Wydarzenia
Ostatnia pielgrzymka Ojca Świętego do Polski - 16-19.08.2002
- Kategoria: Wydarzenia
- Opublikowano: środa, 26, grudzień 2018 12:00
- PSMKMS
- Odsłony: 1789
Była jedną z najkrótszych, a zarazem najbardziej oczekiwaną z papieskich pielgrzymek do Polski. W cztery sierpniowe dni, w 2002 roku, żyliśmy radością, że Ojciec Święty, Jan Paweł II jest wśród nas. Któż mógł przewidzieć, że po raz ostatni? Zapraszam do chwilowego cofnięcia się w czasie i przeżycia tej pielgrzymki jeszcze raz. Przypomnijmy sobie jeszcze raz te piękne chwile.
Przygotowania
Przygotowania, jak do każdej pielgrzymki, rozpoczęły się znacznie wcześniej. Wiele miast w Polsce pragnęło gościć Ojca Świętego u siebie. Niestety, stan zdrowia Papieża, spowodował że pielgrzymkę skrócono do czterech dni, a jej zasięg ograniczono do rodzinnych stron Karola Wojtyły.
Przed pielgrzymką śmiano się w Krakowie, że Papieżowi remontuje się ulicę. Dosłownie kilka dni przed przyjazdem Jana Pawła II do Krakowa zakończyły się prace na ulicy Piłsudskiego, którą Papież miał przejechać w drodze z Balic do budynku Kurii. Remont Piłsudskiego był nawet nadzorowany przez służby papieskiej ochrony.
Pierwszy dzień - 16 sierpnia 2002
W tym dniu zaczęła się ostatnia pielgrzymka Ojca Świętego do Polski. Papież miał wylądować na lotnisku w podkrakowskich Balicach późnym popołudniem. Przygotowania miasta na przejazd Jana Pawła II trwały od rana. Z ruchu tradycyjnie już wyłączona została ulica Franciszkańska. Popołudniu uruchomione zostały specjalne linie autobusowe, które dowoziły krakowian do Balic. Z przystanku przy Hotelu Cracovia odjeżdżała linia "B", z Bronowic Nowych linia "P".
Poza liniami dodatkowymi, wzmocnione zostały pozostałe linie jadące do Balic. Była to jedna z niewielu okazji, gdy na 208 spotkać można było Neoplana. Z kolei na 192 jeździł chyba cały tabor MPK: Scanie Omni City krótkie i przegubowe, Neoplan, a także wolskie Ikarusy wyposażone w kartki A4 z wydrukowanym numerem linii.
Tuż przed przylotem Jana Pawła II do Krakowa nad miastem przeszła krótka, ale całkiem duża ulewa. Ojca Świętego witaliśmy już jednak w promieniach zachodzącego słońca.
Papież przejechał do Kurii bez żadnych problemów. Wzdłuż trasy zgromadziły się tysiące krakowian, którzy witali swojego Papieża. Wieczorem Ojciec Święty, jak zwykle podczas pielgrzymek do Krakowa, pokazał się w swoim oknie.
Drugi dzień - 17 sierpnia 2002
Najważniejszym wydarzeniem drugiego dnia pielgrzymki Ojca Świętego do Polski była konsekracja Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Uroczysta Msza zaczęła się o godzinie 10. Już wcześniej zabezpieczono trasę przejazdu Ojca Świętego, która wiodła przez ulice Krakowską, Legionów, Kalwaryjską, Rondo Matecznego, Wolę Duchacką i Kurdwanów. Linie autobusowe, normalnie kursujące przez ulice Kamieńskiego i Konopnickiej skierowane zostały na ulicę Wielicką i Starowiślną. Była to, jedna z niewielu okazji, spotkania w tym miejscu tak wielu linii autobusowych.
