/** */

Wydarzenia

Dzień Wszystkich Świętych w Krakowie - 1.11.2003

1 listopada, to dzień niezwykły, inni niż wszystkie pozostałe święta. Boże Narodzenie czy też Wielkanoc wypełnia radość. We Wszystkich Świętych zatrzymujemy się nad grobami, myślimy o bliskich, których już nie ma przy nas, zastanawiamy się nad sensem życia. Mało kto zdaje sobie w tym dniu sprawę z tego, ile pracy i wysiłku trzeba włożyć, aby wszyscy mogli spokojnie i bezpiecznie dojechać na cmentarze. Armia ludzi, nie tylko w tym jednym dniu, ale już kilka tygodni wcześniej przygotowuje całe miasto na te parę godziny, w czasie których wszyscy zmierzać będą w te kilka punktów na mapie Krakowa. Wszystkie służby począwszy od policji, a skończywszy na pracownikach MPK postawione są w najwyższy stan gotowości. Skupmy się jednak na samej komunikacji. Na miasto 1 listopada wyjeżdża cały tabor. Większość motorowych w tym dniu musi iść do pracy. Wolnego nie mają pracownicy nadzoru ruchu, operatorzy dźwigu oraz pojazdów pogotowia technicznego. Główna Dyspozytornia Ruchu tylko czeka na wszelkie komunikaty, na które musi natychmiast zareagować. Każda bowiem chwila jest ważna. Jeden błąd i komunikacja miejska staje. A zatrzymanie w takim dniu, zwłaszcza w okolicach któregoś z cmentarzy, po prostu nie może mieć miejsca.

 

1 listopada jest także dniem miłośników komunikacji miejskiej. Ta garstka ludzi, wychodzi z domu wcześnie rano, wraca późnym wieczorem i przez cały dzień między kolejnymi wizytami na grobach swoich bliskich stara się uchwycić na kliszach fotograficznych jak najwięcej momentów tego niezwykłego dnia. Również ja miałem okazję w tym roku już po raz szósty uczestniczyć w tym najbardziej komunikacyjnym ze wszystkich świąt. Poniżej przedstawiam fotograficzny zapisek 12 godzin z dnia 1 listopada 2003 roku - chyba jednego z najpiękniejszych takich dni w ostatnich latach.

 

1 listopada nie jest łatwym dniem dla miłośnika komunikacji miejskiej. Trzeba wcześnie wstać i jakoś podzielić czas pomiędzy kilkaset składów tramwajowych, prawie 500 autobusów oraz groby najbliższych. Tak jak co roku, pierwsze zdjęcia wykonałem w pobliżu swojego domu, na ulicy Kalwaryjskiej oraz w Rynku Podgórskim. Po kilku minutach wyczekiwania już wiedziałem, że na liniach numer 6 i 23 kursują wagony NGT6, linia numer 8 jest obsługiwana przez wozy NGT6 oraz składy 2x105Na, które także kursują na jedenastce. Trójskłady, jak co roku wyjechały na linie numer 92, 93, 94 których wyjazdy na trasę maiłem możliwość zobaczyć. 

NGT6 numer 2018...
Skład 105Na - 8...
 

