Wydarzenia
SANOKIEM od zmierzchu do świtu - 25/26.06.2004
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: niedziela, 25, listopad 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 752
Pierwsza nocna impreza zorganizowana przez krakowskich miłośników komunikacji miejskiej odbyła się w nocy z 10 na 11 stycznia 2004 roku. Przemierzyliśmy wtedy wagonem 102N numer 203 prawie całą sieć tramwajową w mieście. Duże zainteresowanie oraz fakt, że impreza odbyła się bardzo sprawnie i bezproblemowo, nakłonił nas do zorganizowania kolejnej "nocki".
Impreza "stodwójką" odbyła się w okolicach najdłuższej nocy w roku. Teraz postanowiliśmy przejechać się zabytkowym składem tramwajów w jedną z najkrótszych nocy z piątku na sobotę, 25 na 26 czerwca 2004 roku. Na dzień przed "wiankami" skład "sanoków" SN2+PN2 numer 87+530 wraz z trzydziestoma miłośnikami komunikacji miejskiej wyruszył więc w drugą krakowską "nockę" zatytułowaną "Sanokiem od zmierzchu do świtu".
Tym razem impreza miała rozpocząć się w zajezdni Podgórze, skąd o 22:30 mieliśmy wyruszyć składem "sanoków". Na miejscu zjawiliśmy się na kilka minut przed 22. Na zachodzie jeszcze widać było poświatę po Słońcu, które przed kilkoma minutami schowało się za horyzontem. Nasz "pociąg specjalny" zgodził się poprowadzić pan Edward Hessel, można rzec - "guru" krakowskich motorowych, człowiek legenda, którego zna chyba każdy motorniczy w tym mieście. Pan Hessel swoją pracę w MPK zaczynał od jeżdżenia właśnie na takich tramwajach, tak więc z wielką chęcią zgodził się poprowadzić prawie siedemdziesięcioletniego "Sanoka".
Na kilka minut przed wyjazdem podjechaliśmy do bramy zajezdni przy ulicy Rzemieślniczej. Przy ogrodzeniu przywitał nas dość znaczny tłumek miłośników. Po chwili wszyscy zajęli miejsca w wagonie silnikowym i rozpoczęliśmy naszą imprezę. Niestety z chwilą zgłoszenia wyjazdu pociągu specjalnego na ulice miasta, okazało się, że szereg odcinków, które planowaliśmy przejechać będzie nam niestety niedostępnych. Zabroniono nam korzystać z nieużywanych łuków na skrzyżowaniu Dietla/Starowiślna, czy Dietla/Krakowska. Wielka szkoda, gdyż rozjazdy te i tak dzień później zostały udrożnione ze względu na rozpoczynający się remont ulicy Kalwaryjskiej. Z drugiej strony skład "sanoków" jest zdecydowanie cenniejszym i bardziej delikatnym pojazdem niż 102N, którym pokonywaliśmy te łuki w zimie. Ponadto Główna Dyspozytornia Ruchu poinformowała nas o pracach remontowych na rondzie Mogilskim, na ulicy Lubicz oraz Karmelickiej. Z tego powodu automatycznie odpaść musiały jazdy do Cmentarza Rakowickiego czy Bronowic. Niestety o wszystkich tych zamknięciach dowiedzieliśmy się w ostatniej chwili i z tego względu cały plan imprezy musiał być dość znacznie zmodyfikowany. Jako pierwszy cel naszej wycieczki obraliśmy Borek Fałęcki, w którym znaleźliśmy się po kilku minutach. Zdjęcia zrobiliśmy na pętli na wewnętrznym torze.
W drodze powrotnej z pętli na łuku przy przystanku "Borek Fałęcki I" minęliśmy pierwszy krakowski skład używanych wagonów z Wiednia E1+C3 - 102+563. W tym samym momencie jeden z uczestników imprezy wypatrzył za oknem pędzącą w kierunku zajezdni Podgórze lawetę z wiedeńską doczepą. Tak więc uczestnicy dodatkowo w cenie biletu mogli oglądać przybycie do Krakowa wiedeńskiego wagonu. Po zaliczeniu Borku Fałęckiego skierowaliśmy się do Rynku Podgórskiego. Nieostatni raz tej nocy mogliśmy przejechać po ulicy Kalwaryjskiej, którą od rozpoczęcia remontu dzieliło zaledwie kilka godzin. W Rynku Podgórskim zatrzymaliśmy się koło przystanku linii 502.