W wakacje 2002 roku remontowano most Powstańców Śląskich. Przyjazd Papieża do Krakowa spowodował jednak, że remont trzeba było przerwać na kilka dni. I tak przez sobotę i niedzielę tramwaje i autobusy kursowały po częściowo odnowionym obiekcie. Torowisko oraz jezdnia od strony wschodniej były nowe. Jezdnia zachodnia wciąż czekała na remont.
Na konsekrację Sanktuarium w Łagiewnikach przybyły tysiące krakowian. Oczywiście taką masę ludzi trzeba było przewieźć komunikacją miejską. Dlatego od wczesnych godzin rannych na liniach numer 8, 10, 19, a nawet 23 kursowały trójskłady. Pociągi GT6+B4 pojawiły się na linii numer 22, na pozostałych liniach jeździły składy stopiątek.
Przed południem przywrócono komunikację tramwajową do Borku Fałęckiego, jednakże na czas przejazdu Ojca Świętego znów skrócono linie tramwajowe do Łagiewnik.
Około południa skończyła się Msza w Sanktuarium w Łagiewnikach. Na trasie przejazdu Papieża pojawiły się służby porządkowe. Sieciowcy na chwilę wstrzymali ruch tramwajów wyłączając sieć trakcyjną w całej okolicy. Pracownicy zajezdni Podgórze wyszli przed bramę, aby osobiście przywitać Ojca Świętego w naszym mieście. Po chwili na horyzoncie pojawiły się charakterystyczny samochód, a w nim Jan Paweł II.
Moment przejazdu Papieża trwał bardzo krótko, lecz na pewno był niesamowitym wydarzeniem dla wszystkich, którzy stali przy trasie. Tuż za "papa mobile" przejechała kolumna "vipów". Tymczasem sieciowcy podłączyli napięcie w trakcji tramwajowej, a pracownicy nadzoru ruchu rozpoczęli rozładowywanie korków tramwajowych. Na przystanku przy Sanktuarium na tramwaje oczekiwały już całe masy ludzi, które trzeba było przewieźć do domów.
Trzeci dzień - 18 sierpnia 2002
Nadszedł w końcu najważniejszy dla wszystkich Polaków dzień pielgrzymki, w którym na Błoniach odbyła się Msza Święta. Wydarzenie to zgromadziło na największej krakowskiej łące rekordową liczbę 2,5 miliona ludzi. Takiego zgromadzenia nie odnotowano dotąd w historii Europy. Fakt, że tak dużo ludzi znalazło się na Błoniach, miał kilka powodów. Przede wszystkim ludzie chcieli się spotkać z Ojcem Świętym. Nie mieli tej możliwości na poprzedniej pielgrzymce w 1999 roku, gdy Jana Pawła II z powodu choroby zabrakło na Błoniach. Na pewno duże znaczenie miało też to, że Msza w Krakowie była jedyną ogólnodostępną w naszym kraju podczas tej pielgrzymki. Stąd, 18 sierpnia do Krakowa zjechały tysiące ludzi z całego kraju. Na Mszę Świętą na Błoniach pierwsi wierni wyruszyli już dzień wcześniej. Przez całą noc z 17 na 18 sierpnia po Krakowie kursowały tramwaje. Rano, już przed godziną szóstą wzdłuż Wisły szły pochody ludzi zmierzających na Błonia.
Msza Święta rozpoczęła się o godzinie 9 rano i trwała mniej więcej do południa. Wszyscy, którzy na nią przybyli, czuli że uczestniczą w niezwykłym, a zarazem historycznym wydarzeniu. Szczególnie, gdy pod koniec uroczystości 2,5 miliona ludzi chwyciło się za ręce i zaśpiewało swojemu Papieżowi jego ulubioną pieśń "Barka", było zdarzeniem nie do opisania. Któż mógł przewidzieć wtedy, że będzie to ostatnia Msza Święta Jana Pawła II na krakowskich Błoniach?