Niestety nie można być wszędzie, dlatego też w czasie, gdy ja odwiedzałem grób najbliższych, koledzy miłośnicy rozpoczynali "focenie" na Rakowicach. Ulica Rakowicka jest jedną z bardziej tajemniczych w centrum Krakowa. Niby tak blisko Rynku i Dworca, a jednocześnie tak cicho. Wąska ulica biegnie w szpalerze drzew wzdłuż ogrodzeń Akademii Ekonomicznej, zabudowań wojskowych oraz najstarszego, obchodzącego w tym roku 200-lecie Cmentarza Rakowickiego. Ożywa raz w roku, właśnie 1 listopada. Prawdą jest, że gdyby nie obecność najsłynniejszej krakowskiej nekropolii, ta klimatyczna trasa już dawno zostałaby zlikwidowana. Zwykle kursują tu tylko dwie linie numer 2 i 11 z częstotliwością co 20 minut każda. Tak więc co dziesięć minut porozjeżdżane na boki torowisko przemierza jedna solówka 105Na, bo właśnie taki tabor tu tylko zajeżdża. Kiedyś była jeszcze linia numer 12, ale zlikwidowano ją w 1999 roku. 1 listopada ta cisza nagle zanika, a Rakowicka staje się jedną z najbardziej zatłoczonych ulic w Krakowie. Zmierzają tu tysiące krakowian. Dowozi ich tu aż 6 linii, z czego cztery obsługiwane są trójskładami. Wszystkie kursują co dziesięć minut, więc tramwaje jeżdżą co kilka sekund. W dniu tym krótki odcinek od ulicy Lubicz do Cmentarza Rakowickiego jest najbardziej obciążony na całej sieci krakowskich tramwajów. Ciężko też w jakikolwiek inny dzień roku znaleźć równie mocno obciążone torowisko. Poniżej prezentuję zdjęcia Michała Kamińskiego z ulicy Rakowickiej. Bardzo dziękuję mu za możliwość umieszczenia ich na tej stronie.

Skład 105Na num...
Skład 105Na num...
Skład 105Na num...

Tymczasem ja opuściłem już Cmentarz Podgórski, na którym znajduje się grób mojej rodziny i skierowałem się na Prądnik Czerwony. Zdecydowałem się przejechać linią numer 904 i specjalnie cofnąłem się do Płaszowa, aby wygodnie wsiąść do autobusu. Moje nadzieje okazały się płonne, gdy nadjechał przegubowy Jelcz pełny ludzi. Tłok i ścisk panował na całej trasie do samego Prądnika. Mi to jednak nie przeszkadzało. Specjalnie wybrałem tę linię, gdyż chciałem się przejechać po moście Kotlarskim. Na rondzie Grzegórzeckim wjechał przed nas przegubowy Ikarus na linii numer 908. Niestety ani trochę nie rozładował on tłoku w naszym autobusie. Po kilkunastu minutach dotarłem na skrzyżowanie ulic Dobrego Pasterza i Strzelców, gdzie zamierzałem rozpocząć fotografowanie autobusów.

 

Ulica Strzelców jest w pewnym sensie podobna do Rakowickiej. Biegnie ona wzdłuż osiedla Prądnik Czerwony i w normalny dzień jest praktycznie pusta. Kursują tędy trzy linie numer 142, 250 i 267. Na jej północnym końcu znajduje się pętla autobusowa oraz zaczyna Cmentarz Batowicki. Nekropolia ta jest jedyną z czterech dużych krakowskich cmentarzy, do którego nie dochodzi żadna linia tramwajowa. Całość pracy przewozowej spada więc na autobusy. Dlatego też, tak jak na Rakowicach skupia się cały tabor tramwajowy, tak na Batowice kieruje się cały tabor autobusowy. Po ulicy Strzelców w ten jeden dzień jeździ aż 13 linii autobusowych, z czego większość kursuje z częstotliwością co 10 minut, a jedna numer 105 jeździ co 3 minuty! Tak więc co kilka sekund przejeżdża tędy autobus, a takiego natężenia ruchu trudno szukać w każdy inny dzień w dowolnym miejscu miasta. Batowice i Prądnik Czerwony posiadają 1 listopada połączenia z całym miastem. Można tu spotkać wszystkie typu pojazdów eksploatowanych przez krakowskie MPK może poza Melonami.

Jelcz M181MB nu...
Jelcz M181MB nu...
Scania 113ALB n...
Scania 113ALB n...
MAN NG313 numer...
Jelcz M121MB nu...
Ikarus 280 nume...
Jelcz M181MB nu...
Jelcz M181MB nu...
Ikarus 280 nume...
Jelcz M181MB nu...

