmy się do miasta. Niestety, z racji braku czasu, nie udało się nam zatrzymać na Placu Centralnym. Na Rondzie Czyżyńskim skręciliśmy w aleje Pokoju. Niestety, na Dąbiu dogoniliśmy liniową jedynkę. Ponadto, na przystanku "Ofiar Dąbia" przytrzymały nas światła. Fakt postoju na przystanku postanowiło wykorzystać dwóch pijaczków, którzy wyłamali drzwi w doczepie i weszli do środka. Na szczęście szybka reakcja motorniczego wzmacnianego przez organizatorów poskutkowała i niepożądani pasażerowie dość szybko i bez większych protestów opuścili wagon, a my zamknęliśmy kluczem wszystkie drzwi, aby podobne incydenty później się nie powtórzyły. Jedynkę dogoniliśmy szybko, bo już przed Rondem Kotlarskim. Do Hali Targowej pozostało już jednak niewiele, a my cieszyliśmy się, że mamy liniowy skład przed, a nie za sobą. Na fotostop zatrzymaliśmy się pod wiaduktem kolejowym nad ulicą Dietla. Na tramwaj założyliśmy tablice linii numer 7.
Po zakończeniu zdjęć, skierowaliśmy się w dalszą drogę. Skręciliśmy w Starowiślną i dalej w Westerplatte mijając ostatnie, zapełnione do granic możliwości tramwaje. Przy dworcu skręciliśmy w lewo i stanęliśmy na początku ulicy Basztowej.
Po zakończeniu zdjęć w tym miejscu podjechaliśmy kilkaset metrów dalej pod Barbakan.
Podczas robienia zdjęć przy Barbakanie, wywołaliśmy niemałe zamieszanie wśród młodzieży siedzącej na Plantach. Na szczęście skończyło się tylko na zainteresowaniu, więc mogliśmy spokojnie odjechać w dalszą drogę. Do północy pozostało jeszcze kilkanaście minut, więc szybko objechaliśmy Planty i przez Plac Wszystkich Świętych, ulicę świętej Gertrudy, Stradom i Dietla skierowaliśmy się na Most Grunwaldzki. Z daleka widać było oświetlony Wawel, więc spokojnie podjechaliśmy do Ronda Grunwaldzkiego.
Przez kilka minut uwiecznialiśmy na zdjęciach nasz skład na tle Wawelu. W międzyczasie, za stojącym tramwajem, pojawił się autobus nocnej linii numer 612, który zresztą ominął wagony i zatrzymał się na światłach przed rondem. Stojąca bezczynnie grupa miłośników rzuciła się natychmiast do fotografowania nocnego pojazdu. Wszak taka okazja nie zdarza się codziennie. Sądząc po minie, kierowca nigdy wcześniej nie przeżył czegoś takiego, nie wspominając już, że właśnie dochodziła północ. Tuż po zapaleniu się światła, odjechał dość szybko.
My tymczasem wjechaliśmy na środek ronda. Chcieliśmy uchwycić nasz skład na tle choinki oraz klasztoru na Skałce. Po chwili z tyłu tramwaju zatrzymał się samochód osobowy. Wysiadł z niego pan, który w następujący sposób przedstawił się koledze Kubie stojącemu akurat w pobliżu: "Dobry wieczór. Jan Tajster, dyrektor ZDiK. Co tu się dzieje?". Zapewne dyrektor objeżdżał pracujące w nocy ekipy drogowców i zaciekawiła go nasza grupa. Po krótkich tłumaczeniach odjechał szybko i więcej się nie pojawił.
Po zakończeniu zdjęć udaliśmy się w dalszą drogę. Tym razem nie stanęliśmy już na "Tescostop", lecz zatrzymaliśmy się w Łagiewnikach przy budynku dyrekcji MPK, zwanym przez miłośników "pentagonem".
Wykorzystując fakt, że na imprezie byli obecni jeszcze wszyscy uczestnicy, postanowiliśmy w tym miejscu zrobić zdjęcie grupowe imprezowiczów.
W Łagiewnikach skręciliśmy w lewo i udaliśmy się w stronę Starego Podgórza. Na zdjęcia stanęliśmy na nowym przystanku "Smolki", w miejscu w którym w czerwcu fotografowaliśmy skład "Sanoków", jeszcze na starym torowisku.