Po zakończeniu zdjęć w Podgórzu przejechaliśmy ulicą Limanowskiego i dalej przez most na Wiśle w kierunku centrum. Na zdjęcia zatrzymaliśmy się jeszcze koło zamkniętego kina "Uciecha". Fotostop nie trwał jednak długo, gdyż spieszyliśmy się na most Grunwaldzki. Dowiedzieliśmy się bowiem, że Zamek Królewski na Wawelu oświetlony jest jedynie do godziny 24. Z tego względu zimą, gdy przyjechaliśmy na most Grunwaldzki około godziny drugiej, zastaliśmy ciemne wzgórze. Przy Poczcie Głównej skręciliśmy w lewo i ulicą świętej Gertrudy zaczęliśmy kierować się w stronę Wisły. Mając kilka minut w zapasie postanowiliśmy stanąć jeszcze przy hotelu Royal. Niestety po chwili zza zakrętu wyłonił się skład stopiątek zjeżdżający do zajezdni. Z tego powodu musieliśmy zrezygnować z jeszcze jednego fotostopu, nieco dalej na ulicy Stradom z Wawelem w tle.
Skład stopiątek zjeżdżał do zajezdni przez ulicę Krakowską, więc spokojnie mogliśmy podążać ulicą Dietla w kierunku mostu Grunwaldzkiego. Na miejscu z dużą ulgą przywitaliśmy oświetlone wzgórze wawelskie. Zatrzymaliśmy się tuż przed rondem. Uczestnicy mogli zrobić zdjęcie składu "Sanoków" zarówno z Zamkiem Królewskim na Wawelu jak i z Klasztorem Ojców Paulinów Na Skałce w tle.
Po dłuższej chwili wyruszyliśmy w dalszą drogę. Z uwagi na prośby kilku uczestników imprezy, na Kapelance zdecydowaliśmy o zrobieniu czegoś, co nie miało miejsca na żadnej imprezie tramwajowej organizowanej w Krakowie wcześniej. Na przystanku przy hipermarkecie Tesco zatrzymaliśmy się na "Tescostop".
Przerwa przy Tesco trwała około 20 minut. Uczestnicy, którzy nie wybrali się do sklepu, mogli delektować się atmosferą ciepłej letniej nocy. Takie zatrzymanie było by niemożliwe w normalny dzień. W nocy, gdy nie ma ruchu mogliśmy stawać dowolnie i nikomu nie przeszkadzać. Wykorzystując postój, motorowy wraz z silną ekipą doświadczonych miłośników, zabrał się za naprawianie oświetlenia górnego numeru linii. Okazało się, że jedna z żarówek w obwodzie była spalona. Po chwili prób udało się dojść, że problem stanowi tylnia lampa w wagonie silnikowym. Żarówkę wymieniono, oczywiście przy opuszczonym pantografie i po kilku minutach już z pełnym oświetleniem wyruszyliśmy w dalszą drogę. Znów znaleźliśmy się w Łagiewnikach i na ulicy Kalwaryjskiej. Teraz zdecydowaliśmy się zatrzymać przy ulicy Długosza, aby ostatni raz uwiecznić na zdjęciach skład "sanoków" na zniszczonej ulicy.
Po skończeniu zdjęć udaliśmy się na kolejny. W drodze do mostu Piłsudskiego musieliśmy pokonać jeszcze skrzyżowanie przy Koronie, które słynęło z dość wyrobionego krzyżulca. Nasz skład dość mocno się zatrząsł, ale na szczęście jakoś pokonał skrzyżowanie, które kilka godzin później zostało zamknięte.
Niestety, z braku czasu musieliśmy pominąć fotostop przy Placu Wolnica. Zatrzymaliśmy się jednak na ulicy Stradom oraz na przystanku przy Wawelu na ulicy świętej Gertrudy. Wysiadających z tramwaju miłośników przywitała w tym miejscu grupa młodych ludzi, mocno "rozweselonych", których bardzo zdziwił widok "ludzi z tyczkami".