Msza Święta w końcu się skończyła. Teraz pojawił się problem rozwiezienia wszystkich ludzi do domów. Motorowi i kierowcy, policjanci, a także kolejarze pracujący już od wielu godzin mieli pełne ręce roboty. Wiadomo, że 2,5 milionowego tłumu nawet najlepiej zorganizowana komunikacja miejska nie jest w stanie przewieźć. W tamtym dniu wszystkie wspomniane przeze mnie powyżej służby dały jednak z siebie wszystko, aby krakowianie i nie tylko, mogli spokojnie i bezpiecznie powrócić do swoich domów.
Organizatorzy dodatkowych linii tramwajowych i autobusowych od początku przewidywali, że ludzi będzie tak dużo, że niemożliwy będzie ich odbiór z przystanków usytuowanych po zachodniej stronie Pierwszej Obwodnicy. Stąd, pasażerowie mieli wsiadać do tramwajów na przystankach przy Dworcu Głównym, przy Poczcie Głównej, na Stradomiu oraz na Rondzie Grunwaldzkim. Ostrożne przewidywania szybko okazały się błędne. Morze ludzi zalało skrzyżowanie pod Dworcem Głównym tamując ruch tramwajów na kilkanaście minut. Dopiero po dłuższej chwili odpowiednie służby odblokowały ruch. W środkach komunikacji miejskiej jeszcze długo panował ogromny tłok.
Poza komunikacją miejską ogrom pracy miały również polskie koleje. W dniu tym przewieziono pociągami tysiące ludzi, którzy chcieli wziąść udział w krakowskiej Mszy. Już po uroczystości na Dworcu Głównym w Krakowie panował nieopisany zamęt. Ludzie cały czas wsiadali do pociągów, które w związku z tym nie mogły być odprawiane. Równocześnie na szlakach dojazdowych do Krakowa zaczęły się tworzyć dosłownie "korki pociągów". Na odcinku między Płaszowem a Dworcem Głównym składy stały jeden za drugim, a odległości między nimi wynosiły kilka metrów. Tymczasem w komunikacji miejskiej sytuacja powoli stawała się opanowana.
Nie tylko Dworzec Główny był pełen ludzi. Pociągi odjeżdżały również z Płaszowa, a także z Bonarki oraz z Mydlnik. Późnym popołudniem na Płaszowie było względnie spokojnie. Jedynie ulica Dworcowa prowadząca do stacji zamieniła się w jedno wielkie pole biwakowe. W okolicznych sklepach zniknęło wszystko, co można było zjeść lub wypić. Na peronach co jakiś czas pojawiały się grupki pielgrzymów wsiadających do swoich pociągów. Niestety, przy podstawianiu kolejnych pociągów zdarzały się sytuacje wsiadania do wagonów w biegu, za nim jeszcze skład w pełni wtoczył się na peron. Kolejarze w takich przypadkach zatrzymywali pociąg i pozwalali ludziom wsiadać do środka. Dopiero kilka minut później kończyli podstawianie składu.
W czwartym dniu ostatniej pielgrzymki Ojca Świętego do Polski Jan Paweł II odwiedził Kalwarię Zebrzydowską. Spędził tam cały dzień. Wieczorem nie powrócił już do centrum Krakowa, lecz udał się na lotnisko w Balicach, gdzie jak zawsze żegnały go tłumy ludzi. Papież wsiadł do samolotu i odleciał... po raz ostatni. Któż mógł wtedy przewidzieć, że już nigdy nie postawi swojej stopy na polskiej ziemi. Wraz z Jego śmiercią minęła pewna epoka. Nawet, jeżeli następni przywódcy Watykanu przyjadą kiedyś do Polski, nie będzie już Mszy Świętych po polsku, nie będzie już rozmów przez słynne okno na Franciszkańskiej 3, nie będzie już anegdot o kremówkach w Wadowicach. Odszedł człowiek wielki i nikt nie będzie w stanie Go nam zastąpić.
"Świat już nigdy nie będzie taki sam..."