Kolejnym naszym celem był murowany punkt każdej imprezy komunikacyjnej w Krakowie, czyli fotostop na moście Piłsudskiego.
Na moście Piłsudskiego spędziliśmy kilka minut. O dziwo kierowcy taksówek nawet nam nie przeszkadzali. Po chwili pędziliśmy dalej. Chcieliśmy zawrócić aby móc pojechać na fotostop w Rynku Podgórskim. Z tego względu potrzebowaliśmy skręcić z Krakowskiej w ulicę Dietla wykorzystując do tego nieużywany liniowo łuk. Czyszczenie zwrotnicy zajęło nam kilka minut, lecz w końcu bezpiecznie znaleźliśmy się na wydzielonym torowisku w ulicy Dietla. Po dojechaniu do skrzyżowania ze Starowiślną skręciliśmy w lewo i po chwili fotografowaliśmy już nasz skład na przystanku przy Poczcie Głównej.
Po zakończeniu zdjęć skręciliśmy w lewo i ulicą świętej Gertrudy podjechaliśmy na przystanek "Wawel". Tu znów fotografowaliśmy nasz skład.
Przejechaliśmy ulicą Stradom oraz Krakowską i dalej przez most Piłsudskiego. Pod Koroną skręciliśmy w lewo i już byliśmy w Rynku Podgórskim.
Skierowaliśmy się z powrotem do centrum. Ulicą Starowiślną dojechaliśmy do skrzyżowania z Dietla i znów czyszcząc zwrotnice, przejechaliśmy po nieużywanym łuku. Stanęliśmy w wypróbowanym, podczas nocki sprzed roku, miejscu ustawiając na filmie wagonu 127 linię numer 29 oraz zakładając tablicę "Zjazd do zajezdni Podgórze".
Przejechaliśmy Dietla do ulicy Krakowskiej, gdzie chcieliśmy skręcić w Stradom znów wykorzystując nieużywane łuki. Po raz trzeci musieliśmy czyścić dość zabrudzone zwrotnice. Aż dziwne, że odpowiednie służby nie robią tego co jakiś czas. Ciekawe, co by się stało, gdyby pod Pocztą zdarzył się wypadek i trzeba by było skorzystać z tych rozjazdów? Czy wtedy byłby czas na ich czyszczenie? I czy przypadkiem nie doszłoby do drugiego wypadku, który zapewne zablokowałby całe miasto. Odpowiedzi na te pytania postanowiliśmy pozostawić odpowiednim służbom. My tymczasem bezpiecznie jechaliśmy już ulicą Stradom, gdzie znów stanęliśmy na fotostop.
Po zakończeniu robienia zdjęć, przejechaliśmy ulicą świętej Gertrudy i po chwili byliśmy już na Placu Wszystkich Świętych, gdzie oczywiście nie mogło się obyć bez krótkiego postoju na zdjęcia.
Do niespodzianki pozostawało coraz mniej czasu, gdy po kilku minutach od ostatniego fotostopu, zajechaliśmy na pętlę na Salwatorze. Tu na nasz skład założyliśmy tablice linii numer 21. Chyba nigdy wcześniej norymberski skład nie pojawił się w tym miejscu z takim numerem na filmie.
Objechaliśmy pętlę i na kolejne fotki stanęliśmy na moście na Rudawie. Nasz skład prezentował się teraz jako tramwaj linii numer 2.
Naszym następnym celem była kolejna odchodząca z Plant linia tramwajowa, tym razem w kierunku Bronowic. Na pętlę dojechaliśmy po kilku minutach.
Do zaliczenia pozostał jeszcze Cichy Kącik, który był naszym kolejnym celem. Tym razem na pętli założyliśmy tablice linii numer 17 oraz ustawiliśmy końcówkę "Dąbie". Wprawdzie składy T4+B4 nigdy nie kursowały ani na starej, ani na obecnej siedemnastce, lecz taki widok pozwolił wielu na pewno przypomnieć, że kiedyś linia numer 17 kursowała z Cichego Kącika na Dąbie.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w połowie ulicy Piłsudskiego. Założyliśmy tablice linii numer 15 i próbowaliśmy uchwycić nasz skład na tle oświetlonego kopca Kościuszki.