Miłośnicy komunikacji mają więc tu raj na ziemi. Po prostu trzeba znaleźć sobie ładne miejsce i po prostu "focić" wszystko co nadjeżdża zwłaszcza, że akurat słońce wychodzi za chmur. Tak właśnie było w tym roku. Po chwili od mojego przyjazdu, zjawili się znajomi i atmosfera stała się rodzinna. Przy okazji robienia zdjęć nastąpiła wymiana informacji - gdzie co kursuje i co mamy dalej w planie. Po godzinie fotografowania zdecydowaliśmy się przemieścić w kolejne "kultowe" miejsce w dniu 1 listopada, na słynne "wiadukty". Początkowo mieliśmy jechać autobusem 138, ale jeden z kolegów zaoferował transport, dlatego już po chwili piątka miłośników szybko przemieszczała się do celu. Postanowiliśmy po drodze wstąpić jeszcze w okolice Kopca Wandy, aby spróbować uwiecznić na zdjęciu skład stopiątek na linii numer 15 lub 20 albo jakiś GT6 na 21. Szczęście dopisało i po chwili nadjechał wagon 195. Klimat pleszowskiej linii oraz resztki polskiej złotej jesieni możecie podziwiać poniżej na zdjęciu.

Wagon GT6 numer...
 

Po chwili już pędziliśmy w kierunku Wzgórz Krzesławickich. Zatrzymaliśmy się koło słynnych "wiaduktów". Miejsce to jest niezwykłe z kilku powodów. Znajdują się tu dwa betonowe wiadukty, pozostałość po dawnej linii kolejowej biegnącej z centrum Krakowa do Kocmyrzowa. Linię kolejową zlikwidowano kilka lat po wybudowaniu kombinatu, a w jej miejscu poprowadzono linię tramwajową. Wiadukty okazały się jednak zbyt wąskie i z tego względu zastosowano tu jedyny na krakowskiej sieci i jeden z niewielu w Polsce, splot torów tramwajowych. Trasa idąca przez wiadukty prowadzi do pętli Wzgórza Krzesławickie, gdzie znajduje się Cmentarz Grębałowski. 1 listopada jeździ to zawsze 5 linii tramwajowych, z czego cztery co 10 minut. Nie ma tu więc jakiejś powalającej ilości tramwajów w porównaniu z ulicą Rakowicką, ale wystarcza to do obsługi tej nekropoli.

 

Dzięki położeniu trasy miłośnicy mogą w tym miejscu wykonać bardzo ładne zdjęcia zjeżdżających do miasta tramwajów oświetlonych przez zachodzące słońce. Tak też postanowiliśmy zrobić. Przy "wiaduktach" dołączył do nas jeszcze jeden znajomy, tak więc stanowiliśmy silną i zwartą grupę sześciu miłośników. Zdjęcia robiliśmy w tym miejscu ponad godzinę. W tym czasie doszliśmy do kilku ciekawych wniosków. Po pierwsze, miłośnicy komunikacji powinni zawsze być wyposażeni w piłkę do metalu. Otóż, bardzo denerwował nas słup z sygnalizatorem ustawienia zwrotnicy, który widać na wszystkich zdjęciach poniżej. Trzeba będzie coś z nim zrobić w przyszłości... hehehe. Poza słupem strasznie denerwowali nas ludzie. Bo jak tu nie zareagować na kogoś, kto przyjeżdża na przystanek, wysiada, czeka i wsiada do następnego tramwaju, jakby tego nie mógł zrobić jeszcze na Wzgórzach. Ludzie na zdjęciach mogą być, ale tylko wtedy, gdy nie zasłaniają wagonu. Niestety 1 listopada większość osób niezbyt się tym przejmowała i nie zwracała uwagi na nasze grzeczne, a później już stanowcze uwagi. Poza tym postawiliśmy do pionu jednego "dresa", który nachalnie chciał być na zdjęciu i do tego pokazywał jakieś dziwne gesty. Tu jednak ilość miłośników zdecydowanie przeważyła nad jednym "dresiarzem". Trochę inną grupę ludzi stanowił pewien tatuś z dwójką dzieci, który bezmyślnie szedł sobie środkiem toru po wiadukcie, zupełnie nie przejmując się jeżdżącymi tramwajami, nie wspominając już o tym, że na wiadukcie nie ma zupełnie gdzie uciec w razie potrzeby. Pół biedy, gdyby robił to sam, ale pan ten prowadził swoje dzieci, zupełnie nie przejął się naszymi uwagami, że raczej nie powinien tędy chodzić, nie mówiąc już o tym, że wszedł nam w kadr, za co poleciał na niego "szereg uwag". Przy "wiaduktach" fociliśmy także autobusy. Mieliśmy poważne kłopoty z ujęciem na zdjęciu linii numer 910, ponieważ kursowała ona rzadko, a my bardziej zwracaliśmy uwagę na jadące tramwaje.