Przy byłym kinie "Wanda" zabraliśmy kolejnego uczestnika i zaczęliśmy się wspinać ulicą Dominikańską. Oczywiście nie mogło zabraknąć fotostopu na Placu Wszystkich Świętych.
Kolejne zdjęcia wykonaliśmy na tle Filharmonii. Następnie podjechaliśmy do skrzyżowania z ulicą Piłsudskiego i tu spotkała nas kolejna niemiła niespodzianka. Okazało się, że zwrotnica jest zaklinowana i nie można przerzucić jej tak, aby jechać na Cichy Kącik. Szybko znaleźliśmy "winowajców". Okazali się nimi robotnicy łatający kostkę na ulicy Piłsudskiego. Niestety musieliśmy zrezygnować również z zaliczenia dawnych "Małych Błoń". Mimo, że tory były przejezdne, nie wiadomo było, czy przypadkiem gdzieś nie zabraknie nam prądu. Podążyliśmy więc dalej. Zatrzymaliśmy się na ulicy Podwale na kolejne zdjęcia.
Minęliśmy kolejną nieczynną tej nocy odnogę z Plant w kierunku Bronowic i wjechaliśmy w następną prowadzącą do pętli Krowodrza Górka. Tam jednak nie dotarliśmy, gdyż uczestnicy zgodnie doszli do wniosku, że nie jest to historycznie uzasadnione i zawróciliśmy przy Dworcu Towarowym. Tam odbył się kolejny fotostop. Ponadto bardzo wielu uczestników imprezy postanowiło wykorzystać panujące wokoło ciemności oraz dość gęste krzaki. Po chwili wszyscy wrócili z wyrazem dużej ulgi na twarzach. W drodze powrotnej niestety nie stanęliśmy na Pędzichowie przy figurce Matki Boskiej, za to zatrzymaliśmy się w połowie ulicy Długiej. Kolejne zdjęcia wykonaliśmy przy obowiązkowym punkcie każdej imprezy tramwajowej w Krakowie - Barbakanie.
Następnie skierowaliśmy się w dalszą drogę po krakowskich Plantach. Niestety, nie zatrzymaliśmy się przy skrzyżowaniu koło Dworca Głównego i nie udało się zrobić zdjęć na tle hotelu Polonia ze względu na bardzo wzmożony ruch samochodowy. Fotostop urządzony został za to na ulicy świętej Gertrudy z budynkiem Poczty Głównej w tle. Szybko przejechaliśmy przez Plac Wszystkich Świętych i udaliśmy się na Salwator. Tu oczywiście odbył się obowiązkowy fotostop z klasztorem Sióstr Norbertanek w tle.
Dochodziła godzina trzecia w nocy i co poniektórzy uczestnicy zaczęli wypatrywać wschodu Słońca. Powoli, po stronie północno-wschodniej niebo zaczęło stawać się coraz jaśniejsze. Ale do wschodu było jeszcze daleko. Po kilku minutach wyruszyliśmy w drogę powrotną. Na zdjęcia zatrzymaliśmy się jeszcze w okolicach przystanku Komorowskiego. Po chwili byliśmy koło Filharmonii, gdzie odbył się kolejny fotostop.
Po kilkuset metrach jazdy znów zatrzymaliśmy się na Placu Wszystkich Świętych, tym razem ustawiając naszego "Sanoka" na tle kościoła Ojców Franciszkanów.
Dość zmęczeni udaliśmy się w dalszą jazdę ulicą Starowiślną i Dietla. Na kolejne zdjęcia stanęliśmy pod dawnym mostem, a obecnie wiaduktem kolejowym nad ulicą Grzegórzecką. Tutaj zainteresowanie uczestników przejazdu poza składem zabytkowych tramwajów wywołał autobus linii nocnej oraz "Gucio" - wagon techniczny, których nadjechał tuż za nami.
Po zakończeniu zdjęć w tym miejscu udaliśmy się na ostatnią pętlę, którą chcieliśmy zaliczyć. Niestety z braku czasu jak i zmęczenia uczestników podjęliśmy decyzję o zawróceniu na Dąbiu. Dojazd od planowanego wcześniej Pleszowa zajął by zbyt dużo czasu, a poza tym nie wszyscy uczestnicy imprezy chcieli tam koniecznie jechać.