Po zakończeniu zdjęć skręciliśmy w prawo i dalej w lewo. Zatrzymaliśmy się na zdjęcia na tle Filharmonii.
Ostatni zaplanowany na tę noc fotostop odbył się kawałek dalej, na Placu Wszystkich Świętych.
Teraz przyszła kolej na niespodziankę. Zaplanowaliśmy ją na Dworcu Towarowym, więc trzeba było jakoś tam dojechać. Z racji zamknięcia węzła przy Dworcu Głównym, zdecydowaliśmy się zawrócić w ulicach Starowiślna, Dietla, Stradom. Po kilku minutach znów byliśmy na Placu Wszystkich Świętych, lecz teraz przejechaliśmy już bez zatrzymania. Uczestnicy przejazdu nie mogli się już doczekać niespodzianki. Jednocześnie, chyba nikt do końca nie domyślał się, co przygotowaliśmy. Kilka minut później zajechaliśmy na Dworzec Towarowy i wszystko stało się jasne. Na koniec "Krakowskiej nocki 2005" przygotowaliśmy dla uczestników przejazdu kiełbaski z grilla. Chyba żadna z osób, które były na imprezie, nie miała wcześniej możliwości zjedzenia kiełbasek o piątej nad ranem w pobliżu więzienia, które znajduje się niedaleko pętli. Mimo później pory i zmęczenia, wszyscy bawili się wyśmienicie. Uczestnicy zadowoleni byli z poczęstunku, a organizatorzy z tego, że nikt nas nie przegonił. Ponoć nie ma zakazu pieczenia kiełbasek na pętli tramwajowej we wczesnych godzinach porannych, ale zawsze komuś mogło się to nie spodobać.
Niestety, niektórzy z uczestników, mimo naszego namawiania, nie doczekali niespodzianki i opuścili nas nieco wcześniej. Stąd pozostało kilka kiełbas. Postanowiliśmy więc poczęstować kilku wyjeżdżających na trasę motorowych. Pierwszym tramwajem, jaki przyjechał tego dnia po naszym na pętlę przy ulicy Kamiennej, była dziewiętnastka. Motorowy jednak nie wziął od nas kiełbaski. Zrobił to za to kolejny motorowy trójki, który dzięki nam, zjadł sobie tego dnia smaczne śniadanko. Niestety, motorowa piątki najwidoczniej nie chciała darmowego posiłku, bo nie zatrzymała się na widok talerzyka z kiełbaską. Zadowoleni i zmęczeni wyruszyliśmy w drogę powrotną do zajezdni. W Hucie zjawiliśmy o godzinie 6:30.
I tak mamy za sobą kolejną udaną imprezę. Cieszy nas fakt, że z każdym przejazdem nie maleje liczba uczestników, co uznać chyba należy jako pozytywny odbiór naszych imprez. Równocześnie staramy się, aby każdy kolejny przejazd był lepszy od poprzedniego. I tym razem nie obyło się bez pewnych problemów, lecz na szczęście udało nam się dość szybko z nich wyjść i dalsza część imprezy potoczyła się zgodnie z planem. W przyszłości będziemy jednak chcieli dowiadywać się nieco wcześniej o ewentualnych zamknięciach, aby nie improwizować już w trakcie przejazdu. Cieszy nas również fakt, że uczestnicy wykazują podczas przejazdu zdecydowanie większa dyscyplinę niż kiedyś. Już nie trzeba "zaganiać" pasażerów kilkakrotnie do tramwaju. Oby tak dalej!
Na koniec chciałbym podziękować wszystkim za udział w imprezie, a także kolegom współorganizatorom oraz MPK S.A. w Krakowie za wypożyczenie składu norymberskiego po bardzo niskich kosztach. Dziękuję szczególnie Przemkowi Bąbce i jego żonie za przygotowanie niespodzianki od strony kulinarnej, a także motorniczemu Adamowi Uliaszowi, za to że znów poprowadził nasz skład szybko i bezpiecznie przez całą noc.
Do zobaczenia na następnych imprezach. A będzie ich co najmniej kilka, o czym mogli przekonać się wszyscy, którzy przeczytali rozdawaną podczas przejazdu ulotkę.