Skład 3x105Na n...
Skład 3x105Na -...
Skład GT6+B4 - ...

Skład 105Na - 364+365 z charakterystycznymi "wyłupkami". Mało kto wie, że 24 godziny wcześniej pierwszy wóz ze składu 364, z powodu wypadku, jakiemu uległ, miał wymieniany cały przód. Pracownikom zajezdni w Nowej Hucie udało się bardzo szybko doprowadzić do stanu używalności ten wagon, dzięki czemu mógł jeździć 1 listopada. Tylko świeża farba i brak czarnych obwolutek wokół świateł świadczył o przeprowadzanych dzień wcześniej pracach.

Skład 105Na - 3...

Składy GT6+B4 n...
Jeden z ciekaws...
Jeden z autobus...
 

Po godzinie fotografowania wszyscy już dość zmęczeni udaliśmy się w kierunku swoich domów. Ja jeszcze ze znajomym pojechałem do Płaszowa uchwycić na zdjęciu którąś z lokomotyw, które codziennie przyjeżdżają do Krakowa z Poznania, Szczecina czy też Warszawy. W domu byłem około 16, szybko zjadłem obiad, gdyż mnie i kilku innych miłośników czekał jeszcze jeden punkt programu.

 

Rok temu wraz z kilkoma miłośnikami postanowiliśmy zapoczątkować pewną tradycję. Padł bowiem pomysł, aby iść wieczorem na Rakowicką, sfotografować kursujące tam tramwaje w nocy. Fotografowanie w nocy znacznie różni się tego w dzień, a wynika to przede wszystkim z faktu, że jest ciemno :) Nie można więc robić zdjęć w ruchu, a aparat fotograficzny musi być umocowany na statywie. Zawsze wywołuje to zdziwienie motorowych, którzy nie są oślepiani przez lampy błyskowe, a zdjęcia jednak wychodzą dobrze. Jeszcze większe zdziwienie pojawia się na twarzach przechodniów, niecodziennie zdarza się bowiem widzieć na skraju jezdni kilku panów ze stojącymi przed nimi aparatami zamontowanymi na statywach, dziwnym zbiegiem okoliczności, skierowanymi na stojące na przystanku tramwaje. Już kilka razy zdarzyło nam się, że pewien przechodzień widząc naszą grupkę zapytał z zaciekawieniem: "Przepraszam, czy będzie dziać się tu coś ciekawego?". Nasza odpowiedź zawsze była taka sama: "Owszem, za chwilę przyjedzie tramwaj".