Na pętlę na Dąbiu wjechaliśmy prawie "niezauważalnie". Mieszkańcy chyba jednak nie powinni mieć nam za złe, że raz w życiu o godzinie czwartej rano obudził ich pisk kół zabytkowego składu, którego donośny dźwięk rozniósł się po całej dzielnicy. Na pętli wykonaliśmy kolejne zdjęcia, w tym grupowe, wszystkich uczestników, którzy wytrwali do samego końca.
Po zrobieniu zdjęć na Dąbiu udaliśmy się w drogę powrotną do zajezdni w Podgórzu. Na kolejny fotostop zatrzymaliśmy się przy ulicy Fabrycznej. Na Dietla zaczęli wysiadać niektórzy uczestnicy. My skręciliśmy w Starowiślną. Mniej więcej w połowie ulicy stanęliśmy na jeszcze jeden fotostop.
Ostatnie zdjęcia na imprezie wykonaliśmy na ulicy Limanowskiego.
Na tym zakończyliśmy robienie zdjęć. Zasiedliśmy do tramwaju i po raz ostatni przed remontem przejechaliśmy ulicą Limanowskiego i Kalwaryjską. W Podgórzu byliśmy nieco po godzinie piątej. Wszyscy uczestnicy imprezy zasiedli w jednym z wyjeżdżających właśnie na trasę składów. Tak już w pełnym blasku dnia następnego zakończyliśmy imprezę "Sanokiem od zmierzchu do świtu".
Imprezę bez wątpienia uznać należy za bardzo udaną. Pomimo pewnej improwizacji, nie z winy organizatorów, udało się wykonać serię bardzo ładnych zdjęć składu "Sanoków" na tle bardzo wielu ciekawych obiektów, które w nocy wyglądają jeszcze bardziej tajemniczo niż za dnia. Niestety, mimo przewidywania przez nas problemów z przejazdem przez ulicę Lubicz jak i opracowaniem awaryjnego planu w związku z zakazem przejazdu przez łuki na ulicy Dietla, nie byliśmy w stanie przewidzieć aż tak dużych ograniczeń w ruchu i zamknięć aż tylu odcinków. Tak to już jest, że ciepłe i krótkie noce sprzyjają wszelkim pracom naprawczym, które można wtedy wykonać i nie przeszkadzać w funkcjonowaniu komunikacji za dnia. Inną kwestię stanowi sama dyscyplina uczestników. Na pewno ciepła noc sprawiła, że mało komu chciało się wracać szybko do wagonu. Pod tym względem jazdy w zimie są zdecydowanie lepsze. Długie fotostopy jak i zdecydowanie mniejsza mobilność, bądź co bądź prawie siedemdziesięcioletniego składu sprawiły, że czasy przejazdu między kolejnymi punktami miasta znacznie się wydłużyły i po mimo ominięcia kilku pętli ciągle brakowało nam czasu.
Na koniec chciałbym podziękować przede wszystkim panu Edwardowi Hesselowi - motorniczemu, który bezpiecznie prowadził nasz skład przez całą noc. Dziękuję panu Jackowi Kołodziejowi oraz dyrekcji MPK za pomoc i udostępnienie zabytkowego składu po naprawdę niewielkich kosztach. Dziękuję kolegom współorganizatorom, Michałowi Kamińskiemu i Pawłowi Paruchowi, dzięki którym przejazd ten doszedł do skutku. Na koniec dziękuję wszystkim uczestnikom za przybycie. Mam nadzieję, że się podobało. Pół roku temu po "nocce" wagonem 102N, w tym miejscu zapowiadałem imprezę "Sanokiem od zachodu do wschodu Słońca". Być może za pół roku dojdzie do kolejnej imprezy. Czy jednak dojdzie do skutku? Jakim wagonem wyruszymy na kolejną już trzecią "nockę"? To pozostawiam już wszystkim miłośnikom. Jeżeli będziecie chcieli, to na pewno zorganizujemy w styczniu kolejną imprezę.