 

Ponieważ wieczór rok temu wypadł bardzo udanie, zdecydowaliśmy również w tym roku wybrać się w okolice Cmentarza Rakowickiego i "pofocić" kilka składów. Rozpoczęliśmy tradycyjnie już pod Akademią Ekonomiczną. Niestety z przykrością stwierdziliśmy, że policja przesunęła barierkę tamującą ruch za przystanek w stronę cmentarza. Rok temu bowiem na skrzyżowaniu ulic Lubomirskiego i Rakowickiej ustawiono barierkę, za którą mogliśmy spokojnie ustawić się ze statywami i robić zdjęcia nie obawiając się, że ktoś nas przejedzie. W tym roku była ona przeniesiona kawałek dalej za wjazdem na parking nad Dworcem Kolejowym i musieliśmy stać na jezdni bez żadnej ochrony. Sfotografowaliśmy kilka składów i postanowiliśmy podejść w okolice przystanków "dla wsiadających" przy samym cmentarzu. Tu znowu wywołaliśmy niemałe zamieszanie wśród oczekujących na przyjazd swojego tramwaju. Przy okazji postanowiłem uchwycić na zdjęciu stojącego na przystanku Melona, który oświetlony w ciekawy sposób tajemniczo wyłaniał się z ciemności.

 

Następnie weszliśmy na sam cmentarz. To kolejny element naszej tradycji. Po nocnych zdjęciach tramwajów przychodzi pora na nocne zdjęcia cmentarza. Każda nekropolia, w noc z 1 na 2 listopada wygląda niesamowicie. Po prostu trzeba to przeżyć i nie da się tego opisać słowami. Morze małych światełek wyłaniających się z ciemności. Stan powagi i tajemniczości, jaki emanuje z każdego zakątka cmentarza.

 

Postanowiliśmy wraz z kolegami przejść do ulicy 29 Listopada, gdzie chcieliśmy na koniec sfotografować jeszcze kilka autobusów. Udało się nam to w zatoczce koło stacji paliw, zwłaszcza że zadanie ułatwił nam pewien kierowca autobusu, którego chyba później zaczął ścigać nadzór ruchu. Zadowoleni ze zdjęć postanowiliśmy udać się jeszcze pod Dworzec Główny. Tu składam podziękowania kierowcy autobusu 105, który widząc stadko miłośników biegnących w poprzek ulicy, łamiących wszystkie możliwe przepisy, poczekał na nas, dzięki czemu szybko dojechaliśmy do celu. W nagrodę zrobiliśmy Scanii Omni City pana kierowcy zdjęcie. Na koniec poszliśmy jeszcze pod "windę" czyli na róg ulicy Westerplatte i Lubicz, w miejsce w którym znajduje się winda dla niepełnosprawnych chcących skorzystać z przejścia podziemnego. Jeszcze kilka nocnych zdjęć wagonów NGT6, GT6 na 14, GT6+B4 na 4 i powoli zaczęliśmy się żegnać. Dzień zakończyłem w autobusie linii 502.

Jeden z dodatko...
Skład 727+726+7...
Melon służbowy ...
Jelcz M181MB nu...

I tak upłynął kolejny w moim życiu 1 listopada. Tegoroczne dzień Wszystkich Świętych bez wątpienia można uznać za jeden z najpiękniejszych w ostatnich latach. Słynny "1 listopad 1999" nadal jednak nie ma sobie równych. Tamtych trzech dni słońca i ładnej pogody niestety na razie nic nie pobije. W tym roku 1 listopada był piękny i gdyby tylko Dzień Zaduszny nie był taki brzydki. Cóż, zobaczymy co będzie w przyszłym roku. Życzę wszystkim znajomym, którzy spędzili ze mną ten jeden niezwykły dzień, aby za rok, 1 listopada 2004 roku znowu razem spotkaliśmy się na mieście. Do zobaczenia "...o siedemnastej na Rakowickiej pod Akademią tam gdzie zwykle..."

Zaloguj się, aby dodawać komentarze.

Zdjęcie tygodnia

Zaloguj się

Odwiedza nas 411 gości oraz 0 użytkowników.